poniedziałek, 29 października 2012

Rozdział 40

Po kupieniu biletów poszliśmy po jakieś przekąski, a zaraz po tym udaliśmy się na salę. Nie wiem czy już mówiłam na co idziemy, więc teraz mówię "Paranormal Activity 4". Lubię horrory mimo tego, że później cholernie się boję. Usiedliśmy na kanapach, ale oczywiście najpierw 10 minut trwały reklamy, standard. Przez ten czas jeszcze pogadaliśmy. W trakcie filmu, przytuliłam się do Harrego a on położył swoją głowę na mojej. Po prawie 2 godzinach horror się skończył, zadowoleni wyszliśmy z kina i ruszyliśmy w stronę aut.
- To co teraz robimy? - spytał Niall.
- No właśnie nie wiem, może jedziemy do nas? - odparł Louis.
- Spoko opcja. - uśmiechnęłam się.
Wsiedliśmy do samochodu i za chwilę byliśmy ponownie pod domem chłopców. Oczywiście weszliśmy z hukiem jak nie inaczej. Udaliśmy się w salonie, gdzie zastaliśmy Zayna i niejaką Perrie.
- Tak szybko? - zaczął Mulat.
- A to przeszkadzamy? - odpowiedziałam stojąc koło Harrego.
- Nie skądże. - uśmiechnął się.
- Tak w ogóle jestem Perrie. - zwróciła się do mnie blondynka podając rękę z wielkim uśmiechem.
- Weronika. - odwzajemniłam uścisk.
- Dużo o tobie słyszałam. - ciągnęła smugę.
- Mam nadzieję, że same miłe rzeczy.
- Oczywiście. Harry ostatnio mi o tobie wspominał, Zayn również.
- To cieszę się. - uśmiechnęłam się sztucznie.
Jakoś mnie wkurwiła. Co ona? Będzie mi teraz dupę lizała żeby się przypodobać czy jest na tyle pusta, że od razu chce zostać moją przyjaciółką. Boże... Jakby nie mogła skończyć tej gadki na poznaniu się i tyle. Szkoda, że jeszcze swojego życia mi nie opowiedziała. Fajnie, że słyszała o mnie dobre rzeczy i, że ktoś w ogóle o mnie mówi, ale obyłoby się bez tego. Ale, że Zayn o mnie gada i to jeszcze jej? Tak, to jest dziwne. No cóż..
Za chwilę wszyscy już siedzieliśmy w salonie, ale jakoś gadka nie szła. W pewnym momencie Natka zaczęła.
- A co ty za cudeńko masz na palcu? - szeroko otworzyła oczy i wstała żeby się dokładniej przyjrzeć. - Harry czy to twoja sprawka? - spytała w wielkim uśmiechem trzymając moją rękę.
- W rzeczy samej. - odparł uśmiechnięty Styles.
- Nie wierzę! Harry oświadczył się Vero! - krzyczała śmiejąc się. - Gratuluję gołąbeczki! - ucałowała nas.
- No nie gadaj! - zdziwił się Lou. - To szczęścia.
I tak każdy.. Składali nam życzenia i inne, oboje się cieszyliśmy ale Malik chyba nie za bardzo. W pewnym momencie wstał bez słowa i udał się do swojego pokoju. Blondi nie wiedziała co ma zrobić, czy iść do niego czy zostać, ale Natka ją zagadała, więc zaczęły rozmawiać.
- A temu co? - szepnął mi do ucha Harry.
- Nie wiem, pójdę do niego. - pocałowałam go i udałam sie na górę.
Tym razem zapukałam.
- Co? - spytał obrażony leżąc na łóżku z laptopem i nawet nie patrzył kto wchodzi.
- A może trochę milej? - odparłam.
- Nie wiedziałem, że to ty. Siadaj. - odłożył laptopa i poklepał miejsce koło siebie. - Co cię tu sprowadza? Nie powinnaś teraz siedzieć ze swoim narzeczonym?
- Właśnie to mnie tu sprowadza. Co Ci jest?
- Mi nic.. A co ma być? - spytał.
- Tak nagle wstałeś i poszedłeś zostawiając nawet Perrie.
- Tak wyszło.
- Zayn, nie baw się ze mną w zgaduj zgadula bo wiesz, że tego nienawidzę.. - spuściłam wzrok. - Kochasz ją w ogóle? - spojrzałam na niego.
- Ja, ją? Tak.. - zacinał się.
- Nie kłam...
- Nie kłamie.
- Jasne, a ja papież jestem. Przecież widzę, znam cię.
- Nie kocham jej okej? Właśnie w tym jest problem, znasz mnie. I tylko ty.
- Jaśniej trochę? - powiedziałam.
- O to chodzi, że... Próbuję sobie ciebie zastąpić, ale się nie da. Nie brakuje mi dotyku, buziaków czy czegoś innego od dziewczyn, po prostu brakuje mi ciebie i nic na to nie poradzę.
- Czyli jesteś z blondi, bo myślałeś, że ona zastąpi mnie tak? Nie no dzięki. - zaśmiałam się.
- Wiesz, że nie o to chodzi. - uśmiechnął się.
- Wiem.. Ale ty też wiesz, że nic na to nie poradzę. Kocham Harrego i będę z nim chyba, że wydarzy się nie wiadomo co.
- Tak Wera, znam tą gadkę już chyba na pamięć.
- A właśnie, jeśli jej nie kochasz to po co z nią jesteś? - spytałam.
- Hahaha żeby ja to jeszcze wiedział. Tak sobie, z nudów. Wiem to okrutne ale co.
- Aaaa.. Czyli taki przelotny romansik dwóch młodych gwiazdek. - pstryknęłam palcami.
- Coś w tym rodzaju, przynajmniej coś się dzieje w show-biznesie. - pokazał swoje bialutkie zęby.
- Jeszcze los się dla ciebie uśmiechnie, zaufaj mi. - dodałam.
- Ufam. - uśmiechnął się lekko.
- Dobra idę na dół a ty wybierasz się do swojej blond laleczki? - zaśmiałam się.
- Mknę. - wstał z łóżka.
Śmiejąc się zeszliśmy na dół do reszty. Każdy nas obserwował szczególnie Perrie i Harry. Ups, chyba mój narzeczony jest zazdrosny.. I fajnie, lubię w nim to. Taki zadziorny, obrażony i niedostępny. Usiadłam koło niego, a on po chwili wstał i udał się w stronę kuchni. No co.. Poszłam za nim. Patrzył co jest w lodówce a ja śmiejąc się stanęłam za nim.
- Z czego się śmiejesz? - spytał obrażony.
- Z ciebie. - klepnęłam go w tyłek.
- Nie tykaj... - odwrócił się, ale ominął mnie i z jogurtem oparł się o wyspę.
- Ooo, chyba ktoś się buntuje. - wciąż się śmiałam.
Bawiła mnie ta jego powaga i zmarszczone czoło za każdym razem jak coś mówiłam. Obserwował mnie z taką uwagą jak chyba jeszcze nigdy, co jeszcze bardziej wzbudziło u mnie głupi śmiech.
- Ja się nie buntuję tylko obrażam jak coś.
- Właśnie sam się przyznałeś. A mogę wiedzieć o co? - podniosłam brew.
- O nic.. - odwrócił się do mnie plecami.
- Daj buzi. - szturchnęłam go w ramię.
- Nie.
- No daaaaj buziaczka. - pocałowałam go lekko w szyję.
- Nie.
- Oj no daj buzi. - mówiłam wciąż drwiąc z całej tej sytuacji.
- Nie, powiedziałem.
Widziałam, że robi to na przekór sobie. Chciał tego, ale próbował udawać poważnego i stawiającego na swoim. Rzeczywiście na swoim postawić umiał, ale co do tego poważnego to nie powiedziałabym.
- Jednego. - wciąż go prowokowałam.
- Nie.
- Malutkiego.
- Nie.
Po kolejny usłyszanym "nie" postanowiłam nie czekać na to aż on to zrobi. Oparty obiema rękami o blat stał popijając ten nieszczęsny jogurt. Od dołu szybko weszłam pomiędzy jego ręce i zachłannie pocałowałam.
- Ha! I mam.
- Aż tak o tym marzyłaś? - zaśmiał się.
- O twoich pocałunkach zawsze marzę. - wysłałam mu całusa.
- Dobra, to teraz zobaczymy.
Wziął moją twarz w swoje ręce i zaczął całować. Nie to, że w same usta, po całej twarzy. Zaczęłam się śmiać, bo robił to specjalnie włącznie z lizaniem mnie w policzek.
- Harry przestań! - krzyczałaś śmiejąc się.
- Sama tego chciałaś. - puścił cię.
- Chciałam buziaka a nie lizanie po twarzy, to różnica.
- A to pech. - uśmiechnął się, pokazując swoje słodkie dołeczki.
- A może.. Resztę tego dnia, raczej już wieczoru spędzimy sami w domu? - przyciągnęłam go do siebie za marynarkę.
- Młoda napalona..
- Młoda? Napalona to może i tak, ale jestem starsza o rok kochanie nie zapominaj o tym. - spojrzałam na niego.
- Wybacz wielmożna pani, jak ja mogłeś posłużyć się tym niestosownym słowem. - mówił bardziej stonowanym głosem.
- Na prawdę masz coś z głową. - zaśmiałam się.
- Ty tak na mnie działasz. - podniósł jedną brew.
Wróciliśmy do reszty znajomych i próbowaliśmy wbić się w temat. Nie wiem czy wspominałam, że Parys mieszka u moich rodziców. Po śmierci Olivera nie dawaliśmy sobie rady sami a co dopiero jeszcze do tego pies. Mam plan w tym tygodniu już go zabrać i wrócić to normalnego życia. Tak samo jak ze studiami.
- Ej Wera a co z tym teledyskiem? - spytał Niall.
- Dobre pytanie. - uśmiechnęłam się. - Nikt do mnie nie dzwonił, a z resztą sam wiesz jak było.
- Ale do mnie pisał. - powiedział dumnie Harry.
- I nic mi nie powiedziałeś? - spojrzałam na niego.
- Wczoraj dopiero napisał. - wyjął z kieszeni telefon i zaczął czegoś szukać. - O tu mam. " Cześć tu Mac, przekaż Weronice, że jest mi przykro po tym co się stało, ale propozycja jest nadal aktualna. Jeśli miałaby ochotę niech od razu do mnie dzwoni. "
- To super! - dodała Natka jak Styles już przeczytał wiadomość.
- I co ty na to? - spytał Harry.
- Muszę to przemyśleć. - odparłam.



