sobota, 25 sierpnia 2012

Rozdział 21

- Hmm? - ponownie zaczął chłopak.
- Nie, ja nie mogę... - rozpłakałam się a on mnie przytulił.
- Dlaczego płaczesz? Weronika co Ci jest? - zmartwił się.
- Zayn ja ... ja jestem ...
- Proszę nie mów, że jesteś w ciąży... - powiedział chłopak a ja się od niego odsunęłam i popatrzyłam mu prosto w oczy.
- Tak, jestem w ciąży... - łzy nie przestawały mi lecieć.
- Ja pierdole... - złapał się za głowę. - A wiesz z kim? - dodał po chwili.
- Jak to z kim? Z tobą!
- Żartujesz sobie prawda? - nie mógł w to uwierzyć. - Nie Wera tak nie będzie...
- Ale jak? Jestem w ciąży i teraz nic z tym nie zrobię.
- Jest jeszcze opcja.
- Jaka? - zdziwiłam się ale po chwili namysłu zrozumiałam o co mu chodzi. - O nie, chyba sobie żartujesz...
- Ja nie jestem gotowy na dziecko, moja kariera się rozwija a z resztą nawet nie jesteśmy ze sobą, to jest jedyne wyjście.
- Nie! Aborcja to nie jest żadne wyjście! Jak możesz w ogóle tak kurwa mówić? - zdenerwowałam się.
- Wera posłuchaj mnie... - przerwałam mu.
- Nie rozumiesz. Nie. Wszystkiego się po tobie spodziewałam po tej stradzie ale nie czegoś takiego... Jak tak można? To jest nowe życie, dziecko, nowy członek rodziny a ty chcesz je po prostu zabić? - mówiłam przez łzy.
- Jak po prostu nie jestem gotowy rozumiesz?!
- Nikt nie mówi, że masz z nami być i być przykładnym ojcem bo i tak byś nie był rozumiesz?! Nie chciałam nikogo okłamywać i powiedziałam Ci prawdę. Ty jesteś ojcem i nic poza tym. Przepraszam nie ojcem tylko dawcą nasienia dokładniej. Masz racje nie jesteśmy ze sobą i nie będziemy tym bardziej jak pieprzysz takie rzeczy... - mówiłam prawie krzycząc.
- Tak? To kto kurwa będzie idealnym tatusiem co? No pytam? Harry? Haa... błagam.- mówił Malik.
- Oszczędź sobie. - powiedział Harry stojący w drzwiach balkonowych którego nie dostrzegłam.
- Co sobie oszczędzić? Wielki przyjaciel byłeś i teraz bierzesz sobie moją kobietę? - kontynuował Zayn w stronę Stylesa.
- Twoją kobietę?! - oburzyłam się.
- I to mówi koleś który przeleciał moją dziewczynę?! Stary pomyśl co ty gadasz! - w Harrym zaczęło się gotować. - A i jeszcze coś, między mną a Werą nic nie ma poza przyjaźnią. - dodał.
Mnie zamurowało. Siedziałam ze łzami w oczach i nie wiedziałam którego słuchać a najbardziej zabolały mnie słowa Harrego... Chociaż nic złego nie powiedział, to tylko ja się chyba łudziłam, że może być coś między nami. A pomysł Zayna? Kurde jak tak w ogóle można... Jest idiotą nic więcej na jego temat nie można powiedzieć. Nasze krzyki usłyszeli wszyscy w domu. Przybiegli na taras i nie wiedzieli co powiedzieć, stali jak wryci. Ja wstałam, przepchnęłam się przez wszystkich i pobiegłam do łazienki. W lustrze dostrzegłam, że jestem całą rozmazana ale teraz było mi to obojętne. Złapałam małe lusterko które było na półce i rzuciłam nim o podłogę. Roztrzaskało się a ja wzięłam do ręki jeden z większych kawałku i usiadłam na wannie. Chciałam się zabić. Wtedy czułam przypływa takiej adrenaliny, że byłam gotowa to zrobić. Brakowały milimetry od moich żył a kawałka ostrego szkła. Płakałam.... Byłam bezsilna... Wszyscy dookoła mnie krzywdzili, a ja wciąż nie wiedziałam za jakie kuźwa grzechy.. Przycisnęłam sobie szkło do skóry, byłam już gotowa.. Gdy nagle do łazienki wbiegł Harry. Zapomniałam zamknąć te nieszczęsne drzwi.. Cholera było już tak blisko, wszystko by odeszło, to całe cierpienie, ból i stres. Ale moje dziecko.. Już je kochałam, nie wiedziałam co to ale kochałam..
- Co ty robisz?! - wyrwał mi szkło z ręki.
