środa, 26 września 2012

Rozdział 32

Lekko zmęczeni wróciliśmy do domu, położyliśmy Olivera i sami zalegliśmy w łóżku przytuleni do siebie.
- Dlaczego tak trudno z tobą być? - wyszeptałam i odwróciłam się w jego stronę patrząc mu prosto w oczy.
- Z tobą też nie jest łatwo kochanie. - zaśmiał się.
- Oj przestań, wiesz o co mi chodzi. Brakowało mi takiego spokojnego dnia jak dziś.
- Uwierz, że mi też. Trochę jak dawniej co? - podniósł jedną brew.
- Oczywiście Panie Styles, wyborny wypad. - zaśmiałam się. - Kocham cię Harry.
- Ja ciebie też słoneczko. - powiedział i pocałował mnie w czoło.
Po jakimś czasie usnęliśmy, a mi przez całą noc śnił się Zayn....Z jakiej racji? Nie wiem.. To jakaś paranoja. I to jeszcze takie akcję, że szkoda gadać, nie wiem co mi się uroiło w tej głowie. Nadszedł dzień, całą nasza trójka smacznie spała, gdy nagle ktoś zadzwonił dzwonkiem do drzwi.
- Kurwa kto to o 8 rano? - przetarł oczy Harry wychodząc spod kołdry.
- Nie mam pojęcia. - odparłam.
Loczek zszedł na dół i usłyszałam głos Paula.
- A ty na co jeszcze czekasz, zaraz mamy wylot! - mówił Paul podniesionym głosem.
- Jaki wylot? Ja pierdole, zapomniałem....
Zarzuciłam na siebie szlafrok i zeszłam na dół.
- Cześć Weronika. - powiedział miło mężczyzna.
- Cześć, co jest? - odparłam.
- Zapomniałem, że dziś lecimy to Australii..
- Jak można o tym zapomnieć?! - oburzyłam się.
- No wiedziałem, że mamy lecieć ale nie myślałem, że to już dziś. - mówił zdenerwowany Harry.
- Na ile? - ochłonęłam.
- Na prawie 3 tygodnie. - dodał Paul.
- 3 tygodnie?! - krzyknęłam.
- Ciszej bo obudzisz małego. - wtrącił Styles.
- Harry ma cię nie być 3 tygodnie? Nie no to jakiś żart...
- Co ja na to poradzę co? No nic, nie moja wina.
- Dobrze, że się dowiedziałam jak jeszcze jesteś w domu a nie z tamtą byś zadzwonił, to jest w twoim stylu.- mówiłam.
- Dobra, bo zaraz się pokłócimy a nie chce wyjeżdżać w takiej atmosferze. A teraz idę się szykować. - powiedział.
Machnęłam ręką i razem z Paulem usiedliśmy przy porannej kawie.
- Często tak będzie? - spytałam.
- Że wyjazdy na tak długo? - odpowiedział mężczyzna.
- Tak..
- Wiesz, teraz nagrywamy płytę i w Australii właśnie dlatego tak długo. Wcześniej było to parę dni bo tylko koncertowaliśmy.
- Rozumiem.. - odparłam.
- A wiesz co Weronika? - zaczął.
- Tak?
- Pasowałaś do Zayna, ale to Harrego jeszcze bardziej. - uśmiechnął się.
- Mam to odebrać jako komplement? - poszłam w jego ślady.
- Raczej tak. - zaśmiał się.
Chwilę jeszcze pogadaliśmy i zszedł Harry z wielką walizką i 2 torbami.
- Dobra, zwarty i gotowy. - powiedział loczek.
- Gotowy na rozstanie z rodziną? - spytał żartobliwie Paul.
- Na tak długo chyba nie... - spojrzał na mnie.
- Dobra Harry zbieramy się, bo muszę podjechać jeszcze w kilka miejsc i czeka nas dłuuuugi lot.
- Będę tęsknił.. - podszedł do mnie i przytulił mocno.
- Przecież wiesz, że ja też.
- No wiem, wiem. I kocham cię pamiętaj. - dodał.
- Ja ciebie też, i przestań już bo zaraz się rozpłaczę. - uśmiechnęłam się.
- Okej już koniec. I będę dzwonił parę razy dziennie i masz odbierać! - zagroził mi wzrokiem.
- Będę odbierać Panie Styles, od Pana zawsze. - pocałowałam go.
Harry pożegnał się i pojechali. Byłam na niego zła, ze tak nagle pojechał i nie będzie go 3 tygodnie.. Ale ma tyle spraw, że miał prawo zapomnieć. Będę za nim tęskniła strasznie. Już zaczęło się układać, ale jak zwykle coś musi to zepsuć.. Choć jest jeszcze druga strona medalu, dzięki wyjazdom Harrego zdaję sobie sprawę jak bardzo mi na nim zależy i jemu na mnie. To jego praca i nic na to nie poradzę, robi to co kocha i robi to też dla nas, dla naszej rodziny.. Nie minęło nawet 20 minut a zadzwonił mój telefon. To Harry, czyżby już się stęsknił?
- Kochanie pakuj się! - wręcz wykrzyczał mi to w słuchawkę.
- Co? A ja po co mam się pakować? - spytałam zdezorientowana.
- Lecicie z nami, nie zostawię was na tak długo bo pęknie mi serce. Szybko pakuj się i niedługo będziemy tylko pojedziemy jeszcze w jedno miejsce z Paulem.
- Jesteś nienormalny! - zaśmiałam się.
- Wiem, za to mnie kochasz. A teraz szybko szybko. Pa. - powiedział i się rozłączył.
Bożee.... Co za człowiek, zabije go kiedyś. Ale strasznie się ucieszyłam, to słodkie z jego strony. Nie miałam dużo czasu, więc od razu zabrałam się za pakowanie. Najpierw pakowałam Olivera w jedną walizkę a w drugą siebie. Zajęło mi pół godziny całe pakowanie a kolejne pół ubranie się i inne. Zdążyłam ubrać małego i wtedy wszedł Harry. Dumny i uśmiechnięty wparował i zaczął wynosić walizki do samochodu. Ja wzięłam Olivera, zamknęłam porządnie dom i również poszłam do auta. 

piątek, 21 września 2012

Rozdział 31

- oczami Harrego -

Był poniedziałek, taki sam jak poprzednie. Wstaliśmy rano z Werą i zaczęliśmy się wściekać. Później dopóki Oliver jeszcze się nie obudził poszliśmy się ogarnąć i zjeść jakieś śniadanie bo zaraz mam jechać do studia. Po śniadaniu nasz syn się obudził, nakarmiłem go żeby Weronika mogła trochę odpocząć, chwilę jeszcze z nim posiedziałem i musiałem spadać. Pożegnałem się i ruszyłem w drogę. Kiedy dojechałem od razu wszedłem do budki i zacząłem nagrywać, po godzinie zorientowałem się, że nie mam ze sobą telefonu bez którego nie mogę żyć, więc postanowiłem wrócić po niego do domu. Jak już dojechałem nie zastałem tam nikogo. Sięgnąłem po telefon z blatu gdy nagle ktoś zaczął strasznie dobijać się do drzwi. Poszedłem szybko otworzyć i okazało się, że to Anka.
- O boże Harry jak dobrze, że jesteś. - mówiła płacząc.
- Co jest? - popatrzyłem na nią.
- Adam....On mnie zdradził... - przerwała na chwilę. - I na dodatek wczoraj się okazało, że zgubiłam telefon, więc nawet nie miałam jak zadzwonić.
- Ej, wszystko będzie dobrze. - przytuliłem ją, pocałowałem w czoło i w tym momencie zorientowałem się, że w drzwiach stoi Weronika.
- Cześć? - powiedziała zdezorientowana.
- Cześć kochanie. - odparłem i puściłem Ankę.

- Oczami Vero -

Kiedy zobaczyłam ich znowu razem to zabolało. Nie zwracają na to uwagi na tą chwilę zobaczyłam, że Anka płacze.
- Ej słońce, co się stało? - zaczęłam i podeszłam do niej.
- Adam mnie zdradził.... - strasznie płakała.
- Co za śmieć...- wściekłam się, że jakiś frajer łamie serce mojej przyjaciółce. - Powiedział Ci o tym? - spytałam po chwili.
- Tak, dziś rano..
- Zabije go.. - dodał Harry.
Co? Co? Co?! Czy on właśnie powiedział, ze zabije chłopaka swojej byłej?! Co do cholery się dzieje? To chyba jakiś żart... Powiedziałam Ance żeby usiadła na kanapę i zerknęła na Olivera a ja poszłam z Harrym na słówko.
- Co to miał być za tekst? - oburzyłam się.
- Weronika..
- Co znowu Weronika? Wchodzę a wy się przytulacie i całujesz ją w czoło, no wybacz ale coś chyba jest nie tak nie uważasz? - nakręciłam się.
- Wiem okej? Ale nie mogę patrzeć jak ona... - zatrzymał się na chwilę.
- Cierpi? - dokończyłam za niego.
- Tak... - odparł.
- Ona teraz cierpi tak jak my cierpieliśmy! To moja przyjaciółka staram się zapomnieć o tym co było, ale nigdy nie zapomną. Lecz za żadne skarby nie pozwolę, żeby cierpiała tak jak ja, pomogę jej.. Ale twoje ingerencje nie wyjdą nam na dobre Harry..
- Co masz na myśli? - zapytał.
- Nie wiem! Boję się tylko, że znowu będziecie razem okej? - napłynęły mi łzy do oczu.
- Co ty mówisz?! Nie będziemy. Jestem z tobą i będę..
- Harry słyszałeś co ty powiedziałeś? "Zabije go" normalnie byś tak nie zareagował gdyby Ci na niej nie zależało.
- Ale mi na niej nie zależy kurwa zrozum! Po prostu nie chce żeby przechodziła to co my! Mam przesyt już tych pieprzonych rozstań, kłótni i wszystkiego, rozumiesz rzygam tym! Kocham tylko ciebie i dlatego z tobą jestem a nie z Anką i zrozum to wreszcie...
Wytarłam łzy i przytuliłam się do niego. Po chwili zeszliśmy na dół do Ani i Oliego.
- Dobra, ale ja to muszę jechać. Przyjechałem tylko po telefon. - zaczął Styles.
- Okej, a o której wrócisz? - spytałam.
- Postaram się jak najszybciej, a później możemy wyskoczyć gdzieś na kolację czy coś. To ide, kocham cię.  - pocałował mnie. - A ty się trzymaj. - powiedział jeszcze do Anki i się uśmiechnął.
Siedziałyśmy a przyjaciółka mi się żaliła. Po jakimś czasie Parys zaczął szczekać a ja się wściekłam bo nie chciałam aby obudził małego który w między czasie zasnął. Zdążyłam do niego podejść i ktoś zapukał do drzwi. Otworzyłam i moim oczom ukazała się rozpromieniona Natka.
- No Heeej! - przytuliła mnie.
- Cześć cześć. Wchodź. - uśmiechnęłam się.
Poszłyśmy do salonu i tam Natka dostrzegła Ankę. Ann opowiedziała wszystko ponownie a Natalia się wściekła. Zaczęła jeździć równo po Adamie i go wyzywać. Tak się wczuła, że aż to było śmieszne. Nawet Anka zaczęła się śmiać.
- No a tak w ogóle to przyszłam żeby się pochwalić! - powiedziała rozpromieniona.
- No mów! - obie się ucieszyłyśmy.
- Dobra... No, więc jestem w ciąży! - podekscytowała się jeszcze bardziej, tak samo jak my.
- O boże! To super, gratuluję! - krzyknęła Anka.
- Hahaha, to nieźle. No ja też gratuluję przyszłej mamusi! - uśmiechnęłam się. - Ej, ale ty piłaś ostatnio... - dodałam.
- Tak, wiem... Ale jeszcze nie wiedziałam, wczoraj wieczorem strasznie źle się czułam, wymiotowałam i te inne, więc Niall miał chyba jakąś czute bo pojechał do apteki po test i wyszedł pozytywnie.
- A jak on na to zareagował. - spytałam.
- Strasznie się cieszy! Po prostu jak mały chłopiec, no ale wiesz... jednocześnie też się martwi jak to będzie.
- Tak, rozumiem. Ale spoko będzie okej. - ponownie serdecznie uśmiechnęłam się do przyjaciółki.
- No mam taką nadzieję i najbardziej dodaję nam otuchy to jak patrzymy na ciebie i Harrego. Idealni rodzice, dziecko i szczęśliwa rodzinka. - mówiła Nat.
- Zgadzam się z Natką. - dodała Anka z lepszym humorem.
Siedziałyśmy tak i gadałyśmy dopóki do Natki nie zadzwonił Niall a do mnie loczek, ze wraca już do domu. Obie dziewczyny poszły do domu, a Ance kazałam dzwonić jeśli by tylko czegoś potrzebowała. I zdziwiłam się tylko, że Harry nie powiedział mi nic o ciąży.. A może on jeszcze sam nie wie? No trudno to dowie się ode mnie. Zmęczony przyjechał do domu i poszedł pod szybki prysznic. Kiedy wyszedł powiedział.
- No ubieraj się, wychodzimy zaraz.
- Nie jesteś zmęczony? Przecież jeśli Ci się nie chce nie musimy wychodzić.
- Chce mi się, ubieraj siebie i małego i jedziemy. - słodko się uśmiechnął.
Ubrałam się, umalowałam i zajęłam Oliverem. Po jakiś 30 minutach wszyscy byliśmy gotowi, więc ruszyliśmy w drogę. Dojechaliśmy w miarę szybko, poszliśmy usiąść i zamówiliśmy jedzenie.
- Muszę Ci coś powiedzieć. - zaczęliśmy oboje w tym samym czasie.
- Hahaha dobra ty pierwszy. - powiedziałam.
- Dobra.. No więc.... Natka jest w ciąży!
- Wiem! Właśnie to chciałam Ci powiedzieć. Dziś przyszła i nam powiedziała. - uśmiechnęłam się.
Miło spędziliśmy czas przy kolacji a później jeszcze poszliśmy na krótki spacer do pobliskiego parku. 