niedziela, 28 października 2012

Rozdział 39

Jest zimna...Ciemno, zimno i nieprzyjemnie. Obudziłam się o 5 nad ranem, Harry jeszcze smacznie spał, więc wstałam i uszykowałam się. Wsiadłam w samochód i ruszyłam w stronę cmentarza. Były dni, że bywałam tam codziennie. Strasznie mi go brakowało..Ale dzięki wizytom u psychologa nasze życie zaczęło być znowu stabilne i szczęśliwe. Stanęłam na parkingu, wyjęłam znicz z bagażnika i poszłam nad grób Olivera. Stanęłam, wyciągnęłam z kieszeni zapałki i starałam się zapalić znicz, niestety szło to opornie, ponieważ wiatr średnio mi to umożliwiam, jednak po jakimś czasie udało mi się to. Klęknęłam na zimnym chodniczku i zaczęłam się modlić. Mówiłam cicho pod nosem szepcząc do syna.. Głupie, ale prawdziwe. Skąd mogłam wiedzieć, że w ogóle mnie słucha? Właśnie, nikt tego nie wiedział, ale ważne, że ja w to wierzyłam. Wystarczyło tylko tyle. Po 30 minutach ruszyłam w stronę bramy cmentarza, wsiadłam do ciepłego samochodu i chwilę w bez ruchu siedziałam. Zaszkliły mi się oczy lecz nie pozwalałam łzom ujrzeć światła dziennego. Już się do tego przyzwyczaiłam. Było około 6 rano, a ja zamiast jechać do domu pojechałam na plażę. Od razu po wyjściu z auta poczułam tą chłodną bryzę która mimo wszystko sprawiła mi przyjemność. Coś w tym jest.. Opatulona w czapkę, szalik i grubą kurtkę szłam brzegiem i rozmyślałam. O wszystkim i o niczym. Nieraz każdy człowiek tego potrzebuje. Od czasu śmierci Olivera coraz mniej dopadają mnie takie "rozkminy", bo wszystko zaczyna wracać do normy, ale jednak nigdy nie odejdą w niepamięć.
Po godzinie wróciłam do domu, była 7 a Harry oczywiście jeszcze spał, nigdy nie był rannym ptaszkiem. Zmarznięta rozebrałam się i ubrałam w zwykłe czarne getry i dłuższą bluzkę. Robiłam to tak cicho żeby nie obudzić Stylesa i chyba nawet mi się to udało. Wciąż było mi zimno, więc wpakowałam się pod ciepłą kołdrę i przytuliłam go chłopaka. Poczułam jak mnie zaczyna bardziej przyciągać do siebie. A jednak.. Obudziłam go.
- Gdzie byłaś tak wcześnie? - spytał jeszcze zaspany.
- A jak myślisz? - spojrzałam na niego.
- Aaa, no tak. - ziewnął. - Boże jaka ty jesteś lodowata. - dotknął mojej ręki.
- Jest zima kochanie. - zaśmiałam się.
- Ja cie rozgrzeje. - uśmiechnął się. - Ale spoko, tą drugą opcję wykorzystamy wieczorem, teraz chodź tu bliżej mnie.
Mocno się w niego wtuliłam i usnęłam. Obudziliśmy się chwilę po 10, wypoczęci zeszliśmy na dół do kuchni, gdzie zaczęłam robić śniadanie. Zjedliśmy jajecznicę i udaliśmy się do salonu na kanapę. Dosłownie nie minęło 5 minut a Harremu zadzwonił telefon, był to Niall. Słyszałam tylko to co odpowiadał loczek.
- Niall pyta czy chcemy się przejść dziś wszyscy do kina. - oderwał telefon od ucha.
- Możemy iść. - pocałowałam go w policzek, a on mnie przytulił.
Styles powiedział, że idziemy a z resztą każdy się wybierał. Chociaż.. Ciekawe czy Anka idzie. Postanowiłam do niej zadzwonić. Przez ten czas spotykałyśmy się wciąż, ale z nią można rozmawiać godzinami.
- Witam. - zaśmiałam się.
- A no witam witam. - poszła w moje ślady.
- Wybierasz się dziś do kina? - spytałam.
- A właśnie, Natka do mnie dzwoniła i się pytała, ale umówiłam się, że pojadę do rodziców.
- No cóż, szkoda kochanie.
- Spotkamy się później obiecuję. - powiedziała.
- Trzymam za słowo paróweczko.
- Mmmm.. - zaczęłyśmy się śmiać. - Ej dobra kończę bo muszę jeszcze posprzątać ten syf w domu. - dodała.
- Tylko porządnie czyść te szparki.
- Szparki zawsze czyszczę porządnie hahah. Dobra to papa, kocham cie.
- No żegnam Panią. Ja ciebie też.- powiedziałam i się rozłączyłam.
Mówiłam po Polsku, więc mój mało rozgarnięty mężczyzna raczej nic nie zrozumiał.
- Kogo ty tak kochasz? - spytał.
- Boże kochanie ty coś zrozumiałeś?! - zaczęłam się śmiać i przyłożyłam mu rękę do czoła.
- Ha ha ha, zabawne. No więc? Proszę tłumacz się.
- Ankę. - uśmiechnęłam się.
- Mi to już tego nie powiesz.. - odwrócił głowę.
- Kocham cię.
- Mhm...
- Och, że najwspanialszy Haroldzie.. Tak bardzo kocham cię! - zaczęłam śpiewać operowym głosem.
Harry zaczął się ze mnie śmiać a ja rzuciłam się na niego i zaczęłam całować po całej twarzy.
- Głosik to ty też masz niezły. - stwierdził.
- No widzisz, ja tu się marnuję.. - zaśmiałam się.
- Racja.. Może chcesz być w chórku?
- Wyborna propozycja Panie Styles.. - podniosłam brew.
- Mam jeszcze jedną propozycję. - uśmiechnął się zadziornie.
- Jaką proszę Pana?
- No więc.. - zaciął się.
- Tak? - dopowiedziałam.
Harry klęknął przede mną i wyciągnął z kieszeni spodni śliczny pierścionek.
- Czy chcesz zostać moją prywatną Panią Styles?
- O Boże.. - zakryłam usta ręką. - Tak, tak, tak! Kocham cię. - przytuliłam go mocno.
- Ja ciebie też skarbie. - powiedział i włożył mi na palec piękny pierścionek z kryształami.
Niesamowicie się cieszyłam. Facet mojego życia oświadczył mi się. Bardzo tego chciałam, ale nie spodziewałam się po Harrym, że w najbliższym czasie może to nastąpić, jednak... Zrobił to! Jestem narzeczoną Harrego Stylesa. Tylko nie tego Harrego Stylesa z One Direction, lecz tego Harrego Stylesa który jest zawsze przy mnie. Łzy same zaczęły zlatywać mi po policzku, nie mogłam nad tym zapanować, ale wciąż się śmiałam i nie mogłam w to uwierzyć.
- Nie płacz! - otarł mi łzy.
- No nie mogę przestać. - zaczęłam się śmiać. - Tego się nie spodziewałam. - popatrzyłam na pierścionek.
- I właśnie o to chodziło. Wiem, że chciałabyś żeby było bardziej romantycznie no ale..
- Jest wspaniale. - przerwałam mu i pocałowałam.
Jeszcze jakiś czas posiedzieliśmy i musieliśmy nacieszyć się sobą. Później poszliśmy się ogarnąć bo mieliśmy iść do kina. Zajęło nam to jakąś niecałą godzinkę. Następie wsiedliśmy w samochód i ruszyliśmy pod dom chłopaków. Wysiedliśmy z auta i ruszyliśmy w stronę drzwi. Harry bez pukania od razu je otworzył, przepuścił mnie jako pierwszą i wszedł zaraz za mną.
- Siema leszcze. - krzyknął Styles.
- Siema frajerze. - odezwał się Lou.
- Cześć. - mówił Liam.
- Siem. - zaczął Niall z czymś w ustach.
- Hej kociaki. - dodała Natka.
- Dobra to zbieramy się? - spytał Harry.
- Tak, już możemy wychodzić. - odparł Liam.
- A gdzie Zayn? - spytałam.
- A właśnie Zayn.. - powiedział Louis.
- Pójdę po niego. - uśmiechnęłam się.
Wszyscy już wyszli i skierowali się w stronę samochodów. Ja wchodząc po schodach oczywiście się potknęłam ale na szczęście zdołałam utrzymać się na nogach.
- Zayn wszy... - zaczęłam otwierając drzwi bez pukania. - Sorry.. - powiedziałam kiedy zobaczyłam, że stoi nagi palący przy balkonie. Chciałam już wyjść ale on zaczął mówić.
- Spoko, widziałaś go już nie raz. - zaśmiał się.
- Racja, ale po takim czasie to trochę krępujące. - odwzajemniłam.
- Dobra, idę się ubrać. - odparł.
- Przyszłam tylko spytać czy jedziesz z nami to tego kina.
- Chyba nie, umówiłem się z Perrie.
- Szkoda, no ale cóż. To pa. - uśmiechnęłam się na siłę.
- Pa..- odpowiedział zakładając na siebie spodnie.
Nie to, że zrobiło mi się przykro, ale szkoda, że z nami nie jedzie. To dziewczyna będzie teraz na pierwszy miejscu. Kiedyś widziałam zdjęcia tej całej Perrie bo jest w zespole Little Mix, no cóż.. Nie chce jej obrażać, ale mi osobiście średnio się podoba, ale ważne żeby Zayn był szczęśliwy. Szybko zeszłam do reszty i już po chwili siedziałam ponownie z Harrym z samochodzie.
- I co, dlaczego nie jedzie? - spytał.
- Umówił się. - odparłam.
- Z kim?
- Z Perrie. - uśmiechnęłam się.
- A taa.. - przewrócił oczami.
- Hahaha widzę, że ją uwielbiasz.
- Nie znam jej tak, ale uważam, że nie jest odpowiednia dla Zayna i ma w sobie coś dziwnego. - zaśmiał się.
- Najwidoczniej jemu się podoba. - wzruszyłam ramionami.
- Śmierdzisz papierosami. - zaczął.
- Jak weszłam to Zayn palił i stał...- przerwałam. Idiotko, po co to powiedziałaś?! Ugh.. Tak teraz się będziesz musiała tłumaczyć. - mówiłam do siebie w myślach.
- Co stał? Jemu stał? Czy on stał? - zaczął się śmiać.
- Tak on stał, ale jemu nie stał. - również wybuchłam śmiechem.
- Ooo, skąd to wiesz? - podniósł jedną brew.
- Widziałam.
- Jak to widziałaś?
- No stał nago. - powiedziałam, ale tego żałowałam.
- Kurwa no nie... - oparł łokieć przy oknie.
- Weszłam do pokoju i on sobie palił, zaraz się ubrał no. - puknęłam go. - Przecież nie stałam i nie patrzyłam na niego cały czas. - dodałam.
- Cały czas może nie, ale przez chwilę tak?
- A jakby stała jakaś laska z cyckami na wierzchu to byś przynajmniej przez chwilę się popatrzył prawda?
- Nie porównuj cycków do chuja. - spojrzał na mnie.
- Właśnie to jest idealne porównanie kochanie. A wiem, że ty od piersi nie umiesz oczu oderwać, więc...
- Więc co?
- Nic, skończmy to denną gadkę, Malik ma teraz dziewczynę, więc jesteś w stu procentach bezpieczny, z resztą tak jak wcześniej tylko ty sobie coś uroiłeś. No i chce miło spędzić dziś czas. - pocałowałam go.
- Kocham cię. - odpowiedział.
Ja się tylko uśmiechnęłam i puściłam mu oczko. Po chwili dojechaliśmy pod kino. Wszyscy weszliśmy i poszliśmy kupić bilety. 

