niedziela, 26 sierpnia 2012

Rozdział 22

- No ja ciebie też. - powiedział uśmiechnięty.
- Nie rozumiesz prawda? Myślisz, że chodzi o miłość między przyjaciółmi?
- Tak. - odparł krótko. - Ale tobie nie o taką ... Słuchaj Weronika ja... - nie dokończył bo mu przerwałam.
- Wiem co chcesz mi  powiedzieć, więc nie kończ i zapomnij o tym co przed chwilą usłyszałeś. - obróciłam się na bok plecami do niego.
- To nie chodzi o to. Uwielbiam cię, ale ja nie jestem gotowy na dziecko.. Ja sam nim jeszcze jestem, a z resztą nie jest to moje dziecko.. - mówił powoli.
- Zapomnij okej?! - krzyknęłam nie odwracając się.
- Jak chcesz... Zapomnijmy, najlepiej o wszystkim .. - powiedział spokojnie ale wychodząc trzasnął drzwiami.
Ja ponownie zaczęłam płakać, ale poczułam ulgę, że już to powiedziała. Kamień spadł mi z serca. Za chwilę do sali wszedł lekarz i mówił, że dowiedział się, że jestem w ciąży. Uspokoił mnie mówiąc, że dziecku nic nie będzie. Następnego dnia wyszłam ze szpitala. Przyjechali po mnie rodzice. Pojechaliśmy do mojego domu. Natka przekazała im kluczę żeby zajęli się Parysem a ja wcześniej ich powiadomiłam iż jestem w szpitalu. Kiedy usiedliśmy przy stole rodzice zaczęli pytać jak to się stało. Ja nie miałam ochoty im tego opowiadać bo pomyśleliby, że mam coś z głową. Nigdy nie miałam takich akcji cięcia się czy w ogóle myśleniu o śmierci. To chore, ale pod wpływem emocji chciałam do tego doprowadzić. To głupie ale niestety prawdziwe.
- Muszę wam coś powiedzieć.. - zaczęłam a mama tylko kiwnęła głową.
- Jesteś w ciąży prawda? - powiedziała.
- Tak ...
- I co teraz zamierzasz? - powiedział zszokowany tata.
Jednak matki wiedzą wszystko..- pomyślałam.
- Nie wiem, na pewno zostawię to dziecko to nie ma innej opcji. A co do pieniędzy to nie wiem. Dostanę zasiłek dla samotnych matek i chyba będę musiała iść do pracy.
- A Zayn wie? - spytała mama.
- Tak powiedziałam mu..
- I co on na to?
- Powiedział, że on nie jest gotowy na dziecko, kariera się rozwija, że nie jesteśmy ze sobą i żebym usunęła ciąże..
- Słucham?! - oburzył się mama.
- Wiem, już go sprowadziłam na ziemię.
- A ten co u nas ostatnio bywał, ten w loczkach. - powiedział tata.
- To Harry. - dodała mama.
- Co Harry? To tylko mój przyjaciel nic poza tym. Jest zawsze przy mnie i tyle.
Kłamałam... kłamałam im prosto w twarz. Harry już nigdy się do mnie nie odezwie. I nie powiedziałam im prawdy jak to się stało, że trafiłam do szpitala. Za pół godziny przyjechała Paula z Dawidem i Lenką. Rodzice zadzwonili do siostry i powiedzieli jej o całym zajściu, więc jak najszybciej mogła to przyjechała. Pogadaliśmy jeszcze i rodzice za jakiś czas się zebrali. Powiedzieli, że jak coś to są pod telefonem. Zostałam z Paulą bo szwagier i siostrzenica oglądali telewizję.
- Jak to na prawdę było? - powiedziała siostra.