poniedziałek, 17 września 2012

Rozdział 30

- ..że, zdradził cię z Anią. - dokończyła.
- Tak to prawda. - spuściłam głowę. 
- A co do Ani.. To miła dziewczyna i sympatyczna, Harry ją uwielbiam, ale czy kochał... w to mogę zwątpić. 
- Dlaczego? - zdziwiłam się. 
- Wiesz.. Mam teraz porównanie, jak traktował ją a jak traktuje i jaki ma stosunek do ciebie. On jest strasznie zawzięty i nie odpuszcza i ciężko mu mówić o swoich uczuciach. Albo raczej było. Jak nieraz do mnie przyjedzie i słyszę jak rozmawia z tobą przez telefon zawsze mówi "kocham cię" na koniec. A z Anią tak nie było. On nie lubi być sam mimo wszystko, Harry chce takie poczucia, że zawsze może się..- przerwałam jej. 
- Do kogoś przytulić. - uśmiechnęłam się. 
- Tak , dokładnie. - ona również się uśmiechnęła. - A z resztą co ja mam Ci tłumaczyć, sama go świetnie znasz. No i mam nadzieję, że wszystko wróci do normy i nikt nie będzie wam wchodził w paradę. 
- Ja też mam taką nadzieję. - odparłam. 
Za chwilę zadzwonił telefon do Anny. Poszła go odebrać bo leżał w kuchni. Nie słyszałam rozmowy ale usłyszałam imię "Harry" więc wszystko jasne. Mój chłopak nie zadzwoni do mnie tylko do mamy.. Super. Za chwile Ann przyszła i ponownie usiadła koło mnie. Nie było jej dobre parę minut. 
- Dzwonił Harry. - powiedziała. 
- Tak słyszałam jego imię.. 
- Boże co to jest za chłopak. Nie powinnam się wtrącać i obiecuję, że więcej nie będę bo nikt tego nie lubi, ale po tym co zrobił przed chwilą dostałam wścieku i powiedziałam mu co myślę o jego zachowaniu. - dodała. 
- Jest aż tak źle? - spytałam. 
- Po prostu nie mogę pojąć jego techniki. I jest to nienormalny, że on zamiast zadzwonić do ciebie dzwoni do mnie, no do cholery. Kocham go to mój ukochany synek ale są pewne granice pomiędzy matką, a przyszłą żoną.. 
- Przyszłą żoną? Hahaha, w takim tempie możemy się tego nie doczekać. - zaśmiałam się. 
- Nie mam na to żadnego wpływu, ale życzę żeby stało się to niedługo. Chce żeby on się wreszcie ustatkował i stał bardziej odpowiedzialny. Nie tylko za siebie tylko i za innych. 
- Też tego chcę, ale z nim nie raz w ogóle nie da się rozmawiać. Próbuję a on tylko się obraża i wychodzi z domu. A ja wtedy dostaje takiego ciśnienia, że mam ochotę go zabić. Nie mogę powiedzieć, kiedy tylko może stara się z nami spędzać czas, ale jeśli my będziemy się tak cały czas kłócić to daleko nie zajdziemy.. - powiedziałam. 
Chwilę jeszcze o tym porozmawiałyśmy i zapukał ktoś do drzwi. Anna poszła szybko otworzyć i usłyszałam głos Stylesa który wita się z mamą. 
- Cześć mały, chodź do taty. - podszedł Harry i wziął Olivera ode mnie z kolan na mnie nie zwracając uwagi. 
- Przepraszam jeszcze raz. - zaczęła Anna z podniesionym głosem. - Ale to co robisz Harold jest po prostu okropne, jak możesz być tak obojętny wobec Weroniki? Nie chce się wtrącać, ale... - Harry jej przerwał. 
- Więc się nie wtrącaj mamo. To są nasze sprawy. Okej rozumiem martwisz się, ale pozwól, że sami to załatwimy. Ale może moja kochana dziewczyna w końcu przestanie się w kącie miziać z Zaynem. 
- Oooo nie... Przesadziłeś. - powiedziałam zdenerwowana. 
- Teraz oboje wychodzicie na zewnątrz, zostawiacie mi dziecko i dopóki normalnie nie będziecie się do siebie odzywali nie wracajcie. - mówiła poważnie Anna biorąc Olivera z rąk loczka. 
Tak jak nam kazano tak zrobiliśmy. Wyszliśmy na taras i tam się dopiero zaczęło. 
- Co ty sobie wyobrażasz? - zaczęłam pierwsza. 
- No właśnie sporo.. - popatrzył na mnie. 
- Ciebie chyba na prawdę powaliło. Dobrze się czujesz? Uroiłeś sobie jakąś zdradę teraz? 
- Nic sobie nie uroiłem, widziałem was wczoraj w clubie. 
- Ja się z nim ni całowałam! Zayn do mnie podszedł ale go od siebie odsunęłam bo czułam się z tym źle a on znowu zaczął mi truć, więc od razu sprowadziłam go na ziemię i powiedziałam, że możemy być tylko i wyłącznie przyjaciółmi bo ja kocham ciebie i tylko ciebie. - wykrzyczałam ostatnie słowa a on nic nie odpowiedział. 
- Weronika posłuchaj .. - mówił. 
- Nie! Teraz ty mnie posłuchaj. Nie traktuj mnie jak jakiegoś zdrajcę i śmiecia rozumiesz? Mimo wszystko raczej sobie na to nie zasłużyłam i nie masz prawa wyjeżdżać do mnie z takimi tekstami. Zacznij najpierw myśleć a później mówić bo na odwrót nikomu nie wychodzi na dobre. - JEST! W końcu wyrzuciłam z siebie wszystko co chciałam mu powiedzieć. Kamień spadł mi z serca, ale wciąż to bolało. - Teraz jadę do swoich rodziców a ty rób co chcesz, chyba najbardziej Ci taka opcja odpowiada. 
Powiedziałam to i weszłam do domu a Harry został na tarasie. Wzięłam Olivera w foteliku i resztę rzeczy i szłam w kierunku drzwi. 
- Harry! Pomóż Weronice. - krzyknęła Anna. 
Styles podszedł do mnie, wziął fotelik z małym i poszedł do samochodu. Ja pożegnałam się z Ann i ruszyłam za nim. Kiedy już przypiął Oliego chciał coś powiedzieć, ale jednak się rozmyślił. Miałam nadzieję, że coś powie. Byłam na niego strasznie wściekła, ale teraz najchętniej bym się do niego przytuliła. Niestety odwrócił się i poszedł z powrotem do domu a ja do samochodu. Pojechałam do rodziców i tam zastałam Paulę z Lenką. Taty nie było, więc na spokojnie mogłyśmy pogadać. Opowiedziałam im to, a one się zmartwiły. No cóż. Stwierdziłam, że zostanę na noc bo może z Harrym powinniśmy od siebie odpocząć. Nie zadzwoniłam ani nie napisałam, ale było już późno, więc myślę, że zorientował się iż nie mam zamiaru wracać. W pewnym momencie usłyszałam dźwięk sms'a który dochodził z mojego telefonu. Wstałam i poszłam zobaczyć kto to. Był to Harry. napisał " Przepraszam, wróć do domu.....", stwierdziłam, że nic nie odpiszę. Niech ma za swoje.. Wróciłam do dziewczyn i za 15 minut zapukał ktoś do drzwi. Mama poszła otworzyć i okazało się, że to ponownie Styles.
- O cześć Harry.- powiedziała mama.
- Dobry wieczór, jest tu Wera? - spytał.
- Tak jest, wejdź.
Loczek podszedł do nas, przywitał się z każdym i usiadł koło mnie na oparciu fotela.
- Co chcesz? - spytałam oschle. - Wiesz co, może lepiej wyjdźmy do innego pokoju. - dodałam.
Poszliśmy do mojego starego pokoju i ponownie zaczęliśmy pewnie do niczego nie dążącą rozmowę.
- No więc słucham? - zaczęłam ponownie.
- Możesz wrócić, ze mną do domu? - zapytał.
- Mogłabym ale nie chcę. A po co mam wracać, żeby się znowu kłócić?
- Nie.. Kurwa chce żeby było jak dawniej, bezproblemowe życie, jakieś miłosne usterki które i tak wracały do siebie i wszystko się goiło. Te nasze zabawy, imprezy i to wszystko...
- Ale nie będzie jak dawniej rozumiesz? Chociaż ty możesz robić co chcesz, ja mam dziecko a ty jeśli chcesz to szalej, nikt cię do niczego nie zmuszał, sam wybrałeś..
- Ale nie o to mi chodzi Weronika! Kocham Olivera i nie przestanę, ale mam wrażenie, że odkąd w ogóle jesteśmy ze sobą to cały czas się kłócimy, a pamiętasz jak jeszcze się przyjaźniliśmy. Było zajebiście... Nie było jakiś dziwnych akcji ani niczego.
- Czy ty siebie słyszysz? - zapytałam spokojnie. - Harry, ja już nie jestem zwykłą nastolatką tylko matką, przez te 8 miesięcy się pozmieniało rozumiesz? Tak, masz rację było fajnie, ale teraz też może być jeśli przestaniemy ze sobą wreszcie walczyć. - powiedziałam. - Ejejejej... Co ty powiedziałeś? Że jak się przyjaźniliśmy to było lepiej? Chcesz to skończyć i mamy się znowu przyjaźnić? - zaczęłam od nowa.
- Niee.. Źle mnie zrozumiałaś, chodzi o to, że chciałbym przynajmniej trochę przywrócić tamte czasy. Żebyśmy razem gdzieś wychodzili, na głupie spacery ale to i tak zawsze coś. Oczywiście z Oliverem bo jest on nieodłącznym elementem tego wszystkiego.
- A jeśli to nie wypali? Jak będziemy kłócili się jeszcze bardziej? Harry my mamy oboje tak zawzięte charaktery, że to jest szok... I to mnie boli i boję się tego, że cię stracę. - zaczęły lecieć mi łzy.
- Nie stracisz, obiecuję... - przytulił mnie. - Jedziemy do domu? - podniósł moją twarz za brodę.
- Taaaaak... - lekko się uśmiechnęłam. - Ale nie chce mi się kierować, więc jedziemy jednym okej?
- Dobrze KOCHANIE, jak sobie życzysz. - śmiesznie zaakcentował słowo "kochanie".
Pożegnałam się z rodziną tak samo jak Harry i pojechaliśmy do domu. Weszliśmy i od razu położyliśmy się do łóżka. Oli spał a my leżeliśmy i rozmawialiśmy. O czym? Hmmm... O wszystkim.
Tak minął kolejny tydzień, Harry miał wolne więc spędzaliśmy ten czas razem. Pojechaliśmy również do Anny i do moich rodziców, spotykaliśmy się z naszą paczką, dopóki w następny poniedziałek coś się wydarzyło.. 