- Zostaw mnie rozumiesz?! Mam was wszystkich dosyć! - krzyknęłam.
- Weronika uspokój się, czy ty wiesz co chciałaś zrobić? - udawał spokojnego ale ja widziałam po oczach, że tylko udawał.
- Tak! Zabić się i przestać być tą cholerną ofiarą losu. Nie mogę żyć kurwa w spokoju, zawsze coś! - płakałam.
Poczułam ból, weszłam niechcący na dość spory kawałek szkła który być rozwalony na podłodze. Usiadłam ponownie na wannie a ze stopy leciała krew. Wtedy tym bardziej stwierdziły się moje domysły, że jestem jakąś idiotką albo ofiarą losu. Chciałam wyjąć kawałek ze stopy ale był na tyle głęboko, że za bardzo bolało.
- Jedziemy do szpitala. - powiedział stanowczo Harry i podniósł mnie z wanny.
- Nie ma takiej opcji, zostaw mnie, sama sobie poradzę. - odpowiedziałam.
- Przestań pieprzyć okej?! Jesteś wkurzona na cały świat, okej to sobie bądź, ale teraz daj sobie pomóc.
Loczek wziął mnie pod rękę i wsadził do samochodu. Reszta została w domu. Każdy się martwił i nie wiedział co ma zrobić ale pojechaliśmy tylko we dwoje. Krew sączyła się a ja odczuwałam straszny ból. Pod szpitalem wsadzili mnie od razu na wózek inwalidzki. Czułam się strasznie, zależna od każdego ale nie od siebie. To straszne uczucie.. Zawieźli mnie najpierw do jakiegoś gabinetu a Harry być cały czas przy mnie. Lekarz obejrzał ranę i stwierdził, że bez znieczulenia nie da rady. Kawałek był tak głęboko, że nie wytrzymałabym bólu. Zawieźli mnie na sale operacyjną. Harremu nie pozwolili tam wejść, ponieważ nie był nikim z rodziny. Zostałam sama z dziesięcioma osobami nad sobą. Po chwili dali mi narkozę i zasnęłam. Kiedy się obudziłam leżałam już w sali w której byłam sama. Byłam jeszcze lekko rozkojarzona a najgorzej martwiłam się o to, że nie wiedzieli, że jestem w ciąży. Chyba... A co jeśli narkoza zaszkodzi mojemu dziecku? Strasznie się o to bałam.. I jeszcze nie wzięłam telefonu, portfela i Parys w domu. Miałam nadzieję, że na ten czas co tu jesteś ktoś się nim zaopiekuję. Za dosłownie minutę do sali wpadł zestresowany Styles.
- Jak się czujesz? - usiadł na krześle przy moim łóżku.
Nic mu nie odpowiedziałam, nawet na niego nie popatrzyłam.
- Możesz mi odpowiedzieć. - ponownie zaczął chłopak a ja ponownie udawałam, że go nie słyszę.
Sama nie wiem dlaczego.. Nie miałam o co się na niego złościć. Dlatego, że powiedział, że jesteśmy tylko przyjaciółmi? Trudno, on tak uważa. Jeśli tak czuje, raczej nic do mnie nie czuje nie mogę mieć mu tego za złe.
- Dobra nie to nie, nie chcesz gadać to zmywam się, zostawiam Ci tylko telefon i dokumenty. Narazie.. - wstał i kierował się w stronę drzwi.
- Kocham cię..... - powiedziałam ze łzami w oczach kiedy on już złapał za klamkę.
- Słucham? - odwrócił się i sprawiał wrażenie myślącego, że się przesłyszał.
Podniosłam się trochę na siedząco a on ponownie do mnie podszedł.
- Kocham cię! - cicho ale stanowczo powtórzyłam.  

7 komentarzy:

  1. Awww ... ♥
    końcówka najlepszaa . xx
    asiaa1Dkiss

    OdpowiedzUsuń
  2. genialny rozdział nie mogę się doczekać następnego ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Akcja się rozkręca!! Oni muszą być razem !!! Czekam na następny!!xx

    OdpowiedzUsuń
  4. DAWAJ JESZCZE KOCHANIE! <3 ale sie rozkreca, ooo :OOO

    OdpowiedzUsuń
  5. Zajebisty rozdział! Dawaj następny! K.<3

    OdpowiedzUsuń
  6. Droga Cipeczko! Coraz bardziej podobają mi się rozdziały więc pisz szybko !!!! Czekam z niecierpliwością na następny <333 KRÓLOWA ADA Ż.

    OdpowiedzUsuń
  7. no dawaj dawaj!!! dobra wena :D

    OdpowiedzUsuń