Opowiedziałam jej wszystko. Co do szczegółu, całą prawdę. Ulżyło mi.. A ona była zaskoczona i nie mogła w to uwierzyć. Co do ciąży to już w ogóle. Mówiła, że to nie jest koniec świata i, że mam się cieszyć. Zawsze będzie mnie wspierała i jeśli będę potrzebowała pomocy ona zawsze mi pomoże. Za to ją kochała, tak samo jak resztę. Przed Paulą nie miałam żadnych tajemnic. Później oni też pojechali do domu, bo Dawid jechał do pracy, a do mnie zadzwoniła Natka. Było już dość późno i wiedziała po rozmowie w jakim jestem stanie i nie narzucała się.Wiedziała, że chce pobyć sama i pozbierać myśli. Tak minęły kolejne prawie 8 miesięcy.. Ze mną i z dzieckiem było wszystko w porządku. Harry się nie odzywał, nic .. Żadnego znaku życia, przez to cierpiała.. Ale mi pierwszej było wstyd napisać po tym wszystkim. Spędzałam czas z Natalią i rodziną i oczywiście z resztą chłopaków oprócz Zayna i loczka. Z Malikiem też nie rozmawiałam.. Nie miałam po prostu o czym.  Bycie samej w ciąży było uciążliwe. Z tym wielkim brzuchem miałam problem z założeniem skarpetek ale jakoś musiałam dawać sobie radę. No i mój ukochany towarzysz był cały czas ze mną. Jednak pies to najlepszy przyjaciel człowieka. Miałam wyznaczoną datę na 16 sierpnia a był 14 wieczorem. Stałam w kuchni i robiłam sobie kanapki gdy nagle zadzwonił mi telefon. Miałam go w zacięgu ręki, więc od razu wzięłam go do ręki i zobaczyłam kto dzwoni. Był to Harry. Bardzo się zdziwiłam..
- Cześć. - mówił nieśmiało.
- Cześć. - odparłam.
- Słuchaj... Możemy się spotkać? Nie chce mi się gadać przez telefon.
- Tak, ale ja nie wychodzę z domu, więc jak chcesz to przyjeżdżaj jestem wolna.
- A mógłbym teraz wpaść?
- Tak, zapraszam.
- Okej to będę za chwilę. Pa.. - ostatnie słowo powiedział ciszej.
- Hej..
Rozłączyłam się i myślałam, że to sen. Nie odzywaliśmy się do siebie tyle czasu a tu nagle coś takiego. Mimo wszystko cieszyłam się. Co noc o nim myślałam i było mi strasznie trudno bez niego. On był cały czas przy mnie. Zawsze wtedy kiedy go potrzebowałam i wtedy kiedy nie. Był cały czas i to w nim kochałam... Zawsze mogłam na niego liczyć. Za 20 minut już był. Zadzwonił do drzwi a ja najszybciej jak się da poszłam otworzyć.
- Hej wchodź. - powiedziałam.
- Dzięki. - odpowiedział i lekko się uśmiechnął.
Poszliśmy na kanapę i usiedliśmy koło siebie. Wyłączyłam telewizor bo nie chciałam żeby coś nam przeszkadzało a wiedziała, że Harry chce poważnie porozmawiać.
- Ślicznie wyglądasz z tym brzuszkiem.
- Dziękuję. - odpowiadałam sztywno bo nie wiedziałam jak po takim czasie mam z nim rozmawiać.
- Weronika, przepraszam cię... Nie chciałem żeby to tak wyszło, Po tamtej kłótni nie wiedziałem co mam zrobić. Nie miałem odwagi żeby nawet do ciebie napisać ani zadzwonić. Przez to wszystko straciłem osobę która była dla mnie najważniejsza. I ... Przepraszam.
- Nie przepraszaj, ja powinnam to zrobić. Byłam straszna, wkurzyłam się jak powiedziałeś, że jesteśmy tylko przyjaciółmi. Ale widocznie nic do mnie nie czujesz i nic nie mogę na to poradzić. Miałam już tyle czasu, że zaczęłam się przyzwyczajać do tego, że ciebie nie ma i już nigdy może nie być.. - To było ciężkie. Ale wreszcie miałam okazję powiedzieć mu na spokojnie co myślę. - Kocham cię i jak na razie nie przestałam trudno.. Nic już na to nie poradzę. - zdążyłam dokończyć kiedy złapał mnie skurcz. Był on tak silny, że złapałam się za brzuch i lekko się podniosłam.