niedziela, 16 września 2012

Rozdział 29

- Nie tęsknisz za mną? - spytał.
- Zayn przestań, już to przerabialiśmy.
- Kochaliśmy się i teraz nie ma już nic między nami?
- Jest ale tylko przyjaźń. Przez 8 miesięcy się nie odzywałeś a teraz raptem Ci się przypomniało jak zaczęłam być z Harrym?
- Cały czas o tobie myślałem.. ale jak zobaczyłem jak na ciebie patrzy i to wszystko zdałem sobie jeszcze bardziej sprawę co straciłem.. - popatrzył na mnie.
- Przykro mi ale nic na to już nie poradzę, miałeś swój czas żeby to wszystko naprawić. Teraz to już jest koniec. Lubię cię ale już nie kocham rozumiesz? To minęło, przez ten czas odzwyczaiłam się od ciebie, od twojej bliskości i wszystkiego. I krępuje mnie to, że jesteś tak blisko.. - spojrzałam na niego.
- Sorry. - odsunął się trochę. - Historia kołem się toczy, nie wiesz co niedługo będzie.
Te słowa utknęły w mojej pamięci.. Co on sobie wyobraża? Że znowu z nim będę? Nie wiem co by się działo , paliło czy waliło nie ma takiej opcji. - pomyślałam i zaczęłam.. - Nie to jest błędne koło Zayn..My już nie będziemy ze sobą i pogódź się z tym. Jest dobrze tak jak jest, możemy się przyjaźnić i tyle okej?
- Ta... - przerwał momentalnie. - Ej co tam się dzieje. - powiedział i odwrócił głowę w stronę jakiś dwóch bijących się chłopaków. Dopiero po chwili uświadomiłam sobie, ze to Harry i Gabryś. Przepchnęłam się między ludźmi i zaczęłam ich od siebie odciągać tak samo jak reszta chłopaków z paczki.
- Harry przestań! I ty też Gabryś! - krzyczałam.
Po chwili udało ich się od siebie odciągnąć. Gabrielowi leciała krew z nosa a Harremu na szczęście nic się nie stało.
- Co to kurwa miało być. Powaliło was konkretnie?! - zdenerwowałam się.
- Nie będziesz śmieciu dotykał mojej kobiety rozumiesz? Nie masz prawa się do niej zbliżać. - zaczął od nowa Hazza w stronę Gabrysia.
- A bo co mi zrobisz? Gówno możesz! - odparł chłopak.
- Zamknąć się! - ponownie krzyknęłam. - Harry jedziemy do domu, natychmiast. - pociągnęłam go za rękę w stronę wyjścia.
- Zabije gnoja. - mówił wkurzony Styles wziąć patrząc w stronę Gabrysia.
- Uspokój się już. Obydwaj się upiliście i będziecie jakieś pijackie bijatyki urządzać, koniec tego.
- Hej piękna, zadzwoń jutro. - usłyszałam jak Gabriel mówi te słowa i się odwróciłam.
- Słucham? To było do mnie?
- Tak. - uśmiechnął się zadziornie.
Ciśnienie momentalnie mi skoczyło, puściłam Harrego i podeszłam do chłopaka. - Słucham kolego, nie wyjeżdżaj z takimi tekstami bo na pewno na to mnie nie wyrwiesz i chyba na prawdę musisz mieć coś ujebane w tym łbie jeśli myślisz, że możesz mieć każdą od tak.
Powiedziałam to i wróciłam do swojego chłopaka, a za nami wyszła cała reszta naszej paczki razem z Anką i Adamem. Harry usiadł na murku przed clubem a Adam zaczął po Polsku.
- Ja go znam. - powiedział.
- Kogo?. - spytałam
- Gabrysia. On jest nienormalny, nie pakuj się z nim w jakieś znajomości bo źle na tym wyjdziesz. - odparł.
- Ale skąd go znasz?
- Ja jakiś czas temu jeszcze tańczyłem i się na którymś zjeździe poznaliśmy, zaprzyjaźniłem się z nim a później okazało się, że dobierał się do mojej dziewczyny. Jest strasznie fałszywy i próbuje wszystkich owinąć sobie w ogół palca.
- Boże w co ja się wpakowałam. - odpowiedziałam siadając koło Hazzy. - Co Ci jest? - zapytałam.
- Jak mogłaś mi coś takiego zrobić? - powiedział patrząc na mnie.
- Słucham? O czym tu mówisz?
- Tak się przejąłem tym całym tancerzem, że zapomniałem o Zaynie. Widziałem jak się całujecie przy kiblu. - schował twarz w dłonie.
- Co ty bredzisz. Ja się z nim nie całowałam. - położyłam mu rękę na ramieniu.
- Jasne! Był tak blisko ciebie... Nie dotykaj mnie. - ponownie na mnie spojrzał i wstał.
- Wiesz co, nie będę się z tobą nawet teraz kłóciła bo mam wystarczająco dużo wrażeń na dziś. I nie wiem jak ty, ale ja jadę do domu. - pożegnałam się z każdym i poszłam w stronę samochodu a Harry za mną.
Przez całą drogę do domu żadne z nas nie odezwało się ani słowem. Nie miałam zamiaru z nim gadać jak oczywiście on i tak wie lepiej. Była 3 w nocy. Leżałam koło Stylesa i przez chwilę na niego popatrzyłam. No jest idealny. Przystojny, mądry, zabawny, sławny i inne, ale ja nie dlatego z nim jestem. Niektórzy mogą pomyśleć, że usrałam się na nich, najpierw Zayn teraz Harry, ale tak nie jest. Kochałam Zayna tak, kochałam i przestałam. To było już coś więcej nic taki tam sobie chłopak z osiedla na miesiąc. Przy nim czułam już się doroślejsza, bardziej doświadczona i kochana. Niestety to co dobre zawsze szybko się kończy. To rozstanie było chyba najcięższe w moim życiu. Jak jeden człowiek może rozjebać twój cały świat, wszystko dosłownie. I wtedy był Harry. Chłopak którego tak skrycie kochałam przez ten długi, ciężki i żmudny czas. Wreszcie z nim jestem. Jego kochaną dziewczyną.. Mogłoby się wydawać, że jestem najszczęśliwszą kobietą na świcie bo mam wszystko czego pragnę. Tylko już nie jest tak wesoło kiedy do naszego życia wkraczają problemy. Nie wiem dlaczego to jest tak, że normalni ludzi mają szczęśliwe życie, oczywiście trzeba się nieraz kłócić ale to są raczej błahostki. A nasze kłótnie? To jest jeden wielki koszmar. Jak coś jest nie tak to od razu cały świat o tym wie i każdy próbuje ingerować w nasz związek. Zaczynam mieć tego powoli dosyć. Kocham go nad życie, ale nie do wytrzymania jest ta cała kontrola wszystkich. Nie możesz nigdzie iść normalnie jak biały człowiek tylko idzie za tobą 15 gości bo oni chcą te cholerne zdjęcia żeby później je wstawić i napisać pod nimi parę przykrych i z dupy wyjętych słów. Chciałabym stąd wyjechać i być normalnym człowiekiem, tak jak kiedyś. Wiem, że tak już nigdy nie będzie, ale przynajmniej na tak zwane wakacje żeby od tego wszystkiego odpocząć...
Rano obudziłam się i wybrałam numer mamy Harrego. Była 10, więc postanowiłam zadzwonić i oznajmić ją, ze niedługo przyjadę po Olivera. Wystarczyło mi 30 minut i byłam już gotowa a Harry wciąż spał. Wyszłam z domu i wsiadłam do swojego samochodu. Chyba jak na złość nie chciał odpalić. Wróciłam do domu i pokierowałam się do sypialni w której leżał loczek.
- Mój samochód nie chce odpalić, mogę wziąć twój? - spytałam obrażona.
- Rób co chcesz. - odpowiedział.
Po tych słowach do oczu napłynęły mi łzy. Jak on mógł powiedzieć coś takiego? "Rób co chcesz" no wspaniale.
- Żebyś wiedział, ze zrobię. - po chwili namysłu to powiedziałam.
Wzięłam tylko kluczyki do wozu Stylesa i wręcz wybiegłam z domu. Nie zważając na nic pojechałam do Anny. Po dojechaniu na miejsce spojrzałam w telefon żeby się upewnić czy może Harry nie zadzwonił. Ale niestety, żadnych nieodebranych połączeń. Wyszłam z samochodu i dwa razy zapukałam do drzwi.
- O jak cię miło widzieć, zapraszam. - powiedziała kobieta z uśmiechem na twarzy.
- Dzień dobry. - lekko się uśmiechnęłam, ale chyba jego mama zauważyła, że coś jest nie tak.
- Weronika co się stało? -spytała podchodząc do mnie.
Wtedy się rozkleiłam. Musiałam się komuś wypłakać bo dusiłam to wszystko w sobie. - Ja już nie mogę.. Cały czas się kłócimy, bardzo go kocham ale to mnie zaczyna dobijać. - mówiłam płacząc.
- Już spokojnie. - pogłaskała mnie po głowie. - Chodź usiądziemy i spokojnie pogadamy.
Poszłyśmy do salonu a tam w leżaczku był Oliver. Od razu się z nim przywitałam i trochę poprawił mi się humor.
- Wiem, że Harry ma ciężki charakter i z tego co słyszałam ty też nie ulegasz tak łatwo. Wiadome, ze takie osoby mają sobie więcej do powiedzenia, ale to chyba nawet nie o to chodzi. Wydaję mi się, że waszym problemem są osoby trzecie.. - zaczęła.
- Tak ma Pani rację... - przerwała mi.
- Ja nie jestem Pani tylko Anna. - uśmiechnęła się.
- Dobrze. No więc Anno masz rację. Kłócimy się odkąd zaczęliśmy być ze sobą i wziąć w jakimś stopniu w moim życiu był Zayn a teraz napatoczył się jeszcze ten Gabryś.
- Zayn... Wiem, że z nim byłaś i wiem też, że... - przerwała na chwilę.