poniedziałek, 22 października 2012

Rozdział 38

Depresja..Tak, tak to można nazwać. Minęły 2 dni, a ja czuję jakby to były 2 lata. Nie chciałam nikogo widzieć, z nikim rozmawiać oprócz niego. Harry był przy mnie cały czas. Nie odzywaliśmy się do siebie tylko siedzieliśmy wtuleni i płakałam. Styles już powstrzymywał łzy, ale było mu trudno.. Wszystkie koncerty do końca 2012 roku zostały odwołane. Directioners wpierają nas całym sercem. Piszą i składają kondolencie, dla Harrego też to wiele znaczy, ale nie zaprząta sobie teraz tym głowy. Wyłączyłam swój telefon tak samo jak mój chłopak, jesteśmy odseparowani i jest nam z tym dobrze. Ani moja rodzina ani Harrego tak samo jak nasi przyjaciele nie byli u nas, chcą dać nam czas za co oboje jesteśmy im wdzięczni. Trzeci dzień.. od 3 dni nie spałam, nie umiałam.. Była 5 nad ranem, wstałam z łóżka a Harry dzięki Bogu na chwile przynajmniej dał radę zasnąć. Wciąż zapłakana ruszyłam w stronę kuchni, z szuflady wyjęłam nuż. Nie miałam żyletek, więc musiałam sobie inaczej poradzić..Dlaczego to robię? Bo nie wiem jak sobie z tym poradzić, ze śmiercią mojego maluszka.. Zawsze uważałam, że kaleczenie się to nie jest sposób na problemy tak samo jak alkohol, ale jak te problemy na prawdę cię dotkną nic innego Ci nie pozostaje. Ostatni raz chciałam ze sobą skończyć po zdradzie Zayna, ale tego nie zrobiłam i wcale nie żałuję, ale teraz.. Moje życie się skończyło.. Ustałam nad zlewem i przyłożyłam nóż do ręki. Nagle do kuchni wszedł Harry.
- Co ty tu robisz? - spytał przecierając oczy. - Kurwa! Weronika odłóż to! - krzyknął.
- Nie!
- Oddaj mi ten nóż! - podszedł i wyciągnął rękę.
- Nie chce..
- Ja też nie chce żeby moja dziewczyna się cięła!
- Harry.. Ja już tak nie mogę no.. - popatrzyłam mu prosto w oczy a nóż spadł na podłogę.
- Nie rób tego nigdy więcej, nie próbuj nawet. To nie pomoże Weronika.. - pogłaskał mój policzek kciukiem.
- Wiem o tym, ale jest mi ciężko..
- A myślisz, że mi nie? Wszystko się zawaliło i wiem o tym, ale nie możemy się poddać kochanie, nie możemy..
- Boże za jakie grzechy... - przytuliłam się do niego.
- Damy radę.. Musimy zacząć normalnie żyć, nie mamy innego wyboru słyszysz? - spojrzał na mnie.
- Tak.. - pocałowałam go.
Jest już 9.45 a my siedzimy w salonie i oglądamy telewizję. Wzięłam telefon do ręki i go włączyłam, potrzebowałam obecności mojej rodziny. Stęskniłam się za nimi.. Pierwsze co to zadzwoniłam do mamy.
- Cześć kochanie. - zaczęłam mama.
- Cześć.. Macie dziś czas? - spytałam a Harry patrzył na mnie zdziwiony.
- Tak, oczywiście.. A jak się czujecie? - mówiła smutna i zaraz usłyszałam, że zaczęła płakać, ja też nie wytrzymałam.
- Nie rozmawiajmy o tym przez telefon. Zadzwoń do Pauli gdybyś mogła i powiedz żeby też przyjechała jeśli ma czas.
- Dobrze, będziemy o 15. Do zobaczenia.
- Pa..
Odetchnęłam z ulgą, że tą rozmowę mam za sobą. Zadzwoniłam jeszcze po przyjaciółki a Harry do chłopaków. Chcieliśmy się spotkać ze wszystkimi i zacząć żyć jak dawniej. Wiem, że to już nie wróci, ale staraliśmy się.. Oboje poszliśmy się ogarnąć, szczególnie ja żebym wyglądała przynajmniej trochę jak człowiek. O 15 wszyscy już byli. Przywitaliśmy się i usiedliśmy w salonie. Szczerze poprawił mi się humor kiedy ich zobaczyłam. Nawet Zayn.. Tak to, że on był..Cieszyłam się. Na początku było sztywno i smutno, ale za jakiś czas każdy cię rozkręcił nawet Ja i Harry.W pewnym momencie bardziej przyjrzałam się Natce. Zachowywała się nieswojo, miałam wrażenie, że próbuje ukryć brzuch.. Był maleńki, ale chyba nie chciała żeby mi się przykro zrobiło?
- Nie zakrywaj tego brzuszka. - spojrzałam na nią lekko uśmiechnięta.
- Nie.. Ja nie.. Dobra.. - zacinała się i spuściła ręce.
- Natalia, ciesz się. - uśmiechnęłam się szczerze. - Chcesz to ukryć teraz przez to co się wydarzyło prawda? Nie chcesz żeby mi się przykro zrobiło?
- Tak.. Bo wiem, że jest wam ciężko.
- Tak, jest nam ciężko ale to nie znaczy, że ty masz nie być teraz szczęśliwa. Pokazuj to co masz każdy wie, że się cieszycie razem z Niallem i pokazujcie to.
Za jakiś czas moi rodzice pojechali razem z moją siostrą jej mężem i Leną. Zostaliśmy tylko my i nasza paczka. Z Anką siedziałyśmy koło siebie, ale nie miałyśmy okazji porozmawiać.
Za dwa dni miał się odbyć pogrzeb Olivera, ale nikt nawet nie zaczynał tego tematu i cieszyłam się. W pewnym momencie Lou zaczął temat.
- Zayn może cię pochwalisz swoją zdobyczą? - powiedział Louis.
- Nie ma o czym gadać. - odparł Malik.
- O co chodzi? - spytałam.
- Nasz Zaynuś ma dziewczynę. - odpowiedział uśmiechnięty Niall.
Zayn ma dziewczynę.. Ma dziewczynę.. A co ze mną? Już mnie nie kocha? Ej Weronika co z tobą?! Przecież ty masz chłopaka którego kochasz! Tak, to prawda kocham go, ale w życiu bym nie pomyślała, że będę tak zazdrosna o swojego byłego.
- Ej Vero dobrze cię czujesz? - spytał Liam.
- Tak, zamyśliłam się. - i w tym momencie popatrzyłam w oczy Zaynowi.
- My już się będziemy się zbierać. - powiedziała Natka.
Za chwilę wszyscy poszli, pożegnaliśmy się i każdy kazał nam się trzymać i w razie czego mamy do nich dzwonić. Miło, że tak się nami troszczyli.
Za 2 dni odbył się pogrzeb. Ubrana na czarno ruszyłam ze wszystkimi na ceremonię. Stojąc nad grobem płakałam, tak jak każdy. Tak, jak każdy było tu przynajmniej 1000 osób. Od rodziny aż po fanki. Kiedy już wszyscy się rozeszli zostałam z Harrym przy grobie naszego maluszka. Uklęknęłam przy nim i zaczęłam mówić. Harry zrobił to samo. Ze łzami w oczach mówiliśmy do niego. Zaczęliśmy mu opowiadać o tym co zamierzamy, jak się czujemy. Miałam nadzieję, że nasz syn jest tam szczęśliwy, choć było nam cholernie ciężko..
Tak minął kolejny miesiąc. Przez ten czas zaczęliśmy chodzić razem ze Stylesem do psychologa. Stwierdziliśmy, że to nam dobrze zrobi. Byliśmy u niego codziennie na 18.30. Mimo wszystko dostrzegłam zmianę. Mimo, że minął dopiero miesiąc zaczynaliśmy małymi kroczkami iść w dobrą stronę. Zaczynaliśmy żyć jak normalni ludzie, którzy ponownie zaczynają cieszyć się z życia ale 3 razy bardziej doceniają to co mają.