- Co Ci jest? - spytał przerażony Harry.
- Mam skurcze.. - strasznie bolało. Tak nagle, ni stąd ni zowąd miałam skurcze. Były możne i częste.
Ponownie Styles zadecydował, że jedziemy do szpitala... Tak, znowu on. Zawsze przy mnie był w najgorszych momentach.. Po wejściu do samochodu już w drodze do szpitala poczułam, że leci mi coś po nogach. Czy ja już nie trzymam moczu?- pomyślałam. A wtedy odeszły mi wody. Strasznie bolało. Znowu wsadzili mnie na wózek inwalidzki i od razu wzięli na porodówkę. Miałam już 10 cm rozwarcia. Harry wszedł ze mną i trzymał mnie za rękę. Kazali mu się tylko ubrać w jakiś tam fartuszek. Nie pytali nawet czy jest kimś z rodziny bo widocznie od razu uznali, że to ojciec dziecka. Nie dali mi już znieczulenia bo było za późno. Jeszcze chwilę skurczy i zaczęłam przeć. Parłam i parłam, myślałam,że coś jest nie tak ale za sekundę urodził się. Gratuluję mają państwo syna. To był on.... Rozpłakałam się tak samo jak Harry. Tyle emocji związanych z tym.. Położyli mi go na klatce piersiowej. Przytuliłam go i ucałowałam w głowę. Zaraz zabrali dziecko umyli i ubrali i dali Harremu na ręce. Był tak przerażony a zarazem podekscytowany, że tego nie da się opisać. Jest gwiazdą i widział wiele ale ale takiego widoku nigdy w życiu nie zapomni.
- Kocham was. - powiedział i pocałował mnie prosto w usta trzymając moją.... Naszego syna na rękach.
- Ja was też. - wziąć rozpłakana.
To najpiękniejszy widok na świecie. Nowe życie, nowa ty i nowa miłość. Później wzięli małego i zawieźli mnie do sali. Harry zaczął dzwonić do wszystkich i do moich rodziców i siostry również. Był tak podekscytowany i wszystkim mówił, że mamy synka. Oprócz moich najbliższych i Zayna nikt nie wiedział, że to nie jest dziecko Harrego, ale jemu to nie przeszkadzało. Kiedy patrzył na to jak rodzi się nowy człowiek odezwał się w nim instynkt ojcowski. Pokochał go od pierwszego wejrzenia. Leżałam spokojnie i w trakcie przywieźli małego do mnie. Tak słodko spał był przepiękny. Po chwili przyszedł Harry. Usiadł koło mnie.
- To prawda co mówiłeś wcześniej? - spytałam lekko obolała.
- Tak, nie zdążyłem powiedzieć Ci tego w domu, że nie umiem bez ciebie żyć i kocham cie. Wcześniej już coś do ciebie czułem ale nie chciałem zepsuć naszej przyjaźni. Teraz mogę Ci to powiedzieć bez żadnych skrupułów. Kocham cię. - mówił.
- Ja ciebie też Harry. - lekko się podniosłam i go pocałowałam.
Przynieśli moją kartę i kartę dziecka w której było napisane: Ojciec dziecka: Harry Styles. Oboje się tylko do siebie uśmiechnęliśmy bo byliśmy szczęśliwi. Ale musieliśmy wymyślić jeszcze imię dla dziecka.
- Więc jak? Abraham? Zdzisław? - śmiał się loczek.
- Hahaha nigdy w życiu. - odparłam.
- A może Alfons?
- Harry przestań. - rozbawiło mnie to. - A Oliver? Oluś, Oli... - uśmiechnęłam się.