czwartek, 13 września 2012

Rozdział 28

Niestety przeszkodził nam Oliver który zaczął płakać. Był czas na karmienie, więc szybko się ubrałam, zeszłam na dół z Olim na rękach żeby zrobić mu mleko. Nakarmiłam go i trochę się z nim pobawiłam. Po chwili zeszedł do nas Harry i akurat wtedy mały zrobił niespodziankę..
- Harry.. Oliver zrobił kupę.. - zaśmiałam się.
- A co ja mam z tym wspólnego?
- Przewiniesz go?
- Wiesz, że jak zrobi siku to spoko, ale nie kupę no błagam cię Weronika.
- Ej! Ja cały czas mu zmieniam i nie zarzekam, że zrobił kupę. A ty jako prawowity tatuś kiedyś musisz mieć swój pierwszy raz. - uśmiechnęłam się.
- Dobra! Jeszcze się zdziwisz. - odparł poważnie.
- Ależ proszę. - wstałam z kanapy a Styles usiadł na moje miejsce.
Ku mojemu zdziwieniu Harry zrobił to o co go prosiłam. Ja podałam mu tylko pampersa a on zrobił całą resztę.
- Haa! I kto jest kozakiem i najlepszym tatą na świecie?
- No... - przerwał mi.
- A no i chłopakiem. - uśmiechnął się zalotnie.
- Oczywiście, że ty panie Styles. - przytuliłam się do niego.
- Panie Styles tak? A może ty będziesz Panią Styles? - popatrzył na mnie.
- Hmm... No może się skuszę. Ale ty musisz najpierw klęknąć kochanie. - pogłaskałam go po policzku.
- Może..... - zaczął patrzeć po suficie i myślał, że nie widzę jego uśmiechu.
- Osz ty!
- Świruje słoneczko. - pocałował mnie.
Posiedzieliśmy tak jeszcze z godzinę a Oliver usnął na rękach Harrego. Była już 23, więc oboje postanowiliśmy iść spać. Położyliśmy małego do łóżeczka i sami zalegliśmy pod ciepłą kołderką. W mgnieniu oka zasnęliśmy. Przez noc Oli nie wariował obudził się 2 razy na karmienie. Wstałam o 8:30 bo mój syn się obudził a loczek wciąż smacznie kimał. Kiedy poparzyłam na Olivera pomyślałam, że to nasze pierwsze takie rozstanie. Trudno mi będzie mimo tego, że idzie na jedną noc do babci. Babci.... Kobieta którą ledwo znam, ale to mama Harrego, a on ufa jej bezgranicznie. O jakiejś 9 przewinęłam i ubrałam małego i sama poszłam się ogarnąć z nim oczywiście. Leżał grzecznie w leżaczku i bacznie mi się przyglądał kiedy myłam zęby i tym podobne. Już kończyłam malować rzęsy kiedy niespodziewanie do łazienki wszedł Harry.
- A co ty tutaj robisz. - zabawnie i z uśmiechem to powiedział.
- Boże jak mnie przestraszyłeś!
- Wybacz. - podszedł do mnie ucałował Olivera i mnie przy okazji.
- Jedziesz gdzieś dziś czy zostajesz w domu? - spytałam chłopaka.
- Muszę jechać do studia ale o 16 albo 17 powinienem już być.
- Dobra, to ja zadzwonię do dziewczyn może one przyjdą bo nie chce mi się samej siedzieć.
- Tylko nie spraszaj żadnych Gabrysiów, bo jakbym się dowiedział i wpadł do domu, źle by się to skończyło.
- Nie martw się skarbie nie mam takiego zamiaru. - uśmiechnęłam się.
-  A tak w ogóle to dlaczego dałaś mu swój numer? Powinienem się o to obrazić. - poparzył na mnie.
- Nie wiem, tak po prostu. Poprosił mnie, więc dałam.
- Yhym.... - odkręcił kran i zmoczył szczoteczkę do zębów.
- Yyy.. No tak. Harry przestań już. A co zazdrosny? - podniosłam jedną brew.
- Oczywiście, że tak. Jesteś moją dziewczyną i matką mojego dziecka, a taki typek może to wszystko zepsuć. I doskonale wiesz, że prawie każdemu facetowi się podobasz.
- Myślisz, że bym cię zdradziła? Wybacz ale ja nie Anka ani...- przerwał mi.
- Nawet nie kończ.
- Sorry. No więc nie masz się o co martwić. Tylko ciebie kocham i ty mi wystarczysz. - przytuliłam go od tyłu. - A chcesz coś na śniadanie? - spytałam.
- Wiesz co teraz nie mam już czasu muszę zaraz jechać, zjem coś na mieście.
- Okej. - uśmiechnęłam się.
Harry się ogarnął i pojechał do studia a ja zadzwoniłam do Natki i Anki czy wpadną. Dziewczyny z wielkim entuzjazmem odparły, ze chętnie przyjdą. Zeszłam na dół i zrobiłam sobie śniadanie. W trakcie przygotowywania posiłku postawiłam leżaczek na wyspie i Oliver obserwował mój każdy ruch. Zaczęłam się z nim droczyć, łaskotać i robić jakieś głupie miny a on cieszył się jak nigdy. Uśmiechał, się tak, że aż ja to robiłam. Zdążyłam zjeść i trochę posprzątać w domu jak Oli usnął a przyjaciółki jeszcze nie przyszły. Zajrzałam do syna na górę który smacznie spał i włączyłam nianie jakby co, zdążyłam zejść na dół a w tym momencie zadzwonił dzwonek. Poszłam szybko otworzyć a w drzwiach stały dziewczyny.
- Siema! - krzyknęła Natka i mnie przytuliła.
- Siemka. - Anka poszła w kroki Nat.
- No Siema siema. - odparłam. - Wchodźcie laseczki.
Zamknęłam drzwi, dziewczyny poszły na kanapę a ja po coś do picia do kuchni.
- Co chcecie do picia?
- Kawę bo nie piłam rano. - odpowiedziała Anka.
- Wlej mi Coli bo mam jakieś ochoty, cały czas wpierdzielam... - dodała Natka.
- Hahaha a może w ciąży jesteś? - zażartowałam.
- Weź nawet tak nie mów! Nie jestem gotowa na dziecko, a Niall to nie wiem co by zrobił. - zaśmiała się.
- No nie powiem nie jest tak łatwo jak się wydaję. Kocham Olivera najbardziej na świecie, ale gdybym miała wybrać to bym poczekała jeszcze może rok albo 2.
- Ale przecież dobrze sobie radzisz i najważniejsze, ze Harry jest przy tobie i możesz na niego liczyć. - uśmiechała się Anka.
Przyniosłam to co sobie życzyły dziewczyny i usiadłam koło niech. Gadałyśmy o różnych rzeczach, ciuchy, dom, nasze plany na przyszłość i nasi chłopcy. My możemy się spotykać codziennie a i tak mamy o czym rozmawiać i to jest wspaniałe.
- No niedługo ma Harry być bo na koncert Gagi idziemy.
- A o której się gdzieś skończy? - spytała Natka. - Bo chcieliśmy wyjść do clubu a jeśli i tak już zostawiacie dziecko to może pójdziecie z nami? - podekscytowała się.
- No dawaj! Wszyscy będą. - rzuciła Ann.
- Zobaczymy, zgadam się z nim. Ale znając życie on już o tym wie i powie mi w ostatniej chwili, więc spoko spoko. - odpowiedziałam z entuzjazmem.
Chwilę później obudził się Oliver. Poszłam po niego na górę i przyprowadziłam do gości. Dziewczyny od razu dorwały się do niego i zaczęły z nim bawić. Ja zrobiłam mu mleko i Anka chciała bardzo go nakarmić, więc nie sprzeciwiałam się bo również chciałam odpocząć. Za jakiś czas wpadł do domu Harry, posiedział z nami. Pobawił i poprzytulał się jeszcze z synem i poszedł się szykować bo koncert zaczynał się o 19 a była 18.02. Dziewczyny również poszły do domu, bo plan jest taki, że idą do clubu a my po koncercie wbijamy do nich. Kiedy Harry brał prysznic ja poszłam szykować Olivera. Ubrałam go w to co jego tatuś najbardziej lubi. Zwykła biała koszulka, czarne jeansy i białe trampki. Standard.... Ale wygląda cudownie. Jak Styles wyszedł już z łazienki ja tam poszłam a on zajął się Olim. Wzięłam szybki prysznic, umalowałam się i poszłam do garderoby.
- Harry w co ja mam się ubrać? - spytałam a on przyszedł z Olusiem na rękach.
- W ubrania kochanie. - uśmiechnął się zadziornie.
- Oj przestań, serio nie wiem i nie mamy wcale tak dużo czas bo jeszcze małego musimy odwieźć.
- No to nie wiem załóż jakąś sukienkę bo później zapraszali nas do Clubu.
- Wiedziałam, że powiesz mi to w ostatniej chwili. Dziewczyny mnie też o tym poinformowały.
- Zapomniałem przecież wiesz.
- No tak wiem wiem skarbie. Dobra sio muszę się ubrać. - pokazałam na drzwi.
- Ja chętnie popatrzę. - zrobił minę w tym stylu Klik.
- Wynocha panowie. A ty mój mały mężczyzno też się tak nie patrz. - zaśmiałam się i pocałował Olivera w czoło.
Chłopcy wyszli a ja spokojnie mogłam się uszykować. Założyłam tradycyjnie małą czarną i i te buty. Harry siedział już na dole z małym a ja szybko zeszłam do nich modląc się żeby przy okazji nie spać ze schodów.
- I jak? Nie przesadziłam? - spytałam.
Styles zrobił oczy jak 5 złotych. - Ślicznie wyglądasz. - słodko się uśmiechnął.
- To dobrze, to jedziemy, bo nie zdążymy.
Harry włożył Oliego do fotelika i poszedł z nim do samochodu, a ja jeszcze sprawdziłam czy niczego oby dla niego nie zapomniałam. Wychodząc wzięłam w rękę swoją torbę i torbę dla dziecka zamykając drzwi. Wsiadłam do samochodu i pojechaliśmy w stronę domu mamy Harrego.
- Nie wiem czy to jest dobry pomysł. - rzuciłam.
- Co ty mówisz? Sama się zaoferowała.
- Ale ja jej nie znam Harry... - popatrzyłam na niego.
- Ufasz mi? - spytał.
- Oczywiście.
- To zaufaj, że będzie dobrze. Rozumiem, że może jej nie ufasz bo się nie znacie, ale obiecuję, że jeśli będę miał czas pojedziemy do niej i się poznacie. Po prostu teraz mam trochę roboty a jak mam wolny czas to wole go spędzić z wami.
- Dobrze, trzymam cię za słowo przystojniaczku. - uśmiechnęłam się.
Dojechaliśmy i od razu przywitała nas jego mama. Daliśmy jej potrzebne rzeczy i pożegnaliśmy się z synem. Mimo wszystko to było trudne, pierwszy raz od narodzin zostawiam go z kimś. Nie ważne teraz z kim tylko, że w ogóle go zostawiam. Była 18. 54 a my dopiero wyjeżdżaliśmy z pod domu Anny.  Kiedy już dojechaliśmy Harry złapał mnie za rękę i popędziliśmy do wejścia. Na szczęście szybko poszło i za chwilę siedzieliśmy już na trybunach. Szczerzę średnio przepadam za Gagą, ale jednak koncert na żywo to zmienia. Niezależnie jaki byłby wykonawca fajnie się tego słucha. Świetnie się bawiłam i oczywiście przy którejś piosence dostrzegłam Gabrysia który tańczył. Był w tym dobry trzeba było to przyznać.
- Patrz tam jest ten Gabryś. - pokazałam palcem na niego.
- Mogłaś mi go nie pokazywać, bo aż się boję czy dalej mnie chcesz.
- Głupi formalnie. - puknęłam go w czoło.
Resztę koncertu spędziliśmy na stojąco bo bawiliśmy się i tańczyliśmy. Kiedy koncert się skończył ni stąd ni zowąd podbiegł do nas Gabriel.
- Cześć. - powiedział zdezorientowany.
- No hej. - odparłam. - To jest Ha... -przerwał mi chłopak.
- Tak wiem kim on jest. - uśmiechnął się i podał rękę Hazzie.
- A ty to ten słynny Gabryś... - odparł Styles a ja puknęłam go w bok bo już zaczynał.
- Tak, to ja. Co teraz robicie jeśli mogę wiedzieć? - spytał Gabryś.
- Mamy zaproszenie co clubu bo znajomi już tam są. Jak chcesz to jedź z nami. - zaproponowałam, ale po minie Harrego widziałam, ze nie spodobał mu się ten pomysł.
- Serio? Chętnie się przejadę. Tylko muszę tu jeszcze chwilę zostać to może podacie mi adres a ja dojadę.
Podałam chłopakowi adres a my popędziliśmy do auta.
- Mam się czuć bezpiecznie? - spytał żartobliwie Hazza.
- W czym?
- W tym, że na pewno nie wolisz jego.
- Przestań.. - przewróciłam oczami.
- No mam kompleksy normalnie, umięśniony wysportowany czy przystojny to nie powiem bo nie oceniam chłopców, ale...
- Ale jesteś tak samo wysportowany, umięśniony i o milion razy lepszy, więc skończy już i jedzmy.
- Kocham cię. - pocałował mnie.
- Ja ciebie też.
Ruszyliśmy w stronę clubu a po drodze Harry zadzwonił jeszcze do mamy jak tam z Olim. Ona powiedziała, że jest grzeczny i mamy się nie martwić i się bawić. Od razu zrobiłam się spokojniejsza ale tak na wszelki wypadek wolałam nie pić. Kiedy dojechaliśmy od razu przywitał nas Lou przed clubem który stał z jakąś ładną brunetką. Oni zostali a my weszliśmy do środka. Już niektórzy mieli niezłą fazę. Usiedliśmy przy stoliku gdzie Natka z Niallem się cały czas całowali. Liam siedział spokojnie jak zawsze, Zayn o dziwo też. I gdzieś w tłumie dostrzegłam Ankę tańczącą z Adamem. Siedzieliśmy a Harry zamawiał drinka po drinku. No cóż.. Jak ma okazję to niech się wybawi, ale jak będzie odwalał to ja z nim do domu nie wracam. W pewnym momencie Zayn wstał i gdzieś poszedł, nie wiem gdzie a z resztą co mnie to obchodzi. Za chwilę przyszedł Gabryś usiadł na przeciwko nas i poszedł w ślady Stylesa. Proszę.. Jak się napili to jak dobrze się dogadują. Ja poszłam przez ten czas do łazienki, gdy nagle w kącie zatrzymał mnie Malik.
- Kurwa wiesz jak się przestraszyłam? - zaśmiałam się.
- Hahaha, przepraszam.
W jednej chwili przytwierdził mnie swoim ciałem do ściany i zaczął mówić.