niedziela, 14 października 2012

Rozdział 37

Położyłam Olivera to łóżeczka bo już dawno smacznie spał i zeszłam jeszcze na dół do Harrego który grzebał w lodówce. 
- Czego tak szukasz? - spytałam stając na nim i obejmując. 
- Mam na coś ochotę... - skrzywił się. 
- Ale na co? 
- Na ciebie. - odwrócił się ze swoim łobuzerskim uśmiechem. 
- Puknij się w głowę. - zaśmiałam się. - Nie wiem jak ty, ale ja idę spać. - chciałam odejść ale loczek mnie trzymał. 
- Nie idziesz, no to posiedź przynajmniej ze mną, bo chce mi się jeść. 
Zostałam, a mój chłopak przyrządził sobie tosty. Usiedliśmy na kanapie i włączyliśmy telewizor. Latałam po kanałach i trafiłam na MTV gdzie leciała piosenka Maca Millera. Zostawiłam, ponieważ po tym miały być kulisy. A, że mam taką propozycję chciałabym zobaczyć jak to wszystko wygląda mimo tego, że widzę jak idzie robota na planie chłopaków. Harry patrząc co włączyłam tylko przewrócił oczami. 
- Za bardzo przeżywasz wiesz? - zaczęłam. 
- Ja nie przeżywam kochanie, tylko się martwię. - mówił z pełną buzią. 
- Przełkniesz najpierw? - zaczęłam się śmiać. 
- Dobra już, no więc martwię się żeby przez tą całą sławę która może cię dopaść nie uderzyła Ci woda sodowa do głowy. - uśmiechnął się. 
- Nie martw się nie uderzy, teraz opiekuję się tobą, aaa z resztą... Może odmówię. - popatrzyłam na niego. 
- Dlaczego? 
- Ja już jestem matką a nie dziewczynką która będzie się gibała przy jakimś raperze. Nie wiadomo co by jeszcze wymyślili, może jakieś pocałunki, macanki i tym podobne. A oczywiście na coś takiego się nie piszę. 
- Boże jak ja cię kocham, że ty taka rozsądna jesteś. - pocałował mnie. 
Jakiś czas jeszcze posiedzieliśmy i poszliśmy się położyć. Coś mnie tknęło i zajrzałam do łóżeczka małego. Nachyliłam się i w ogóle nie czułam, że oddycha. Dotknęłam jego klatki piersiowej która się nie unosiła. Przeraziłam się i nie wiedziałam co zrobić. Mój maluszek nie oddycha... 
- Harry, kurwa dzwoń po pogotowie! - zaczęłam krzyczeć przerażona. 
- Co się stało? - podbiegł do mnie. 
- Olivera nie oddycha. No dzwoń! - krzyknęłam. 
Zrobił jak kazałam. Zadzwonił po karetkę która była w przeciągu kilku minut. Razem z Harrym wsiedliśmy do karetki która zabierała nasze dziecko. Nie wiedziałam co mu jest, tak nagle przestał oddychać. Strasznie płakałam, a Styles próbował mnie uspokajać, choć on też miał łzy w oczach. Kiedy dojechaliśmy do szpitala od razu wzięli go na badania mając nadzieje, że coś się okaże. Siedzieliśmy z niecierpliwością na wyniki. Niestety... Lekarz wyszedł z gabinetu a my siedzieliśmy na poczekalni przez salą. 
- Co się dzieje? Co z nim? - wstałam i podeszłam do lekarza. 
- Przykro mi.. - zaczął patrząc na podłogę. - Państwa syn miał wadę serca, która wcześniej nie była leczona. Przestał oddychać a serce maluszka stanęło. Nie dało się nic zrobić. - spojrzał w moje zapłakane oczy. 
- Nie... Niee, to nie możliwe.. To nie może być prawda! On musi żyć.... Musi... - krzyczałam płacząc bez opamiętania. 
- Ja pierdole... - Harry płakał trzymając się za głowę. 
Podszedł mnie przytulić, a ja nie wytrzymałam. Płakałam jak jeszcze nigdy w życiu. Mój mały skarb umarł. Moje maleństwo które należało do mnie i urodziło się we mnie. 
- Chce go zobaczyć. - powiedziałam w stronę doktora. 
- Tak oczywiście, proszę tędy. - odparł. 
- Weszliśmy powoli do pomieszczenia, gdzie leżał nasz syn. To był najgorszy widok mojego życia. Chciałam go wziąć na ręce, mocno przytulić i wycałować za wszystkie czasy lecz nie mogłam... Mój synek nie żył.. Jego małe jeszcze ciepłe ciałko bezradnie leżało, a ja nie mogłam nic z tym zrobić.. To moja wina. - obwiniałam się w myślach. Słyszałam ciche szlochanie zza moich pleców. Stałam jak wryta i nie wiedziałam co zrobić, czy wziąć coś ostrego i wbić sobie w samo serce czy lepiej żeby ktoś to zrobił. Harry długo nie stał za mną, w pewnej chwili podszedł do małego i złapał go za tą małą rączkę. Zrobiłam to samo. Wciąż miałam nadzieję, że otworzy swoje piękne oczka i zacznie się wyginać, bo coś mu nie będzie pasowało. Ale niestety... Nie doczekałam się tego.. Po chwili, nie mogłam już na to patrzeć, a przed oczami miałam tylko czarne wizję.. Kiedyś usłyszałam takie słowa "Dzieci nigdy nie powinny umierać przed rodzicami, zawsze powinno być na odwrót". Dopiero w tej sytuacji mi się przypomniało i było to najprawdziwsze zdanie na świecie.. Już nie wytrzymałam, bez słowa wybiegłam z sali i przepychałam się żeby wyjść z tego cholernego szpitala. Kiedy już wszyłam klęknęłam na środku chodnika i płakałam, płakałam i płakałam, wręcz krzyczałam z tego wszystkiego. Dlaczego ja? Co ja takiego zrobiłam? Chciałam mieć tylko szczęśliwą rodzinę a to wszystko się rozjebało... Boże jak mogłeś...? Była noc, a ja wyjąc klęczałam pod drzwiami szpitala jak jakaś wariatka. 
- Weronika. - usłyszałam głoś Harrego, który zaczął mnie podnosić. 
- Powiedz, że to nie prawda. Proszę... powiedz.. - przytuliłam się do niego jak najmocniej umiałam. 
- To prawda kochanie... Przykro mi, ja też nie mogę w to uwierzyć... Czuję się jakby zabrali mi cząstkę mnie... 
- Moje maleństwo, nigdy już go nie przytulę...Moje życie nie ma sensu, zabije się..
- Nie mów tak, proszę... - pogłaskał mnie po głowie. - Damy radę, musimy.. Dla Olivera.. - dodał. 
Ponownie wróciliśmy do szpitala i podpisaliśmy jakieś dokumenty dotyczące ciała.. Podpisując to łzy ściekały mi na kartkę, nie mogłam sobie poradzić z tym co się dzieje. Ostatni raz spojrzeliśmy na Olivera i z niechęcią opuściliśmy szpital. Niestety dopadli nas paparazzi. Chowałam się, nie chciała by ktokolwiek widział mnie w takim stanie a co ważniejsze to nie była odpowiednia sytuacja. Weszliśmy do domu i oboje zostaliśmy zasypani telefonami i sms'ami od rodziny i znajomych. Rzuciłam telefonem który wylądował pod kanapą i tak miałam to w dupie. Poszłam na górę i patrzyłam na nasz pokój w którym były rzeczy naszego synka. Podeszłam i wzięłam do ręki jego misia z którym spał każdego dnia i każdej nocy. Nie mogłam opanować płaczu.. Harry podszedł i przytulił mnie od tyły całując w policzek. Odwróciłam się i zobaczyłam, że on również płacze. To takie trudne... 
- Damy radę słyszysz? Razem... - podniósł moją brodę. 
- Ja nie dam bez niego rady... To już 2 i pół miesiąc wiesz? Dziś skończył tyle.. 
- Wiem słońce, liczyłem każdy dzień.. Najbardziej żałuję, że nie było mnie przy tobie kiedy byłaś w ciąży, byłem tchórzem.. 
- Nie mówmy teraz o tym... Chciałabym zasnąć i się nigdy nie obudzić, żeby wszystkie problemy odeszły słyszysz? Ja już nie chce żyć Harry.. Nie w taki sposób.. 
- Przestań! Nie mów tak nawet. Też mi jest cholernie ciężko bo dotyczy to nas obojga, ale bez ciebie moje życie też nie ma sensu.. Nie możemy się poddać.. Pamiętasz ten tekst którego mnie uczyłaś po Polsku? "wczorajsze marzenia to dzisiejsze plany. I ziomuś damy radę? Wiesz, że damy..". Wiem głupie, ale sama to mówiłaś. Nie wiem jakie były marzenia Olivera, ale za to spełniajmy swoje, dla niego.. 
Staliśmy tak wtuleni w siebie w blasku księżyca które przebijało się przez okno. Za nim dostrzegliśmy paparazzi którzy krzyczeli i wymachiwali tymi aparatami. Wyszłam na taras, było już chłodno lecz nawet to mi nie przeszkadzało. Harry mimo emocji które go rozrywały od środka starał się opanować. Odebrał telefony od najbliższych i wszystko im wytłumaczył. Każdy wiedział, że chcemy być teraz sami i to uszanowali.. 