- Śliczne. - powiedział chłopak i znowu mnie pocałował. Nasz mały Oliver... - również się uśmiechnął.
Byłam najszczęśliwszą kobietą na świecie. Tak... Kobietą, już mogłam się tak nazwać. Mam synka którego kocham najbardziej na świecie, on ma ojca który go kocha i mam tą pewność, że będzie z nami zawsze.. A ja .. Ja zyskałam chłopaka o którego tak walczyłam i z którym tyle przeżyłam. Była już noc około 3, więc żadnych odwiedzin nie było, całe szczęście. Chciałam się nimi nacieszyć. Harry nie pojechał do domu tylko zasnął koło mnie.



_____________________________________________
DZIĘKUJĘ ZA WSZYSTKIE MIŁE KOMENTARZE! UWIELBIAM WAS. TO JEST CHYBA NAJDŁUŻSZY ROZDZIAŁ JAKI NAPISAŁAM ALE W NIM SIĘ CHYBA NAJWIĘCEJ DZIEJĘ :) ZARÓWNO ZAPRASZAM DO CZYTANIA JAK I KOMENTOWANIA.
Kocham cię Anka i trzeba coś z tobą zrobić hahaha <3


sobota, 25 sierpnia 2012

Rozdział 21

- Hmm? - ponownie zaczął chłopak.
- Nie, ja nie mogę... - rozpłakałam się a on mnie przytulił.
- Dlaczego płaczesz? Weronika co Ci jest? - zmartwił się.
- Zayn ja ... ja jestem ...
- Proszę nie mów, że jesteś w ciąży... - powiedział chłopak a ja się od niego odsunęłam i popatrzyłam mu prosto w oczy.
- Tak, jestem w ciąży... - łzy nie przestawały mi lecieć.
- Ja pierdole... - złapał się za głowę. - A wiesz z kim? - dodał po chwili.
- Jak to z kim? Z tobą!
- Żartujesz sobie prawda? - nie mógł w to uwierzyć. - Nie Wera tak nie będzie...
- Ale jak? Jestem w ciąży i teraz nic z tym nie zrobię.
- Jest jeszcze opcja.
- Jaka? - zdziwiłam się ale po chwili namysłu zrozumiałam o co mu chodzi. - O nie, chyba sobie żartujesz...
- Ja nie jestem gotowy na dziecko, moja kariera się rozwija a z resztą nawet nie jesteśmy ze sobą, to jest jedyne wyjście.
- Nie! Aborcja to nie jest żadne wyjście! Jak możesz w ogóle tak kurwa mówić? - zdenerwowałam się.
- Wera posłuchaj mnie... - przerwałam mu.
- Nie rozumiesz. Nie. Wszystkiego się po tobie spodziewałam po tej stradzie ale nie czegoś takiego... Jak tak można? To jest nowe życie, dziecko, nowy członek rodziny a ty chcesz je po prostu zabić? - mówiłam przez łzy.
- Jak po prostu nie jestem gotowy rozumiesz?!
- Nikt nie mówi, że masz z nami być i być przykładnym ojcem bo i tak byś nie był rozumiesz?! Nie chciałam nikogo okłamywać i powiedziałam Ci prawdę. Ty jesteś ojcem i nic poza tym. Przepraszam nie ojcem tylko dawcą nasienia dokładniej. Masz racje nie jesteśmy ze sobą i nie będziemy tym bardziej jak pieprzysz takie rzeczy... - mówiłam prawie krzycząc.
- Tak? To kto kurwa będzie idealnym tatusiem co? No pytam? Harry? Haa... błagam.- mówił Malik.
- Oszczędź sobie. - powiedział Harry stojący w drzwiach balkonowych którego nie dostrzegłam.
- Co sobie oszczędzić? Wielki przyjaciel byłeś i teraz bierzesz sobie moją kobietę? - kontynuował Zayn w stronę Stylesa.