_________________________________
Dobra jest kolejny. Długi i mam nadzieję, że będzie się podobał :D Zapraszam do komentowania i polecania bloga.

środa, 12 września 2012

INFORMACJA

Cześć mordeczki! Obiecuję, że jutro coś dodam bo przez te 2 dni nie miałam weny, ale postaram się żeby w kolejnym rozdziale wciąż się coś działo i zapodam wam kolejną dawkę akcji hahaha. Dziękuję za miłe komentarze i zapraszam do czytania. Gdybyście chcieli to polecajcie mojego bloga :) 

poniedziałek, 10 września 2012

Rozdział 27

- No ten cały Gabryś..
- Czytasz moje sms'y?
- Nie, po prostu zobaczyłem co jest napisane bez dotykania twojego telefonu. Już wyrwałaś nowego?
- Błagam cię oszczędź sobie i się nie ośmieszaj.. - zaczęłam iść w stronę salonu gdzie siedział Malik.
- Ja się ośmieszam? - złapał mnie za rękę i odwrócił w swoją stronę. - Ja nie pisze sms'ów, że nawet jakiejś lasce w mokrych ubraniach jest ślicznie.
- Oooo.. A ty już wywnioskowałeś, że znalazłam sobie jakiegoś nowego tak? Ogarnij się! To jest tylko kolega, poznałam go przez chwilą w parku i był to tylko i wyłącznie przypadek. - wkurzyłam się. - Puść mnie bo chce iść. - popatrzyłam na niego.
- I kto tu ucieka od problemów co?
- Nie uciekam, po prostu z tobą się nie da rozmawiać.
- Dlaczego? - spytał jakby nigdy nic.
- Bo wymyślasz sobie jakieś bajki.
- Tak oczywiście i co jeszcze? Po prostu martwię się o ciebie i nie chce stracić rozumiesz? I nie rozumiem tego jak możesz myśleć, że cie nie kocham.. Kocham i nie przestanę. Ale jeśli ty będziesz miała to mnie taki stosunek to przykro mi, ale nic nie osiągniemy.
Podeszłam do niego bliżej i się przytuliłam. Tak... Powiedział, że mnie kocha. To na co tak czekałam bo nie byłam w 100% pewna.
- Kocham cię słyszysz? - szepnął mi do ucha.
- Tak. - uśmiechnęłam się. - Ja ciebie też. - pocałowałam go.
- Ej! Niech ktoś tu przyjdzie bo Oli dostaje chyba kurwicy z nudów. - krzyknął Zayn.
- To weź go na ręce. - odparłam idąc do salonu z Harrym.
- Jak ciebie nie ma w pobliżu to mam pewne obawy, więc ty się nim lepiej zajmij.
- Przyzwyczajaj się, niedługo pewnie też takie będziesz miał. - uśmiechnęłam się ale dopiero później skapnęłam się jak dziwnie to zabrzmiało, bo przecież to jego dziecko..
- Dobra ja to się chyba zwijam. Dzięki za gościnę. Pa. - podszedł i mnie przytulił.
- No papa. - powiedziałam.
- Narazie. - dodał Styles.
Usiedliśmy na kanapie a Oliver znowu usnął ale tym razem w bujaczce. Ja wtuliłam się w Harrego i tak siedzieliśmy.
- Nadal obrażony? - spytałam.
- Nie. - pocałował mnie w czoło.
W tym momencie usłyszałam dźwięk sms'a dochodzący z kuchni.
- Jeśli to on, raczę mu więcej nie pisać. - mówił poważnym tonem loczek.
- A co mu zrobisz? - rozbawiło mnie to.
- Nie wiem, ale nie pozwolę żeby cię tknął. - zaśmiał się.
- Puknij się w głowę to po pierwsze a po drugie pójdziesz po ten telefon?
- A pójdę, jestem ciekawy co tam kochaś napisał.
- Nie wasz się tego czytać nawet. - zagroziłam mu palcem.
Styles poszedł po telefon i wrócił w mgnieniu oka, usiadł koło mnie i oddał mi telefon.
- Nic nie zrozumiałem.
- Hahaha, a to pech.
- No co napisał, bo jak nie to wpisze w tłumacza kolejny raz i wszystko wyjdzie na jaw.
- Dobra, dobra. - powiedziałam na odczepkę.
Zaczęłam czytać sms'a brzmiał on: " Nie chciałabyś przyjść na jutrzejszy koncert Gagi? Mam parę biletów dla gości :)"
- No więc? - spojrzał na mnie.
- Nie chcesz wiedzieć. - powiedziałam poważnie.
- Okej, to ty też się czegoś nie dowiesz.. - odwrócił ode mnie wzrok.
- Czego?
- Nie no już nim. Zapomnij. - udawał poważnego i obrażonego ale widziałam jak się cieszy.
- Harry! Dobra ty mi powiedz i ja tobie ok? - zaproponowałam.
- Niech Ci będzie. No to tak... Mam 2 bilety na koncert Lady Gagi jutro i idziemy we dwoje. A teraz ty mów.
- To super, ale co z Oliverem?
- Moja mama zaoferowała się, ze z nim zostanie. A teraz ty mów.
- Więc... Gabryś.. - zaczęłam.
- Noo...?
- Pyta czy chcę iść na ten jutrzejszy koncert.
- Nawet mnie nie wkurwiaj....
- No przecież oczywiste, że z nim nie pójdę tylko idę ze swoim chłopakiem. - uśmiechnęłam się.
- To mu to napisz! Już! Raz raz! - brechtał się.
Leżeliśmy tak jeszcze przez chwilę a Oli wciąż spał. W pewnym momencie Harry się do mnie bardziej przysunął.
- Nasze dziecko wciąż śpi, więc mamy trochę czasu dla siebie. - podniósł jedną brew.
- Mam rozumieć, że mi coś proponujesz.
- No tak jakby. Więc jak? - pokazał te swoje nieziemskie dołeczki.
- Hm.. No chyba się skuszę. - pocałowałam go w usta i pobiegłam na górę a on za mną.
Tam zaczęło się dziać. Chyba nie muszę opisywać. Chyba Oliver telepatycznie wiedział, że ma się nie budzić na razie i oboje jesteśmy my wdzięczni. Jak było? No wiadomo, ze wspaniale.. Leżeliśmy sobie i zaczęłam.
- Myślałam, że Zayn jest niezastąpiony ale przy tobie wysiada. - zaśmiałam się.
- Oooo proszę, i kto tu kogo porównuje. - pokazał na mnie palcem.
- Chyba powinieneś się cieszyć co?
- Chyba powinienem nooo... - pokazał mi język.
- Schowaj ten język.
- A nieeee....... - droczył się ze mną.
- A tak..
- Dlaczego? - podniósł brew.
- Bo cię ugryzę i się skończy.
- O nie nie nie nie nie nie nie, nie wolno gryźć. - powiedział to i zaczął mnie gilgotać.