piątek, 12 października 2012

Rozdział 36

Harry wciąż leżał na łóżku czekając na mnie, a ja karmiłam Olivera.
- Na prawdę tego chcesz? - spytał.
- Ale czego? - odparłam.
- Wystąpić w tym teledysku...
- Harry, nie wiem. Nigdy o tym nie myślałam, ale chyba fajnie byłoby zrobić coś nowego.
- Taa..
- Co jest? - położyłam śpiącego Oliego do łóżeczka i podeszłam do loczka.
- Nie nic. - uśmiechnął się na siłę.
- Harry.. - spojrzałam na niego stanowczo.
- Dobra no, cieszę się, że coś Ci się może udać i cię w tym wspieram, ale uważam, że..- przerwałam mu.
- Jesteś zazdrosny? - zaśmiałam się.
- Może.. No kurwa widziałaś jak on na ciebie patrzył?
- A no widziałam. - uśmiechnęłam się i usiadłam na nim okrakiem.
- Właśnie i te słodkie słówka..
- Ale ty głupi jesteś wiesz.
- Dziękuję? - zaśmiał się.
- Myślisz, że zostawiłabym ciebie i Olivera żeby zostać jakąś laską na miesiąc kolejnego gwiazdora?
- No nie.
- Więc właśnie, opanuj szok i daj buziaka.
Zrobił to o co poprosiłam i tak kolejny raz wylądowaliśmy w łóżku. Tym razem nie przeszkodził nam nasz syn za co chyba oboje byliśmy mu wdzięczni. Nie wiem co wstąpiło w Stylesa, bo zachowywał się tak jak nigdy wcześniej. Był delikatny, słodki a zarazem seksowny i pociągający. Leżeliśmy pod kołdrą, a ja drapałam loczka po plecach bo to uwielbiał.
- Jutro mamy podpisywanie autografów. - zaczął.
- O której?
- O 11 albo 12 musimy już wyjechać z hotelu.
Chwilę jeszcze poleżeliśmy i była już 22, więc stwierdziliśmy, że pójdziemy się wykąpać. Harry wszedł do wanny z Oliverem, a ja usiadłam koło nich na pufie. Po ich kąpieli Styles wziął małego żebym mogła się umyć. Weszłam pod prysznic oblewając się chłodną wodą. Odprężyłam się i wróciłam do moich mężczyzn. Oliver zaczął trochę marudzić, więc położyliśmy go między siebie na łóżku.
- Boję się... - zaczął Harry.
- Czego? - spojrzałam na niego.
- Że któregoś dnia Zayn sobie o nim przypomni i będzie chciał mi was odebrać.
- Już to przerabialiśmy.. Dobra rozumiem, ale... To ty jesteś jego ojcem, więc on nic nie może.
- Alee.. Weronika kochasz go?
- Oczywiście, że nie, Harry ja nie wiem czy kiedykolwiek go kochałam. Wydaję mi się raczej, że to było zauroczenie i nic poza tym.
- A jeśli to powróci? - drążył ten temat.
- Nie ufasz mi?
- Ufam, ale po prostu się boję. Nie tylko o Zayna tylko o wszystkich chłopaków którzy się koło ciebie kręcą.
- Mi to mówisz? - zaśmiałam się. - To koło ciebie kręcą się miliony napalonych fanek.
- No ale.. podniósł się trochę i oparł o oparcie łóżka.
- Nie ma żadnego "ale". To jest ta sama sytuacja kochanie.
Po tych słowach pocałował mnie i próbowałam zasnąć. Nagle ktoś lekko zapukał do drzwi. Dostrzegłam, że Harry już śpi. Wstałam i otworzyłam.

- Oczami Zayna -

Było już późno, ale trudno. Nie chciałem z tym czekać. Wiem, że się powtarzam, ale kocham Weroniką. Postanowiłem iść do niej i wyrzucić to wszystko z siebie. Zapukałem lekko, bo spodziewałem się, że Oli już śpi. Nie musiałem długo czekać, ponieważ za chwilę w drzwiach pojawiła się Wera.
- Cześć. - zaczęła. - Ty to masz jednak pory do odwiedzin. - zaśmiała się.
- Siema, wiem sorry. Musiałem...- spojrzałem jej prosto w oczy.
- Co jest?
- No więc tak.. - wziąłem głęboki wdech.
- Kochasz mnie.. - dodała.
- No tak i już każdy o tym wie, ale przyszedłem ty po to żeby Ci powiedzieć iż.. zaciąłem się. - Nie chce niszczyć twojej rodziny, bo twoje szczęście jest teraz najważniejsze. W dalszym ciągu trudno mi z tym, że nie jesteś moja. ale ja będę na ciebie czekał. - uśmiechnąłem się szczerze.
- To mił.. - nie dokończyła.
- Teraz ja czekam na nią w łóżku. - przerwał jej Harry który stał w drzwiach.
- Historia kołem się toczy.. - powiedziała Vero i oparła się o ścianę.
w pewnej chwili usłyszeliśmy płacz Olivera, więc Wera od razu ruszyła do pokoju, a ja zostałem z Harrym w holu.
- Przestaniesz? - powiedział Styles.
- A słyszałeś przynajmniej co mówię, czy trafiłeś tylko na końcówkę?
- A co mówiłeś wcześniej? - spytał.
- Że nie rozwalę waszej rodziny, bo wiem, że ona jest szczęśliwa. Zrozum Harry jest mi ciężko, kiedyś to mnie potrzebowała i ja to zjebałem, okej moja wina, ale.. Dobra nie ważne.
- Rozejm? Taki już prawdziwy. - zaczął.
- Tak i powodzenia. - uśmiechnąłem się i przytuliłem go klepiąc po plecach.
- Czekałam na to tyle czasu. - powiedziała uśmiechnięta Vero.