- Twoją kobietę?! - oburzyłam się.
- I to mówi koleś który przeleciał moją dziewczynę?! Stary pomyśl co ty gadasz! - w Harrym zaczęło się gotować. - A i jeszcze coś, między mną a Werą nic nie ma poza przyjaźnią. - dodał.
Mnie zamurowało. Siedziałam ze łzami w oczach i nie wiedziałam którego słuchać a najbardziej zabolały mnie słowa Harrego... Chociaż nic złego nie powiedział, to tylko ja się chyba łudziłam, że może być coś między nami. A pomysł Zayna? Kurde jak tak w ogóle można... Jest idiotą nic więcej na jego temat nie można powiedzieć. Nasze krzyki usłyszeli wszyscy w domu. Przybiegli na taras i nie wiedzieli co powiedzieć, stali jak wryci. Ja wstałam, przepchnęłam się przez wszystkich i pobiegłam do łazienki. W lustrze dostrzegłam, że jestem całą rozmazana ale teraz było mi to obojętne. Złapałam małe lusterko które było na półce i rzuciłam nim o podłogę. Roztrzaskało się a ja wzięłam do ręki jeden z większych kawałku i usiadłam na wannie. Chciałam się zabić. Wtedy czułam przypływa takiej adrenaliny, że byłam gotowa to zrobić. Brakowały milimetry od moich żył a kawałka ostrego szkła. Płakałam.... Byłam bezsilna... Wszyscy dookoła mnie krzywdzili, a ja wciąż nie wiedziałam za jakie kuźwa grzechy.. Przycisnęłam sobie szkło do skóry, byłam już gotowa.. Gdy nagle do łazienki wbiegł Harry. Zapomniałam zamknąć te nieszczęsne drzwi.. Cholera było już tak blisko, wszystko by odeszło, to całe cierpienie, ból i stres. Ale moje dziecko.. Już je kochałam, nie wiedziałam co to ale kochałam..
- Co ty robisz?! - wyrwał mi szkło z ręki.
- Zostaw mnie rozumiesz?! Mam was wszystkich dosyć! - krzyknęłam.
- Weronika uspokój się, czy ty wiesz co chciałaś zrobić? - udawał spokojnego ale ja widziałam po oczach, że tylko udawał.
- Tak! Zabić się i przestać być tą cholerną ofiarą losu. Nie mogę żyć kurwa w spokoju, zawsze coś! - płakałam.
Poczułam ból, weszłam niechcący na dość spory kawałek szkła który być rozwalony na podłodze. Usiadłam ponownie na wannie a ze stopy leciała krew. Wtedy tym bardziej stwierdziły się moje domysły, że jestem jakąś idiotką albo ofiarą losu. Chciałam wyjąć kawałek ze stopy ale był na tyle głęboko, że za bardzo bolało.
- Jedziemy do szpitala. - powiedział stanowczo Harry i podniósł mnie z wanny.
- Nie ma takiej opcji, zostaw mnie, sama sobie poradzę. - odpowiedziałam.
- Przestań pieprzyć okej?! Jesteś wkurzona na cały świat, okej to sobie bądź, ale teraz daj sobie pomóc.