niedziela, 9 września 2012

Rozdział 26

- .. Jest mały problem. - dokończył lekarz. 
Popatrzyłam na doktora z pytającą miną tak samo jak Harry. 
- Jest problem z sercem dziecka. - ponownie zaczął ale ja mu przerwałam. 
- I to jest ten mały problem? - wciąż płakałam. 
- Proszę mnie wysłuchać. Rozumiem, że źle to zabrzmiało ale chcę wytłumaczyć.. Więc Oliwer ma Przetrwały przewód tętniczy. Jest to choroba wrodzona, najczęściej u wcześniaków ale możliwe i u dzieci urodzonych w terminie przewód samoistnie zarasta do 3 miesiąca życia. Z tego co Pani mówiła chłopiec nie miał wcześniej takich przypadłości, w takim razie uważam żeby poczekać aż Oliver skończy 3 miesiąca i miejmy nadzieję, że nie będzie więcej takich nieprzyjemności do tego czasu. 
- A co jeśli będą? - spytał momentalnie Harry. 
- Proszę Pana, miejmy nadzieję, że nie będzie. Dziecko może ciężko oddychać przez noc, ale gwarantuje, że nic mu nie będzie. Za 3 miesiące przyjdziecie Państwo i wtedy zobaczymy czy coś się zmieniło. Do tej pory oczywiście będzie pod opieką położnej która do was przychodzi. 
- Dobrze, dziękujemy. - powiedziałam. 
- Proszę bardzo. A! I jeszcze coś. Jeśli będzie Pani karmiła dziecko i zauważy, że ciężko zaczyna oddychać proszę wtedy na moment przestać, ponieważ wtedy się na tyle męczy, że ponownie może wywołać to taki atak. 
Wyszliśmy z gabinetu z Oliverem a tam wciąż czekała na nas moja mama. Wyszliśmy ze szpitala o w drodze do auta mówiłam mamie co powiedział lekarz. Harry nic się nie odzywał tylko trzymał małego na rękach. Pożegnaliśmy się z mamą i oboje wsiedliśmy do samochodu Stylesa. On zapiął Oliego w foteliku i ruszyliśmy z pod budynku. 
- Nie będziemy się teraz w ogóle do siebie odzywać? - zaczęłam. 
- Nie wiem. - odburknął. 
- Aha. - powiedziałam i skończyłam, bo widziałam, że i tak nic nie osiągnę. 
Kiedy staliśmy na światłach tym razem Harry zaczął. 
- Przesadziłem, przepraszam.. Ale to co ty powiedziałaś też zabolało. - mówiąc to złapał mnie za rękę. - Jeśli uważasz, że bym mógł cię zostawić i skorzystać z najbliższej okazji i iść do jakieś baby. Ja nie Zayn.... - popatrzył na mnie przez chwilę i zaraz ruszył. 
- Zayn, Zayn i Zayn. Dlaczego ty cały czas się do niego porównujesz? Przestań to robić, bo jeśli chciałabym z nim być to bym była, ale nie jestem ,bo jestem z tobą. 
- Zobaczymy.. - powiedział pod nosem. 
- Co zobaczymy? - oburzyłam się. 
- Czy wróci czy nie. 
- Chodzi Ci o to czy w ogóle wróci do paczki normalnie wszyscy będziemy się spotykali czy wróci do mnie? 
- Do ciebie.. -spojrzał na mnie. 
- A może tobie byłoby to nawet na rękę co? Czyżby znudziła Ci się rola tatusia? 
- Nie i nigdy więcej nawet tak nie mów. Kocham go najbardziej na świcie. 
- Tylko jego? Może zastanów się czy mnie nadal kochasz. - wyszłam z samochodu trzaskając drzwiami i wyjęłam małego z fotelika. Harry również wyszedł z auta i poszedł za mną do domu już bez słowa. 
Trafiłam w czuły punkt. Dobra może i tak, ale co ja teraz mam sobie myśleć. On mnie w ogóle kocha? Czy jest ze mną ze względu na Olivera? Przecież jeśliby kochał odpowiedziałby mi... 
Siedzieliśmy w ciszy przez kolejną godzinę. Ja zajmowałam się małym a Harry poszedł pod prysznic. W pewnym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi. Harry w tej chwili wyszedł z łazienki. Ja z Olim na rękach poszłam otworzyć a Styles bacznie obserwował to z góry. Szybko chwyciłam za klamkę nawet nie patrząc kto to i doznałam szoku. To był Zayn..
- Cześć. - powiedział z uśmiechem. 
- No cześć, wchodź. - odparłam. 
- Siema stary. - dodał po chwili Malik do Harrego który stał już w kuchni. 
- Siemano. - uśmiechnął się. 
- Chcesz coś do picia? - spytałam gościa.
- Nie dzięki. 
Harry ponownie poszedł ma górę się ubrać bo był  samym ręczniku. Ja siedziałam z Zaynem z salonie a on wziął małego na ręce i bacznie go obserwował. 
- No śliczny jest. - powiedział momentalnie. - Ma takie duże oczy i długie rzęsy. - kontynuował. 
- Jest podobny do ciebie. - w tym momencie spojrzeliśmy na siebie. 
- I wrócił. - szepnął Harry który to dostrzegł jak już zszedł na dół. 
Zrobiło mi się głupio.. Hmm, sama nie wiem. Ale lekko się speszyłam, Zayn chyba też. Po jakimś czasie poszłam małego położyć spać a Harry z Zaynem rozmawiali na dole. Gdy już to zrobiłam zeszłam do chłopców. 
- Popilnuj go chwilę bo muszę iść z Parysem na dwór. - powiedziałam do Harrego który nawet nic mi nie odpowiedział. 
Poddenerwowana wyszłam z domu i poszłam do parku. Parys grzecznie szedł przy mojej nodze czym byłam zdziwiona bo najczęściej się szarpie czego nienawidzę. Usidłam na ławce przy fontannie. Było ciepło i słońce świeciło, normalnie jak nie Londyn. - pomyślałam. W pewnej chwili Parys zobaczył jakiegoś psa który był w fontannie i szarpnął mnie i za nim poleciałam. Piec wskoczył do fontanny a ja za nim. Miał taką siłę, że nie mogłam go utrzymać. Byłam mokra po kolana. Krzyczałam po polsku mając nadzieję, że nikt nie zrozumie tego co mówię. 
- Nic Ci nie jest? - spytał przerażony chłopak który był właścicielem tamtego psa który mówił po Polsku. 
- Oprócz tego, że mi mokro to nie. - zaśmiałam się a on zrobił to samo. 
Podał mi rękę, żebym pomóc mi wyjść. Parys sam wyskoczył otrzepując się. 
- Tak w ogóle to jestem Gabryś. - uśmiechnął się i podał mi rękę. 
- Ja Weronika. 
- Taak, kojarzę cię. - puścił mi oczko. 
- Ej ... Poczekaj.. Ja ciebie też skądś kojarzę. - zaczęłam się zastanawiać. - Czy to nie ty byłeś kiedyś w Polskim YCD? 
- A no byłem. - uśmiechnął się. 
- Tak myślałam. Piotrowski o ile dobrze pamiętam. 
- Hahaha, dokładnie. 
- Co cię sprowadza do Londynu? - spytałam. 
- Kręcą tu teledysk w którym występuję to po pierwsze a po drugie Lady Gaga ma jutro koncert a ja u niej tańczę. 
- Ooo, gratuluję. A pies twój? 
- Niee, to choreografki. Po prostu zaoferowałem się, że mogę z nim wyjść. 
- Dobra miło było cię poznać, ale chyba już czas na mnie. - uśmiechnęłam się. 
- Okej, okej. A tak na wszelki wypadek zostawisz mi swój numer? Może kiedyś się przyda.  
Podałam chłopakowi swój numer i poszła do domu. Droga zajęła mi jakieś 10 minut ale przez ten czas ani ja ani Parys ani trochę nie wyschnęliśmy. Po wejściu do domu Zayn zaczął się śmiać. 
- Hahaha, a tobie co? - spytał Malik. 
- Nawet nie pytaj.- zaśmiałam się. - Parys zaciągnął mnie do fontanny.. 
Harry nie zwracał na mnie uwagi, więc wytarłam psa i poszła się przebrać na górę w coś suchego. Usłyszałam na górze, że dostałam sms'a ale telefon miałam na dolę położony na blacie w kuchni. 


- Oczami Harrego- 
Kiedy usłyszałem, że dostała sms'a wstałem i poszedłem do kuchni. Weronika miała włączoną opcję, że pojawia się pole tekstu bez odblokowywania, więc zobaczyłem treść. Było napisane po polsku więc wyciągnąłem swój telefon i wpisałem to w tłumacza. 


- Oczami Vero - 
Zeszłam na dół i dostrzegłam, że Harry stoi w kuchni. Wzięłam telefon do ręki i zobaczyłam sms'a od nieznajomego mi numeru. Brzmiał on: " Nawet w mokrych ubraniach wyglądasz pięknie. Gabryś.", od razu domyśliłam się, ze to on.  Zaczęłam zapisywać jego numer w czym przeszkodził mi Harry. 
- Fajny jest? - spytał. 
- Słucham? - krzywo na niego popatrzyłam. 