- Oczami Vero -

Tak minęło kilka dni, bez większych problemów. Było fantastycznie. Jeździłam z chłopakami gdzie tylko się dało. Spędzałam dużo czasu z Harrym i świetnie się bawiliśmy. Czas szybko minął, ostatniego dnia zespół miał ostatni koncert. Z Oliverem obserwowaliśmy ich z backstage'u. W pewnym momencie kamera była skierowana na Harrego który śmiał się i nie mógł śpiewać. Zaciekawiło mnie co go tak rozbawiło. Po ostatniej piosence chłopcy wrócili zadowoleni z siebie.
- Z czego ty się tak śmiałeś? - spytałam.
- Jakaś dziewczyna mi cycki pokazałam. - zaczął się znowu śmiać.
- I co ładne? - podniosłam jedną brew i każdy się zaczął śmiać.
- Nie tak piękne jak twoje skarbie. - pocałował mnie z uśmiechem.
Wróciliśmy do hotelu i za jakiś czas ruszyliśmy na lotnisko. Już chciałam wrócić do domu, stęskniłam się za rodziną i przyjaciółkami. Mimo tego, że dzwoniła do dziewczyn codziennie. Tak samo jak Niall do Natki. Katował ją telefonami 438217312 razy dziennie. Oczywiście na lotnisko, czekała dzicz. Tłumy ludzi, raczej dziewczyn chcących przynajmniej dotknąć któregoś z One Direction. No cóż kiedyś sama miałam takie marzenie, ale byłam raczej tą fanką która spokojnie oglądała ich zdjęcia, słuchała piosenek i cieszyła się razem z nimi. Mieszkałam w tym samym mieście, gdzie spędzali najwięcej czasu, ale nigdy wcześniej ich nie widziała ani za nimi nie latałam. Szkoda było czasu. Co mi to tym, że miałabym z nimi zdjęcie? I tak by za minutę nie pamiętali, że istnieje. Ale jednak wszystko potoczyło się inaczej. I doceniam to co mam. Lot ponownie był bardzo długi no ale cóż... Jakoś damy radę. - pomyślałam. Lądując już w Londynie gdzie była noc i wszystko było pięknie oświetlone, sama do siebie się uśmiechnęłam. Było na prawdę pięknie, ale teraz najbardziej marzyłam o łóżku i spokoju na jakiś czas.

sobota, 6 października 2012

Rozdział 35

Rano wstaliśmy, ogarnęliśmy się i poszliśmy na śniadanie. Chłopcy mieli dziś cały dzień wolny, więc mogliśmy spędzić trochę czasu ze sobą. Postanowiliśmy, że pójdziemy się przejść po sklepach i ogólnie po okolicy. Włożyłam Olivera to wózka i ruszyliśmy w drogę. Chcieliśmy wejść do drugiego sklepu ale tłum fanek nam w tym przeszkodził. Chłopcy oczywiście nie mogli ani nie umieli im odmówić, więc zaczęli robić sobie z nimi zdjęcia i dawać autografy. Po chwili czekaliśmy tylko na Harrego który wziąć fotografował się z młodymi dziewczynami. Stałam koło chłopaków poprawiając sobie sznurówkę w bucie a oni trzymali wózek. Jak się podniosłam zobaczyłam, że jakaś laska drzyma Harrego za tyłek.
- Trzymaj mnie bo wypierdole... - wściekłam się.
- Nie przejmuj się Vero, niech się nacieszy. Nigdy więcej już jej nie dotknie. - zaśmiał się Niall.
- Nie możesz przejmować się takimi rzeczami. Wiem, że to denerwuje bo ja też nie lubię jak ktoś dotyka Danielle. - przerwał Liam na chwilę, chyba powiedział coś czego nie chciał.
- Danielle? O proszę.. To już wiem jak ma na imię. - uśmiechnęłam się.
- Tak, Dan.. - zawstydził się lekko chłopak.
- To ta co była w clubie prawda? Jest śliczna. - poklepałam go po ramieniu.
- Nasz Liaś i Lou się zakochali. - dodał Zayn.
- Louis ty też? - zdziwiłam się.
- Może... - ruszył śmiesznie brwiami. - No dobra, ma na imię Eleanor i strasznie mnie kręci.
- Czyli wychodzi na to, że tylko ja i Niall jesteśmy do wzięcia. Piąteczka stary. - krzyknął Malik przybijając piątkę z Horanem.
Po kolejnych 5 minutach Styles raczył do nas wrócić a fanki się rozeszły.
- Ty kurwa, robię sobie zdjęcie z jakąś a ona mnie zaraz łapie za dupe. - zaczął Hazza śmiejąc się.
- Tak widziałam. - spojrzałam na niego.
- Aż miałem dreszcze. - powiedział żartobliwie i klepnął mnie w tyłek.
- Roczki cię świerzbią kochanie? - zaśmiałam się.
- Troszkę, chyba musisz coś z tym zrobić. - zrobił taką minę
Pośmieliśmy się jeszcze chwilę i pokierowaliśmy się do sklepu muzycznego. Stojąc między półkami ktoś niechcący na mnie wpadł. Odwróciłam się i okazało się, że to Mac Miller.
- O przepraszam. - odwrócił się i zaniemówił.
- Nic nie szkodzi. - również się odwróciłam i uśmiechnęłam.
- Kogo ja tu widzę dziewczynę Harrego Stylesa we własnej sobie. - uśmiechnął się. - Jest Mac. - podał mi rękę.
- Weronika. - ponownie się uśmiechnęłaś.
- Kurwa jaka ty jesteś śliczna. Nie no serio dużo ładniejsza na żywo niż na zdjęciach.
- Dzięki. - przegarnęłam włosy z czoła.
- O proszę, dobry wybór. - zaśmiał się chłopak bo w ręce trzymałam jego płytę.
- Warto brać? - spojrzałam zadziornie. - Nie no świruje, uwielbiam cię.
- Miło mi. - pokazał szereg zębów. - Słuchaj.. - zaczął Miller ale akurat podszedł Harry.
- Ja pierdole, Mac siema stary. - podbił do niego Styles i się przywitał.
- Siema, zdążyłem już poznać twoją piękność. - pokazał na mnie wzrokiem.
- Chyba chciałeś coś powiedzieć. - wtrąciłam patrząc na Maca.
- A tak właśnie, potrzebuję dziewczyny do teledysku. A ty jesteś po prostu idealna, więc gdybyś była zainteresowana to Harry ma mój numer to dzwoń.
- Serio mówisz? - zadziwiłam się.
- Tak, serio serio.
- Jej, dzięki. Przemyślę to. - uśmiech nie schodził mi z twarzy tak samo jak jemu.
- Dobra teraz muszę już spadać, bo dziś wieczorem mam koncert. To fajnie było cię poznać. - pocałował cię w rękę. - I fajnie, że my się znowu spotkaliśmy, tylko szkoda, że w takich okolicznościach. - poklepał Stylesa po ramieniu.
- No nam też bardzo miło. Jak już wrócimy do Londynu to wpadnij do nas. - mówił Harry.
- Dzięki wielkie. To narazie. Weronika zastanów się i gratuluję ślicznego synka. - pomachał nam.
Byłam zaskoczona. Sam Mac Miller zaproponował mi żebym wystąpiła w jego teledysku, a co mnie jeszcze zdziwiło to to, że Harry się z nim zna, nigdy wcześniej o nim nie wspominał.
- Skąd się znacie? - spytałam.
- Któregoś razu byliśmy razem w pewnym programie i on występował przed nami, i tak jakoś się poznaliśmy. - objął mnie.
- Myślisz, że mówił prawdę? - spojrzałam na swojego chłopaka.
- Oczywiście, a co chciałabyś?
- Nigdy o tym nie myślałam, ale...Sama nie wiem.
- Dobra pogadamy o tym w domu. - pocałował mnie w czoło i poszliśmy do reszty którzy stali przy instrumentach.

- Oczami Harrego -

Fajnie było go spotkać, ale średnio mi się spodobało to jak patrzył na Werę. Wiem, że jest pożądana przez mężczyzn i cieszyłem się, a najbardziej z tego, że jest moja. I jeszcze ta propozycja. Owszem ucieszyłem się, że jej też się może coś udać i byłem z niej dumny. Chciałem ją wspierać ale nie byłem pewien czy to na pewno dobry pomysł.
- Ej nie zgadniecie z kim właśnie gadaliśmy. - mówiłem do chłopaków.
- Kogo? - podekscytował się Liam.
- Maca Millera.
- To nieźle, nie widziałem go. - powiedział Niall. - A ty Wercia co się nie odzywasz? - dodał.
- A nie wiem. - uśmiechnęła się słodko co w niej uwielbiałem.
Pochodziliśmy jeszcze chwilę i wróciliśmy do hotelu. Była dopiero 15, więc myśleliśmy żeby gdzieś wyskoczyć wieczorem, ale Weronika nie za bardzo się to spodobało.