Loczek wziął mnie pod rękę i wsadził do samochodu. Reszta została w domu. Każdy się martwił i nie wiedział co ma zrobić ale pojechaliśmy tylko we dwoje. Krew sączyła się a ja odczuwałam straszny ból. Pod szpitalem wsadzili mnie od razu na wózek inwalidzki. Czułam się strasznie, zależna od każdego ale nie od siebie. To straszne uczucie.. Zawieźli mnie najpierw do jakiegoś gabinetu a Harry być cały czas przy mnie. Lekarz obejrzał ranę i stwierdził, że bez znieczulenia nie da rady. Kawałek był tak głęboko, że nie wytrzymałabym bólu. Zawieźli mnie na sale operacyjną. Harremu nie pozwolili tam wejść, ponieważ nie był nikim z rodziny. Zostałam sama z dziesięcioma osobami nad sobą. Po chwili dali mi narkozę i zasnęłam. Kiedy się obudziłam leżałam już w sali w której byłam sama. Byłam jeszcze lekko rozkojarzona a najgorzej martwiłam się o to, że nie wiedzieli, że jestem w ciąży. Chyba... A co jeśli narkoza zaszkodzi mojemu dziecku? Strasznie się o to bałam.. I jeszcze nie wzięłam telefonu, portfela i Parys w domu. Miałam nadzieję, że na ten czas co tu jesteś ktoś się nim zaopiekuję. Za dosłownie minutę do sali wpadł zestresowany Styles.
- Jak się czujesz? - usiadł na krześle przy moim łóżku.
Nic mu nie odpowiedziałam, nawet na niego nie popatrzyłam.
- Możesz mi odpowiedzieć. - ponownie zaczął chłopak a ja ponownie udawałam, że go nie słyszę.
Sama nie wiem dlaczego.. Nie miałam o co się na niego złościć. Dlatego, że powiedział, że jesteśmy tylko przyjaciółmi? Trudno, on tak uważa. Jeśli tak czuje, raczej nic do mnie nie czuje nie mogę mieć mu tego za złe.
- Dobra nie to nie, nie chcesz gadać to zmywam się, zostawiam Ci tylko telefon i dokumenty. Narazie.. - wstał i kierował się w stronę drzwi.
- Kocham cię..... - powiedziałam ze łzami w oczach kiedy on już złapał za klamkę.
- Słucham? - odwrócił się i sprawiał wrażenie myślącego, że się przesłyszał.
Podniosłam się trochę na siedząco a on ponownie do mnie podszedł.
- Kocham cię! - cicho ale stanowczo powtórzyłam.  

czwartek, 23 sierpnia 2012

Rozdział 20

Nie wiedziałam co robić ani co myśleć.. Leżałam na łóżku w gabinecie nie mówią ani jednego słowa. I co teraz będzie? Jak ja powiem to Zaynowi? Czy mam w ogóle mu o tym mówić? To chore ... Spodziewałam się wszystkiego, ale nie takiej wiadomości. Brałam tabletki, więc prawdopodobieństwo zajścia w ciąże było małe a jednak.. Jestem w ciąży. Zadręczałam się myślami płacząc. 
- Chcesz jechać do domu? - spytała zmartwiona Natalia. 
- Tak.. - mówiłam przez łzy. 
Płakałam z bezsilności, tylko dlatego. To nie jest koniec świata, z nowego potomka powinno się cieszyć bo jest to najpiękniejsze co nas w życiu spotyka. Nowe życie, nowe myśli i nowa ty. Tak... Ale ja nie miałam partnera. Miałam wsparcie rodziny od zawsze o to się nie martwiłam i na przykład o pieniądze. Dam rade ale gorzej z wychowywaniem. Nie chce żeby moje dziecko nie miało ojca. Zaynowi nie wybaczę, to dla mnie po prostu za dużo. Sama już nie wiem ..... Pojechałyśmy do mojego domu. Nie chciało wychodzić mi się z psem ani nie miałam najmniejszej ochoty teraz na to więc Natka wypuściła Parysa na podwórko a ja zaległam na kanapie. Usidłam i siedziałam i tak przez jakiś czas.. Nie wiedziałam co mam zrobić. 
- Powiesz mu? - zapytała. 
- Tak ... Nie zrobię tego błędu co on i nie będę udawała, że nic się nie stało. - schowałam głowę w ręce. 
- Masz rację. Weronika obiecuje, że wszystko będzie dobrze. Ja i Niall na pewno Ci pomożemy jeśli tylko będziemy mogli. Możesz na nas liczyć tak samo jak na resztę chłopaków. Jesteśmy jak rodzina.. 