sobota, 8 września 2012

Rozdział 25

- No to mów. - uśmiechnęłam się.
- Więc...Było wesoło ogólnie, mieliśmy parę koncertów, podpisywanie autografów i ogólnie spotkanie z fanami. No i jak już Ci mówiłem każda która podchodziła to gratulowała nam, prosiły o zdjęcia małego i tak wciąż. Drugiego dnia w barze hotelowym opijaliśmy Olivera, Zayn bez gadania jakiegokolwiek doszedł do nas i się tak najebał, że jakąś laskę później do pokoju zapraszał, wyjebał się na schodach i na końcu porzygał ale to taki bonus. - zaśmieliśmy się.
Harry opowiadał takie newsy jeszcze przez jakieś 20 minut, ale niestety większość z nich było o tym co robił Zayn ... Nie miałam ochoty nawet o nim słuchać, okej rozumiem, że Harrego to bawiło bo śmiesznie wyglądało i nie wiadomo co, ale mnie nie kręci to, że Zayn się nawalił czy coś w tym rodzaju.
- Harry.. - przerwałam mu.
- No?
- Przestaniesz wciąż gadać o Zaynie? Mam wrażenie, ze wszystko sprowadza się do niego..
- Przepraszam, jeśli nie chciałaś o nim słuchać od razu trzeba było mi powiedzieć.
- Nie chciałam Ci przerywać bo byłeś tak nakręcony.
- Dobra to już skończyłem. - pocałował mnie. - No to teraz opowiadaj co u ciebie.
- No to tak.. - nie skończyłam, bo w tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi. - Pójdę otworzyć.
Poszłam szybko do drzwi i przez wizjer zobaczyłam, że to Anka z jakimś klientem. Zamurowało mnie.. To moja przyjaciółka i już jest wszystko w porządku, ale jak Harry na to zareaguje? No zobaczymy.
- Hej. - powiedziała Anka.
- No Hej hej! - pocałowałyśmy się w policzek.
- Chciałam Ci przedstawić Adama. - dodała przyjaciółka a zza niej wyłonił się wysoki blondyn.
- Siema. - powiedział podając mi rękę.
- Cześć. - uśmiechnęłam się. - To wchodźcie.
Anka z Adamem weszli a Harry siedział koło małego na podłodze który był w bujaczcę.
- Weronika kto to? - krzyknął Harry.
- Nie krzycz bo go obudzisz. - powiedziałam kiedy doszliśmy do salonu.
- O kurwa... - powiedział Styles wstając z podłogi z ogromnym zdziwieniem.
- Harry..- spojrzałam na niego wściekłym wzrokiem.
- Mogę cię prosić na chwilkę? - spytał po chwili.
Poszliśmy na taras a Anka z Adamem zostali w salonie z Oliverem.
- Co do do kurwy nędzy ma być?! - oburzył się.
- Przestań! Nie zdążyłam Ci powiedzieć, że pogodziłam się z Anką. Po twoim wyjeździe przyszła do mnie niespodziewanie i wyjaśniłyśmy sobie wszystko.
- No a ty miękkie serduszko jak zwykle wybaczasz.
- Nie przeginaj.. Wiesz, że nienawidzę takich odzywek. - powiedziałam wkurzona.
- Nie pierdol dobra? Nie mogłaś mi tego powiedzieć przez telefon?
- Nie mogłam, uważałam, że nie jest to rozmowa na telefon z którym i tak się nigdy nie rozstajesz..
- Uważałaś... Ej! Ty też nie przeciągaj struny okej?
- Bo co, powiedziałam, że nie rozstajesz się z telefonem? Co ty dziecko jesteś?
- Dobra nie będę się teraz o to kłócił, ale jak mogłaś mi nie powiedzieć? Wielka przyjaźń znowu kwitnie i zachowujecie się jakby nigdy nic się nie stało tak?
- A masz z tym jakiś problem?! Ty z Zaynem zajebiście się dogadujesz. " Wielka przyjaźń" powróciła, nie zarzucaj mi czegoś w czym robisz tak samo okej? To jest nie fair...
- A przepraszam, że cię uraziłem i twoją przyjaciółkę. A ten to kto, nowy chłoptaś na miesiąc dla Anki? - uśmiechnął się wrednie.
- Przesadziłeś...Nie będziesz jej obrażał rozumiesz? Ja na to nie pozwolę i gdybym jak miała taki stosunek do Zayna zachowałbyś się tak samo, więc skończ.
- Aaa... Czyli ponownie kończymy tak? - powiedział spokojnym głosem.
- Wiesz, ze nie o to mi chodziło.
- Tak! Tobie jak zwykle o co innego chodzi. Ja wychodzę, nie będę z jakąś szmatą i jej nowym kochasiem spędzał czasu.
- O nasz wielki kozak Harry Styles idzie do swoich co? Masz rację, zastąp sobie teraz mnie jakąś ociekającą seksem 40-stką.
- Czy ty w ogóle siebie słyszysz? - podszedł do mnie bliżej.
- Tak doskonale, a co prawda boli? - spojrzałam mu prosto w oczy.
On nie odpowiedział nic tylko wyszedł... Po prostu pojechał. Może i dobrze, ja na pewno nie będę mu ustępowała, nie ma takiej opcji. Wróciłam do naszych..znaczy moich gości. Posiedzieliśmy jakiś czas przy herbacie dopóki Adam nie dostał od kogoś telefonu i musieli się zbierać. Anka doskonale widziała i na pewno słyszała, że się pokłóciliśmy ale nie miałyśmy szansy o tym nawet porozmawiać bo był Adam, więc trochę nie wypadało.
- Później zadzwonię. - powiedziała przyjaciółka przytulając mnie.
- Okej, będę czekała. - uśmiechnęłam się lekko.
Pożegnaliśmy się i pojechali a ja ponownie zostałam sama z Oliverem który zaczął strasznie płakać. Płakał kolejne 2 godziny i nie mogłam go opanować. Zupełnie nie wiedziałam co się dzieję. Zadzwoniłam do mamy i poprosiłam żeby przyjechała. Do Harrego nie miałam najmniejszego zamiaru dzwonić po tym jak się zachował. On jest tak narwany, że nie da się z nim normalnie wyjaśnić czegoś bo on od razu się obraża i odchodzi od problemów. Po krótkim czasie przyjechała mama, a Oli cały czas płakał. Nie wiedziałam co mu jest, przecież wcześniej było wszystko w porządku.
- Ja nie wiem Weronika co mu jest, jedźmy do szpitala. - powiedziała mama.
- Dobrze, tylko spakuje rzeczy.
Położyłam wciąż płaczącego... raczej drącego się Olivera i poszłam na górę po jakieś jego ubranka i innego potrzebne rzeczy. Po chwili zeszłam i ruszyłyśmy w drogę. Przez cały czas Oli płakał.. Kiedy dojechałyśmy do szpitala szybko popędziłyśmy i od razu zobaczyłam położną która do mnie przychodzi.
- Dzień dobry, co się stało? - spytała zdezorientowana.
- Dzień dobry, właśnie nie wiem. W momencie zaczął płakać i od jakiś 3 godzin w ogóle nie przestaje.
- Już się nim zajmujemy, niech panie poczekają chwileczkę. - powiedziała i wzięła małego.
- Nie dzwonisz do Harrego? - zapytała mama.
- Już.. już dzwonie. - powiedziała niechętnie.
Odeszła na bok i wykręciłam jego numer. 1 sygnał, 2, 5, 10... i nic. Nie odbierał. Pierdole go, pewnie już jakąś posuwa i ma wyjebane na cały świat... - pomyślałam a łzy napłynęły mi do oczu z bezradności. Jak zwykle, jak coś się wali to wszystko na raz. Nie dość, że coś jest mojemu synowi i nawet nie wiem co i nie mogę mu pomóc to jeszcze jego tatuś... Boże za jakie grzechy.. Wróciłam i ponownie usiadłam koło mamy. - Nie odbiera.
- Nie płacz córeńko, będzie dobrze. - mama pogłaskała mnie po policzku.
Po chwili zaczął dzwonić mój telefon, to był Harry. Znowu udałam się w poprzednie miejsce i odebrałam.
- Co chciałaś? - usłyszałam jego obrażony głos.
- Jestem w szpitalu... - mówiłam przez łzy. - Z Oliverem.
- Co?! Co się stało? - spanikował.
- Płakał i nie chciał przestać, nie wiem co się dzieje. - płakałam.
- Zaraz tam będę.. W naszym szpitalu?
- Tak.
Rozłączyłam się a w tej chwili przyszła pielęgniarka i powiedziała, że Oli ma problem z oddychaniem. Ja stanęłam jak wryta i nie wiedziałam co zrobić. Pielęgniarka wróciła do sali w której było moje dziecko. Usiadłam na fotelu i płakałam. Byłam bezradna, nie mogłam pomóc mojego małemu synkowi... Nawet nie wiedziałam co mu jest. Za chwilę przyjechał Harry który wpadł do szpitala i szukał mnie wzrokiem, kiedy już udało mu się nas dostrzec podbiegł do mnie i uklęknął.
- Co się dzieje? - spytał przerażony.
- Oliwer.... nie wiem, ma jakiś problem z oddychaniem.. - wybuchłam płaczem. - Harry jemu się nie może nic stać.. - popatrzyłam na niego i dostrzegłam w jego oczach łzy.
Chłopak mocno mnie przytulił i usiadł koło mnie trzymając za rękę. Po 10 minutach zaproszono nas do gabinetu gdzie leżał mały.
- Musimy mu zrobić prześwietlenie, nie wiemy co jest przyczyną jego płaczu. - powiedział lekarz.
Usiadłam na fotelu a przy mnie Harry który trzymał Olivera na rękach, a lekarz go badał. Oli wciąż płakał i zaczął się przyduszać, wpadłam z straszną panikę i nawet nie patrzyłam. Kiedy w pewnym momencie spojrzałam na Stylesa dostrzegłam, że łzy spływają mu po policzkach.
- Przykro mi ale.. - zaczął lekarz.


środa, 5 września 2012

Rozdział 24

O 8 Harry przyjechał. Posiedział chwilę i niestety musieliśmy się pożegnać. Będę za nim tęskniła i mam nadzieję, że on za nami też.
- Masz codziennie dzwonić! - powiedział przytulając mnie.
- Ty dzwoń jak już będziesz mógł gadać, bo jak macie jakieś próby to nie będę cie katowała telefonami skarbie. - pocałowałam go.
- Dobra, ale odbieraj bo do ciebie jest się nieraz ciężko dodzwonić. - zaśmiał się.
- Okej okej.. Będę tęsknić, wracaj szybko.
- Obiecuję, że najszybciej jak się tylko da. I jak już Oluś trochę podrośnie będziecie latali z nami. - uśmiechnął się.
- To fajnie, a teraz leć bo się spóźnisz. - odprowadziłam go do drzwi. - To pa! I pilnuj mi się tam! - zagroziłam mu palcem i pocałowałam na pożegnanie.
- Będę grzeczny, ale jeszcze muszę opić Olivera. Więc....
- Więc?
- Więc kocham cię. papa. - ponownie mnie pocałował.
Zamknęłam drzwi i postanowiłam się ogarnąć i dom do póki mały śpi. Niestety ktoś niespodziewanie zapukał do drzwi. Poszłam otworzyć a moim oczom ukazała się Anka.
- Hej... - powiedziała nieśmiało i lekko się uśmiechnęła.
- Cześć. - zrobiłam to samo.
- Ugh... - jęknęła. - Weronika posłuchaj..Przepraszam.. - przerwałam jej.
- Wejdź do środka nie będziemy gadały w drzwiach.
- Dzięki. - odparła.
Weszłyśmy do domu i usiadłyśmy w jadalni przy stole.
- Przepraszam ... - zaczęła ponownie Anka. - Byłaś, jesteś i będziesz najbliższą i najcudowniejszą osobą jaką poznałam, strasznie mi cie brakuję. Byłaś dla mnie jak siostra, żałuję tego co zrobiłam i była to najgłupsza rzecz w moim życiu której okropnie żałuję... Wybacz mi... - popłynęła jej łza po policzku.
- Ania... - poje oczy zaszkliły się.
- Wiem, jestem najgorszą przyjaciółką na świecie, bo zrobiłam takie świństwo, ale proszę... daj mi szansę. Bardzo za tobą tęsknie.. Za naszymi odpałami, imprezami, nawet zakupami a najbardziej za tym, że byłaś zawsze przy mnie i na nikogo nie mogłam tak liczyć jak na ciebie.
- Też tęskniłam.... - uśmiechnęłam się.
Obie wstałyśmy i mocno się przytuliłyśmy. Wyłyśmy jak najęte i dzięki takim sytuacją i ludziom się żyję. Brakowało mi jej jak cholera.. Na pewno nigdy o tym nie zapomnę co się wydarzyło ale minęło tyle czasu, że oswoiłam się z tą myślą i żyję mi się cudownie.
- Jeszcze raz przepraszam... - powiedziała.
- Wiem i więcej nie przepraszaj.. Cieszę się, że tu jesteś. - pokazałam szereg zębów.
- Jeśli tak to opowiadaj co tam u ciebie. Od jakiegoś czasu odnowiłam kontakt z Natką i Louisem, więc się trochę dowiedziałam i jestem na bieżąco. - poszła w moje ślady.
- To dobrze bo nie chce mi się wszystkiego opowiadać.
- No a jak z Harrym i dziecko? - spytała.
- Dobrze.. - byłam zakłopotana i nie wiedziałam co powiedzieć.
- Wera rozmawiaj ze mną tak jak zawszę proszę, bez żadnych skrupułów i na lajcie. To co było między mną a Harrym to przeszłość, wyleczyłam się z tego i teraz mam nowego chłopaka.
- Okej, przepraszam. Po prostu nie wiedziałam jak ty to możesz odebrać.
- Jest spoko, no i mów dalej.
- No więc, jest dobrze. Teraz polecieli do Szkocji i za tydzień mają wrócić i po powrocie Harry ma się do mnie wprowadzić.
- To super. A mam jeszcze jedno pytanie... Nie wiem czy mogę.. - zakłopotała się.
- Wal śmiało!
- To prawda, że to dziecko Zayna? - powiedziała, a ja spodziewałam się tego pytania.
- Tak. - uśmiechnęłam się mimowolnie. - To dziecko Zayna, ale on go nie wychowuje. Nawet kazał mi usunąć tą ciążę, ale nigdy w życiu nie zrobiłabym tego. Prawowitym ojcem jest Harry i jest to w dokumentach. I mam nadzieję, że już tak zostanie. - uśmiechnęłam się.
- To dobrze, cieszę się, że w końcu Ci się układa.
- No a co to za chłopak mów! - zaśmiałam się.
- A taki jeden sobie chłopaczek. - również się zaśmiała. - Nie no, poznałam go w barze i tak jakoś się zaczęło. Ale on jest z Polski...
Pogadałyśmy tak jeszcze przez chwilę dopóki obie nie usłyszałyśmy płaczu Olivera. Pobiegłam na górę i mały już nie spał i był czas na karmienie. Wzięłam go na dół, Anka się nim zajęła a ja robiłam dla niego mleko. Ann była nim zachwycona. Po nakarmieniu Olusia zadzwonił mi telefon, był to Harry który chciał oznajmić, że już dolecieli. Nie chciałam mu opowiadać przy przyjaciółce i w ogóle przez telefon o zaistniałej sytuacji, więc postanowiłam, że opowiem mu wszystko jak wróci. Po jakimś czasie Anka poszła, ale umówiłyśmy się jutro na jakiś spacer.
Tak minął kolejny tydzień. Spotykałam się z dziewczynami i byłam u siostry i rodziców. Mały rósł z dnia na dzień a ja nie mogłam się nadziwić. Harry dzwonił parę razy dziennie i kazał wysyłać sobie zdjęcia Olivera. Mówił, że fanki gratulują jemu i każą przekazać mi gratulację o nowym potomku. Jak dzwonił był bardzo szczęśliwy , ale wciąż powtarzał, że tęskni i chce już przy nas być. Z jednej strony również się ciszyłam, bo też za nim tęskniłam, a z drugiej co chwila telefon i oczywiście musiałam każdy odbierać bo jak nie to CBŚ by wysłał, żeby sprawdzili co się dzieje. Tydzień minął a do drzwi zadzwonił dzwonek, poszłam szybko otworzyć z nadzieją, że Harry za nimi stoi i nie myliłam się.
- Cześć słońce. - powiedział i mocno mnie przytulił.
- Siemka. - pocałowałam go namiętnie.
- Ale się stęskniłem... - uśmiechnął się. - A gdzie mały? - spytał.
- Leży w bujaczce.
Styles wziął Olivera na ręce i przywitał się z nim. Oli był chyba szczęśliwy i również stęsknił się za tatą.... Tatą... hmm jak to ładnie brzmi. - pomyślałam.
- Boże kochanie, mam Ci tyle do opowiedzenia. - uśmiechnął się.
- Ja tobie też. - odparłam ucieszona.