- Oczami Vero -

Po pierwsze nie chciałam znowu zostawiać Olivera a co dopiero z kimś obcym, a po drugie ostatnie nasze wyjście na imprezę źle się skończyło, bo się oczywiście pokłóciliśmy. Siedziałam na fotelu kołysząc wózek w którym zasypiał Oli, a Harry leżał na łóżku.
- Nie skusisz się? - spytał.
- Nie. Wiesz, że nie chce go ciągle zostawiać.
- Okej rozumiem. - poddał się. - Usnął już? - zapytał po chwili.
- Tak. - odparłam.
- To chodź tu koło mnie.
Jak poprosił tak zrobiłam. Położyłam się koło niego i tak leżeliśmy.
- Ej Harry myślisz, że z nami jest coś nie tak?
- Hahaha, dlaczego tak myślisz?
- No bo my nie mamy czegoś takiego, że co chwilę się całujemy, mówimy "kocham cię" i tego typu rzeczy.
- A kto tak niby robi? - zdziwił się.
- Na przykład Natka i Niall.
- Wiesz co słońce myślę, że my jesteśmy normalni a z nim jest coś nie tak. - zaśmiał się. - Nie no kochają się i nikt w to nie wątpi, ale trzeba mieć też jakiś dystans. Nie zawsze wypada iść w ślinę przy wszystkich ale te słodkie słówka aż do porzygu. No sama pomyśl.
- No masz rację. - leżałam jeszcze chwilę. - Ej Harold! - podniosłam się . - Kocham cię. - dodałam po chwili.
Harry zrobił to samo co ja i zaczął. - Ej Weronika! Ja ciebie też. - i rzucił się na mnie.
Przygniótł mnie swoim ciałem i zaczął namiętnie całować. Jego pocałunki były cudowne i je uwielbiałam. Schodził niżej i zaczął całować mnie po szyi. Jego ręce były już pod moją bluzką, a moje na jego plecach. A tym momencie obudził się Oliver.
- No nie.. Tylko nie w takim momencie. - powiedział Harry.
- Przykro mi kochanie. - jeszcze raz namiętnie go pocałowałam i wstałam do Oliego.

czwartek, 4 października 2012

środa, 3 października 2012

Rozdział 34

Do Australii zostało jeszcze 6 godzin lotu myślałam, że oszaleję.. Już nie wiedziałam jak mam się ułożyć na tym fotelu, więc zaczęłam zakładać nogi na Harrego.
- A tobie to się nudzi? - zaśmiał się.
- Niee, już mnie dupa boli od tego siedzenia.
- To Ci mogę wymasować. - uśmiechnął się szyderczo.
- Okej, ale później. - pokazałam mu język. - A teraz możesz mnie podrapać po plecach.
- To chodź.
Położyłam głowę na jego kolanach a on drapał mnie po plecach. No wspaniale.. Było mi jak w raju. Tak namiętnie mnie drapał, że aż usnęłam. Spałam i nikt ani nic mi nie przeszkadzało do czasu aż Harry zaczął się kręcić i co chwila wstawał a mi spadała głowa.
- Czy ty kur..- obiecałam sobie, że nie będę bluźniła. -.. cze nie możesz spokojnie siedzieć?
- Zdrętwiała mi już noga. - powiedział biedny.
- Dobra ja idę do łazienki.
- Powtórka z rozrywki? - puścił mi oczko.
- Nie kochanie, idę siku. - uśmiechnęłam się. - Ej Harry a gdzie Oliver?
- Cały czas siedzi z Niallem. - pokazał palcem za siebie.
Na chwilę do nich podeszłam, dałam buziaka małego, pogadałam z Horanem i poszłam do toalety. Tam oczywiście kogo zastałam? Zayna.. A kogóż by innego. Właśnie wychodził z jednej z kabin.
- A co ty masz w ręce? - spytałam unosząc mu ją do góry.
- Nic. - zaśmiał się.
Wyrwałam my to z dłoni i zobaczyłam, że to elektryczny papieros.
- Nigdy się nie oduczysz? - zaczęłam.
- Chyba nie. - uśmiechnął się. - A ty nie chcesz?
- Przecież wiesz, że nie palę.
- Kiedy popalałaś razem ze mną. - podniósł jedną brew.
- Dlatego teraz wolę nie zaczynać, a z resztą to było z twojej winy. - pokazałam na niego palcem.
- Z mojej? A to dlaczego?
- Bo szkoda mi cię było jak sam na dworze stałeś to Ci towarzyszyłam. I to wszystko przez ciebie się zaczęło. - zaśmiałam się.
- Ej a pamiętasz jak któregoś dnia przyniosłem trawkę i Parys miał fazę od tych oparów?
- Pamiętam, on nie mógł się podnieść. - oboje zaczęliśmy się śmiać.
- A właśnie co z nim zrobiłaś tak na szybko? - spytał.
- Paula albo moja mama mają go wziąć, nie miałam nawet czasu im go zawieść, więc zostawiłam go w domu a one mają klucz do domu w razie właśnie takich sytuacji.
- Wiem Wera, nie musisz tłumaczyć mi jak debilowi znam wszystkie twoje zakamarki, sposoby, pomysły i inne. - uśmiechnął się.
- Wieeeeem, odzwyczaiłam się i tyle. - odwzajemniłam uśmiech. - Ej dobra bo przyszłam się wysikać tak ogólnie.
- Dobra już cię nie zatrzymuję.
Zayn poszedł na miejsce a ja załatwiłam swoją potrzebę i również się tam udałam. Usiadłam na fotelu i zaczęło mi odwalać. Tak już miałam jak mi się nudziło i nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Zaczęłam się tak śmiać, że nie mogłam się opanować i przez to zaraziłam wszystkich śmiechem. Nawet nie wiedziałam z czego się śmieję no ale cóż.. tak już mam.
- Kuźwa z kim ja żyję. ADHD to mało powiedziane. - śmiał się Styles.
- Coś ty Harruś. - machnęłam ręką wciąż się śmiejąc. - Ej dobra spokój, bo już mnie boli brzuch. - złapałam mocny wdech. - Ja już jestem normalna. - usiadłam poważnie na miejscu.
- Ty poważna?! - powiedział Liam. - Myślałem, że Louisa nikt nie przebije a jednak!
- No i teraz widzicie co ja mam. - dodał loczek.
- Ty wcale nie odstajesz, za to zboczony jesteś. - odparł Niall.
- Ja zboczony? Jeszcze Wery nie widziałeś w akcji. - zaśmiał się.
- Bezczelny no! - klasnęłam w ręce.
- Daj buzi. - dodał po chwili Styles.
- Teraz to pocałuj mnie w dupę. - odwróciłam się ze śmiechem.
- Jeśli tylko tego chcesz... - podniósł brew i potarł brodę.
- No i widzicie?! - powiedziałam do wszystkich pokazując na Harrego.
- Sama mnie prowokujesz. - zaśmiał się.
- Dobra koniec tematu. - dałam mu soczystego buziaka w usta. - A teraz... Kto jest głodny? - dodałam.
- Ja! - krzyknął Niall z Oliverem na rękach.
- Czas coś zjeść. - potarłam ręce z uśmiechem.
- Vero my powinniśmy wziąć ślub. - zaśmiał się Horan.
- Ej ej ej zwolnij gościu. - spojrzał na niego piorunującym wzrokiem ale żartobliwie.
- Hahaha, masz rację. Po roku mieszkania razem byśmy się toczyli do sklepu po kolejną porcję żarcia. - zaczęłam się znowu śmiać a Niall razem ze mną.
Jak postanowiliśmy tak zrobiliśmy. Zamówiliśmy jedzenie dla siebie i nakarmiłam Oliego. Przez ten czas jak jedliśmy ja z Niallem ciągnęliśmy smugę o małżeństwie, oczywiście na żarty, ale Harry się chyba wkręcił.
- Kochanie nie spinaj się tak. - położyłam mu rękę na policzku i potarłam kciukiem.
- Odwdzięczę Ci się tym samym. - uśmiechnął się wrednie.
- Tylko spróbujesz coś odwalić to się policzymy. - zagroziłam mu palcem.
- Walczy kocica. - zaśmiał się Zayn który dopiero teraz się odezwał.
- To źle? - spytałam i podniosłam brew.
- Niee, bardzo dobrze! - mówiąc to patrzył na Harrego.
- Jak ona ona mi robi na złość to jest dobrze, a jak ja chce to już jej bronicie! Co za niesprawiedliwość na tym świecie! - włożył twarz w dłonie.
Reszta lotu zleciała w miarę szybko. Byłoby wspaniale gdyby nie cyrk na końcu zrobiony przez naszego syna. Już nie było tak różowo jak przy starcie niestety. Ale jakoś oboje z Harrym daliśmy radę go opanować. Po wyjściu z samolotu przeciągnęłam się i poszliśmy po bagaże. Po jakiś 30 minutach byliśmy już w hotelu. Nie obyło się oczywiście bez zdjęć, autografów i pisków które wydawały z siebie fanki. Właśnie w takich momentach rozumiem jakie mam zajebiste szczęście, że jestem z jednym z chłopaków którzy są prawie najbardziej pożądani na świecie.A to mnie, zwykłą dziewczynę spotykało takie.. hmm.. jakby to nazwać.. wyróżnienie. Tak myślę, że to dobre słowo. Po wejściu do pokoju od razu położyłam się na łóżku a koło siebie Olivera. Nie miałam ochoty się nigdzie ruszać, ten lot mnie tak wymęczył. Harry jeszcze poszedł na dół po coś a ja przez ten czas przewinęłam Oliego i gadałam do niego.
- To co jutro mój mały szkrabie robimy? - pocałowałam go w nosek.
- Mamy dzień wolny. - usłyszałam Stylesa stojącego w drzwiach.
- Tak ty też jesteś moim małym szkrabem. - ustał za mną i objął mnie w tali a ja pocałowałam go w policzek.
Resztę dnia spędziliśmy w hotelowym pokoju odpoczywając. Powściekaliśmy się z Harrym jak mały poszedł spać i zaczęliśmy oglądać jakiś smutny film który leciał w telewizji przez który wyłam aż się zanosiłam jak małe dziecko. Oczywiście mojego serdecznego chłopaka bardzo to bawiło i zamiast mnie uspokajać to się ze mnie śmiał. Ale właśnie to w nim kochałam.