- Dziękuję... - powiedziałam cicho przytulając ją. 
- Przepraszam, że znowu zapytam ale...co z Harrym? Na prawdę jesteście tylko przyjaciółmi? 
- Tak Natalia, tylko. Tylko jest w tym problem, że ja....
- Kochasz go..? 
- Tak.. - popatrzyłam na nią. - Ja ... Ja się przy nim czuje tak swobodnie jak byśmy znali się od zawsze, nie mam jakiś zahamowań wobec niego i ogólnie jest miło. Potrafi mnie pocieszyć, rozweselić kiedy ja myślę, że już nic mi nie pomoże on wtedy przychodzi i na sam jego widok się uśmiecham. On mnie uszczęśliwia... Ale on nie czuje tego samego.. Chyba ... 
- Musisz z nim pogadać.. A Harremu powiesz o ciąży? - dodała. 
- Tak powiem, ale najpierw muszę spotkać się z Zaynem i jemu powiedzieć. To on jest ojcem i mimo tego, że on nie zachował się fair wobec mnie ja zachowam się przyzwoicie. 
- Dobrze mówisz.. Tęsknie już za nimi. Chce się przytulić bo mojego blondyna i wycałować go. - powiedziała podekscytowana. 
- A nie wiesz czy Zayn i Harry się do siebie odzywają? - spytałam. 
- Z tego co wczoraj Niall mówił coraz bardziej się do siebie przełamują. Zaczynają tak jakby wszystko od początku i mówi, że jest sympatycznie i przypominają mu się stare czasy. - uśmiechnęła się. 
- To dobrze ... - też lekko się uśmiechnęłam. 
Siedziałyśmy, rozmawiałyśmy, Natka zrobiła sobie coś do jedzenia a ja nie miałam apetytu. W pewnym momencie zadzwonił do mnie telefon leżał koło mnie więc szybko wzięłam go do ręki i dostrzegłam, że dzwoni Harry. 
- Cześć piękna! Co tam? - powiedział uradowany. 
- Hej .. jest dobrze. A u ciebie? - odpowiedziałam udając, że wszystko jest w porządku.
- Co się stało? Dlaczego masz taki głos? - słyszałam w jego głosie, że się zestresował. 
- Pogadamy jak wrócisz okej? 
- Jesteśmy w drodze z lotniska. Chciałem ja i reszta zrobić Ci niespodziankę i wpaść niezapowiedzianie no ale słyszę, że nie masz humoru.. 
- Nie Harry to nie tak, przyjedzcie proszę.. 
- Dobra, to fajnie bo stęskniłem się. - dodał. 
- I ja też! Weronika! Kochamy cię! - słyszałam krzyki w słuchawce z oddali. Byli to oczywiście chłopcy którzy siedzieli koło Stylesa. 
- To przyjeżdżajcie szybko. - lekko się zaśmiałam 
- Okejos, będziemy niedługo. Pa. - powiedział ciepłym głosem. 
- Pa... - odpowiedziałam po czym położyłam telefon koło siebie. 
Byłam szczęśliwa, ze zadzwonił i chciał mi zrobić taką niespodziankę no i oczywiście z resztą chłopaków. No i chciałam też pogadać z Zaynem.. To znaczy nie chciałam ale musiałam po prostu czułam, że muszę. 
- Kto to? - pytała Natalia. 
- Harry. Mają tu niedługo przyjechać wszyscy bo wcześniej wracają. 
- Co? I mój Niall nie raczył nawet napisać ani zadzwonić? To fajnie ma. - lekko się zdenerwowała. 
- Przestań.. To miała być niespodzianka. 
- Aaaaa, no to okej okej , to jest usprawiedliwiony. - zaśmiała się. 