poniedziałek, 3 września 2012

Rozdział 23

Nie spaliśmy przez całą noc. Z tego wszystkiego nie chciało nam się nawet spać. Harry leżał koło mnie a przy nas Oliver. Cały ten czas spędziliśmy tylko we troje.
- Chyba wyglądam strasznie. - powiedziałam cicho żeby nie obudzić synka.
- Puknij się w głowę. - zaśmiał się. - To, że nie masz makijażu nie znaczy, że brzydko wyglądasz, bo jak dla mnie zawsze ślicznie. - ucałował mnie w czoło.
- Chce już stąd wyjść i wracać do domu..
- Zobaczymy, może już jutro was wypiszą.
- Mam nadzieję.
- A co do mieszkania.. - nie skończył bo mu przerwałam.
- Zamieszkamy u mnie? - popatrzyłam na niego.  - Nie chce więcej zamieszania,  w domu jest już wszystko urządzone dla małego..
- Dobrze. - przerwał mi i dał buziaka.
O 6 przyszedł lekarz z jakimiś witaminami żebym połknęła. Tak minęły kolejne parę godzin.
- Jedź do domu odpocznij, ogarnij się i dopiero przyjedz. Bo jesteś tak zmęczony..
- Nie, zostaję z tobą. Chcę dziś z wami wrócić do domu. - uśmiechnął się.
- Musisz jeszcze swoje rzeczy przetransportować do mnie.
- Wiem, spokojnie damy radę. Wy jesteście teraz najważniejsi a nie jakieś rzeczy.
Niedługo po tym przyjechali moi rodzice. Kiedy zobaczyli, że jest ze mną Harry i jak się zajmuję małym przez ten czas co są w szpitalu byli bardzo zadowoleni. I nie mogli się napatrzeć na Olivera, stwierdzili, że jest bardzo do mnie podobny a ja się mogłam tylko cieszyć.  Przekładali go z rąk na ręce ale jemu się to podobało. Rodzice chwile jeszcze posiedzieli i zaraz pojechali. Po tym pielęgniarki przyniosły mi obiad który zjadłam na pół z Harrym. Ja nakarmiłam Olivera a on znowu poszedł spać a my włączyliśmy sobie telewizję, ale szybko tego pożałowaliśmy... We wszystkich kanałach z wiadomościami gadali tylko o nas. "Weronika urodziła chłopca! Czy ojcem jest Harry Styles?", "Dlaczego nie chcą pokazać dziecka?" i inne tego typu sformułowania. Fotoreporterzy stali pod szpitalem i czekali aż któreś z nas wyjdzie żeby go dopaść. To było okropne.. To są jakieś sępy i szuje, inaczej ich się nie da nazwać, no ale co .. to w końcu ich praca. Wyłączyliśmy telewizor i cieszyliśmy się ciszą, gdy tu nagle zza drzwi wyłoniła się mama Harrego. Nigdy jej osobiście nie poznałam i nie wiedziałam, że nastąpi to tak szybko. W życiu bym się nie spodziewała, że tu przyjdzie a co gorsze zobaczy mnie w takie odsłonie.. Ale lepiej tak niż bym miała milion pięćset kilogramów tapety na ryju i uważała się za 8 cudo świata.
- Dzień dobry. - powiedziała uśmiechnięta.
- Cześć mamo! - podbiegł do niej ucieszony loczek.
- Dzień dobry. - odparłam zaskoczona.
- Przepraszam, że tak bez zapowiedzi. - dodała.
- Nie, nic się nie stało. - uśmiechnęłam się.
- Siadaj mamo. - powiedział Harry wskazujący na krzesło.
- Już, zaraz. Bo my jeszcze nie miałyśmy okazji się poznać. - podeszła do mnie kobieta. - Miło mi jestem Anna. - uściskała mnie.
- Weronika, mi również.
- Ślicznie wyglądasz. - dodała po chwili uśmiechając się ciepło.
- Dziękuję, Ale czuję się ja wieloryb. - zaśmiałam się.
- Co ty opowiadasz. Każda by chciała tak wyglądać po porodzie. No a to nasze małe słoneczko. Boże jaki on jest śliczny. - wzięła go na ręce. - Ale w ogóle do ciebie nie podobny synku. - popatrzyła na Harrego.
- Bo to... - nie dałam mu dokończyć tylko popatrzyłam momentalnie na niego ze wzrokiem "masz nic nie mówić". - A z resztą nie ważne, kiedy indziej o tym pogadamy. - uśmiechnął się, a ja poczułam ulgę bo Ann się o nic nie dopytywała.
Chwile posiedziała i również pojechała bo miała coś to załatwienia a jak to sama powiedziała " chciałam zobaczyć swojego wnuczka". Tak swojego... Było mi głupio, że nie zna prawny, ale nie chciałam żeby ktokolwiek dowiadywał się tego w taki sposób. Bo nie był to ani czas ani miejsce. Na pewno kiedy już stąd wyjdę, pojedziemy do niej i oboje wszystko wyjaśnimy. Nie wiem jak ona to przyjmie no ale trudno, jakoś będzie musiała. Po chwili przyszedł lekarz.
- Mam dla Pani dobre wieści. - uśmiechnął się.
- Tak? - odparłam.
- Wychodzi dziś Pani. Chcieliśmy jeszcze was przytrzymać jeden dzień na obserwacje małego, ale jest wszystko w porządku, więc żegnamy.
- To wspaniale. Dziękuję bardzo.
Po tej wiadomości Harry spakował moje rzeczy, ja ubrałam Olivera i siebie i ruszyliśmy do domu. Był tak podekscytowana, że wreszcie wracam i będę już u siebie, z osobami które najbardziej kocham. W domu przywitał nas Parys który był szaleńczo szczęśliwy i którego od razu wypuściliśmy na dwór bo on dobrych 12 godzin nie był na dworze. Ale jest przyzwyczajony więc jakoś dał radę. Rozpakowałam rzeczy, płożyłam się w sypiali a koło siebie Olusia i zaczęłam go karmić. Nie karmiłam piersią bo nigdy nie było to dla mnie czymś fascynującym, wręcz było to dla mnie niesmaczne. Zaraz przyszedł do nas Harry który położył się z drugiej strony małego.
- Pójdę się wykąpać. Posiedź z nim chwile, on zaraz pewnie pójdzie spać a jak nie to weź go na ręce czy ..- przerwał mi.
- Wera, spokojnie. Wiem co mam z nim zrobić okej? Krzywda mu się ze mną nie stanie, nie martw się kochanie i idź się wykąp i odpocznij chwilę bo Ci się należy.
- Dobrze, przepraszam. Kocham cię. - podeszłam i go pocałowałam.
- Ja ciebie też. - odparł z uśmiechem.
Ja poszłam się umyć i odprężyć. Nie mogłam siedzieć za długo jeszcze w gorącej wodzie którą uwielbiam więc weszłam tylko pod prysznic. Mogłam się odprężyć i zaznać chwilę spokoju choć Oliver był grzeczny i nie sprawiał problemów. Ale każdy potrzebuje chwili odsapnięcia, nawet tą chwilę. Po wyjściu z łazienki poszłam do garderoby się ubrać i wróciłam do moich dwóch mężczyzn. Harry siedział na brzegu łóżka a na rękach trzymał słodko śpiącego Olusia. Wyglądali przepięknie, a ja sama do siebie się uśmiechnęłam. Później Styles włożył małego do jego łóżeczka a my zeszliśmy na dół z elektroniczną nianią w ręku. Położyliśmy głośniczek na stole i zalegliśmy na kanapie. Ten relaks długo nie potrwał bo do drzwi zapukała Natka z chłopakami oprócz Zayna z czego się cieszyłam.
- Cześć śliczności moje. - powiedziała przyjaciółka.
- No Hej! - dodali wszyscy i po kolei podchodzili do mnie by się przytulić.
- No gratuluję stary. - pierwszy powiedział Liam i uściskał Harrego, a za nim reszta.
- Oli jest na górze bo śpi ale jak chcecie to idźcie i go zobaczcie. - powiedziałam.
- Dobra. - powiedzieli wszyscy podekscytowani.
- Ale cisza ma być! - powiedziała stanowczo Natka. - Jak ktoś mi go obudzi to od razu dostaje po twarzy. - zaśmiała się.
Poszli na górę i zaraz zeszli. Zaczęli mówić jaki jest śliczny i w ogóle. Byli strasznie nim podekscytowani. Zaraz Harremy zadzwonił telefon, był to Paul.
- Paul tobie i mi również pogratulował i przypomniał o wylocie. - zaczął loczek.
- O jakim wylocie? - zdziwiłam się.
- Jutro mamy lecieć do Szkocji na tydzień. Dać tam parę koncertów. Nie mówiłem Ci nic?
- No właśnie nie..
- Ja pierdole, zapomniałem.. Przepraszam.
- Dobrze przecież nie jestem zła. - uśmiechnęłam się.
Kłamałam.. Byłam zła, ale nie mogę nic na to poradzić. To jego praca i muszę być na to przygotowana, że może go nie być. Przecież już to samo przeżyłam z Zaynem, ale jeszcze wtedy nie miałam dziecka. Jakoś muszę sobie dać radę i dam.
Później doszła jeszcze Paula z Dawidem i Leną. Oni też pierwszy raz widzieli Olivera. Nie mogłyśmy z siostrą pogadać bo mieliśmy innych gości ale na pewno niedługo będziemy miały okazję. Po jakimś czasie wszyscy się zebrali razem z Harrym. Musiał jechać z chłopakami, bo rano mają wylot a tutaj nie ma żadnych rzeczy. Ale rano ma podjechać bo mówi, że się strasznie stęskni przez ten tydzień i codziennie będzie dzwonił, albo kilka razy dziennie. Ja położyłam Olivera do jego łóżeczka i sama do swojego. Przed snem dostałam jeszcze sms'a od Harrego który napisał "Kocham was bardzo, do zobaczenia jutro i dobranoc <3". Ja oczywiście odpisałam " My ciebie też i słodkich snów <3". Chwilę jeszcze poleżałam i zasnęłam. Budziłam się w nocy kilka razy bo mały trochę marudził a byłam wyczulona na każdy jego ruch, ale nawet to mnie nie przestraszyło, że mogę sobie nie dać rady czy coś w tym rodzaju. Właśnie pomyślałam, że dam radę i zrobię wszystko co dla Oliego najlepsze.


__________________________________________
No i jest długo wyczekiwany rozdział. Dziękuję jeszcze raz kochani za takie miłe komentarze! Na prawdę jest je miło czytać. Uwielbiam was i jeszcze raz dzięki <3