poniedziałek, 1 października 2012

Rozdział 33

Droga na lotnisko nie zajęła długo, gorzej z odprawą. Trochę musieliśmy poczekać, ale jak już się odprawiliśmy mieliśmy dużo czasu, więc wybraliśmy się do kawiarni która była na lotnisku. Usiedliśmy wygodnie a Zayn zaczął zajmować się małym. Wziął go na ręce i chodzi dookoła. Jak zobaczyłam ich tak blisko uświadomiłam sobie jak Oliver jest do niego podobny. Duże oczy z długimi rzęsami, ciemniejsza karnacja i ta sama mina jak śpią. To było straszne...Człowiek z którym nie jesteś, nie będziesz i który tak cię zranił a ty masz jego małą, kochaną miniaturkę która Ci go cały czas przypomina. Ale nie żałuję mojej decyzji, z Harrym przez ostatni czas było nam ciężko ale mam nadzieję, że damy radę i wszystko wróci do normy. Kocham go naprawdę. Nie wyobrażam sobie teraz żyć bez niego. On już jest zapisany w mojej codzienności, jest cząstką mnie bez której nie mogłabym żyć. Tylko współczuję mu jak się musi czuć. To znaczy, Zayn to jego przyjaciel, ale patrząc na tę sytuację jak Malik zajmuję się Oliverem i Harry tylko siedzi i się temu przygląda, to musi być straszne uczucie. Mam wrażenie, że Harry wciąż się boi, że Zayn może mu nas odebrać. Ale oczywiście ja do tego nie dopuszczę.
Posiedzieliśmy jeszcze jakiś czas i wezwali nas do wejścia 3B, więc tam się udaliśmy. Usiedliśmy wszyscy koło siebie jak się dało, ja z Oliverem oczywiście koło Harrego no a Zayn niestety z mojej drugiej strony.. No cóż, zostawię to bez komentarza. Lot zapowiadał się baaaardzo długi i taki będzie. Ale cieszę się, że lecimy tam wszyscy a nie ta ciągła schiza co on robi, czy wszystko dobrze, czy aby mnie nie zdradza, a może coś mu się stało i tak do usranej śmierci. Mały od razu usnął i dobrze, bo bałam się, że mogą być jakieś cyrki bez zatkane uszy czy coś w tym rodzaju. Ale upiekło nam się. Położyłam głowę na ramieniu Harrego i tak siedzieliśmy. Złapał mnie za rękę i w nią pocałował a ja się tylko uśmiechnęłam.
- Cieszysz się, że lecimy razem? - spytał.
- Tak, bardzo. - pocałowałam go.
W tym momencie Zayn wstał z fotela i poszedł w stronę toalety. Ja po chwili również tak zrobiłam bo musiałam załatwić co swoje. Malik stał przy łazience oparty o drzwi do niej. Po chwili miałam deja vu. Tak... To mi się chyba śniło, to ten sen który mnie męczył dzisiejszej nocy.
- Co tu tak sam stoisz? - spytałam.
- Czekam. - oparł poważnie.
- Na co? - podniosłam jedną brew.
- Na szczęście.- uśmiechnął się.
- To sobie jeszcze poczekasz. - zaśmiałam się.
- Niee... Właśnie stoi przede mną.
I wtedy zapadła cisza. ZNOWU?! Kurde ile można! Już mu to tłumaczyłam 343251 razy, że nic z tego. I wtedy przypomniał mi się ponownie ten sen, skończył się na tym, że pocałowaliśmy się. Ej ej ej! Ale to nie można stać się na prawdę. - pomyślałam.
- Zayn znowu zaczynasz?
- Kurwa nie mogę na to wszystko patrzeć rozumiesz?! Widzę jak się całujecie to boli.
- Mnie też bolało jak mnie zdradziłeś wiesz? - oburzyłam się.
- Przepraszałem już milion razy. Harry to mój przyjaciel ale jak na was patrzę, to ja powinienem być na jego miejscu. Weronika kocham cię no zrozum.
- Ale ja to rozumiem, ale ty zrozum jeszcze coś. Ja mam rodzinę! Miałeś swoją szansę którą zmarnowałeś i rozjebałeś mi życie przy okazji, teraz to wszystko wróciło do normalny i niech tak zostanie proszę cię. Nie psujmy tego jak jest i co jest okej?
- Dobrze.. A mogę mieć jedną jedyną prośbę?
- No jak taka tyci tyci to możesz. - zaśmiałam się.
- Przytulisz mnie? Proszę, potrzebuje tego.. - spojrzał na mnie tym błagającym wzrokiem.
- Ale nic więcej? Jak przyjaciele?
- Jak przyjaciele. - odparł.
Jak poprosił tak zrobiłam, przytuliłam go i poczułam te perfumy które uwielbiałam, aż sama do siebie się uśmiechnęłam. Ale wszystko wróciło, lecz nie miłość ani nic z tych rzeczy tylko wspomnienia. Kupa wspomnień i tych złych i tych dobrych które razem przez ten czas przeżyliśmy. Staliśmy tak jeszcze przez chwilę i nagle wpadł Harry.
- Siku kurwa! - trzymał się za spodnie.
- No przecież są łazienki. - mówiła opierając się o drzwi jednej z kabin. Chciałam się z nim trochę podroczyć.
- Wera, kocham cię ale odejdź.
- A co za to będę miała? - popatrzył specyficznie na swoje paznokcie u rąk.
- Wszystko co będziesz chciała, ale teraz mnie wpuść błagam.
- Wszystko? Hm... Może się skuszę...
- Jak bym się chyba skusił. - zaśmiał się Zayn.
- Hahaha, dobra wchodź, ale dziś nie ma słowa "nie" u ciebie kochanie. - uśmiechnęłam się.
- Jak sobie życzysz, a teraz żegnam. - powiedział i wszedł do kabiny.
Razem z Zaynem wróciliśmy na miejsca a Oliver był na rękach u Nialla. Chłopak strasznie się wczuł i bardzo słodko wyglądał.
- Niedługo też takie będziesz miał. - pogłaskałam go po ramieniu.
- Oby też takie grzeczne.
- Aaaaaa...Tego nie obiecuję, ale dacie radę.
- Wiesz Vero, niby się cieszę a tak w głębi serca boję się jak cholera.
- Ale tak jest, nie masz się czego wstydzić. Myślisz, że ja tak nie miałam? Oczywiście, że miałam. Strasznie się bałam, nie wiedziałam czy dam sobie radę, tym bardziej, że byłam sama bez całą ciążę. A, że Harry przyjechał na czas został tatusiem. - zaczęliśmy się śmiać. - Nie no świruje, ale przyjechał w porę. - spojrzałam na małego.
- Kto w porę? - spytał stojąc za mną i przyciskając do siebie.
- Ty kochanie. - odpowiedziałam.
- Harry zawsze ma dobre momenty. - dodał Niall.
- Słońce ty moje, a może coś ten tego.. - szeptał mi do uch Styles.
- Coś ten tego? - zaśmiałam się cicho.
- Wiesz o co mi chodzi, miałem zrobić wszystko a tego też na pewno chcesz. - uśmiechnął się.
- Skąd ta pewność u ciebie?
- A nie chcesz? - popatrzył na mnie zdziwiony.
- No pewnie, że chce.
Jak ustaliliśmy tak zrobiliśmy. Oli został i Horana a my udaliśmy się do toalety. Nie będę opisywała pikantnych szczegółów bo na co to komu. Po jakimś czasie wyszliśmy zadowoleni i wróciliśmy na swoje miejsca. Tam dostrzegłam śpiącego Nialla a koło niego Olivera. Zrobiłam im obu zdjęcie bo wyglądali komicznie, jeszcze Horan miał otwartą buzie co mnie strasznie rozbawiło. Usiedliśmy wygonie i poszliśmy spać. Niestety obudził nas płacz małego, był już czas na jedzenie, więc Harry jako wzorowy tatuś wstał i go nakarmił. Zmienił mu pieluchę przy okazji i wrócił z Olim na rękach.