Po jakiejś pół godzinie usłyszałam głośne pukanie do drzwi. Byli to oczywiście oni. Poszłam im otworzyć a oni od razu się na mnie rzucili. Zaczęli ściskać i mówić jak to tęsknili. Nawet Zayn co było miłe. Dobrze, że odnowiliśmy kontakt i to na lepsze bo zachowujemy się jak normalni przyjaciele, to znaczy przyjaźnią jak na razie tego nie można nazwać ale znajomi. Najbardziej i tak ucieszyłam się z loczka który wpadł jako pierwszy. Tak.. Tęskniłam za nim.. Natka rzuciła się na Nialla który był również ucieszony z widoku swojej dziewczyny. Strasznie się kochali. Zazdrościłam jej, że ma tak wspaniałego chłopaka jak Horan. Malik nie był zły, fakt byłam szczęśliwa, ale to co zrobił było poniżej pasa. Usiedliśmy wszyscy i opowiadali jak to było i co robili oprócz koncertowania. Siedziałam koło Zayna a Styles siedział na przeciw mnie na fotelu. Patrzył na mnie tymi swoimi zielonymi oczkami, uśmiechał się a ja chciało to odwzajemnić ale nie było za bardzo w stanie. Nie było mi w ogóle do śmiechu.. A on to widział. Wstał i podszedł do mnie. 
- Chodź na chwilę. 
Jak prosił tak zrobiłam poszliśmy na taras gdzie usiedliśmy na ławeczce. 
- Co jest? - spytał zmartwiony kładąc mi rękę na kolanie. 
- Harry... Nie wiem czy powinieneś wiedzieć o tym pierwszy... 
- Powiedz, proszę... Nie mogę patrzeć na ciebie z taką miną. Nie pozwolę żeby działa Ci się krzywda. 
- Jestem w ciąży.. - powiedziałam bez namysłu. 
Chłopaka zamurowało, nie wiedział co powiedzieć tylko patrzył na mnie, spodziewał się wszystkiego ale nie takiej wiadomości. 
- A... Ale z kim? Przecież my.. no wiesz.. no nie ten.. - nie wiedział jak to powiedzieć.
- Nie, nie z tobą. To dziecko Zayna.... - spuściłam głowę. 
- Czyli on jeszcze nie wie? 
- Niee... Nie wiem jak mam mu to powiedzieć. 
- Co powiedzieć? - powiedział Malik stojący w za nami. 
- Że jestem .. - nie myśląc do kogo mówię i co mówię zaczęłam, ale nie skończyłam. 
- Co jesteś? - spytał Zayn. 
- Dobra to ja pójdę. - powiedział Harry wstając a na jakiego miejsce usiadł Zayn. 





Rozdział 19

Nadeszła niedziela, było słonecznie i ciepło. Wstałam rano, zjadłam śniadanie i wyszłam z Parysem na dwór. Było cudownie, ale przeszkadzał mi ból brzucha który co jakiś czas dawał się we znaki. Pobolewał ale na chwile przestawał. Tego dnia miałam spotkać się z Natką i iść na jakieś zakupy. Harry tydzień temu pojechał w trasę z chłopakami i jutro ma wrócić. Przez ten miesiąc między nami nic się nie wydarzyło. Było jak wcześniej i niezmiernie się z tego cieszyłam. Po przyjściu ze spaceru zostawiłam tylko psa w domu i ruszyłam do samochodu. Miałam po nią podjechać, więc jak się umówiłyśmy tak zrobiłam. Kiedy dojechałam na miejsce ona już na mnie czekała na schodkach. 
- Czeeeść! - powiedziała uśmiechnięta dając mi buziaka w policzek na przywitanie. 
- No Helloł! - zrobiłam to samo. 
- To co shopping? - spytała ucieszona. 
- Ależ oczywiście. 
Od niej do centrum miałyśmy jakieś 15 minut drogi ale o trafiłyśmy na masakryczne korki. 
- A co ty taka jakaś dzisiaj blada? Wyglądasz jak ściana .. - powiedziała zmartwiona. 
- Dzięki wiesz. - zaśmiałam się. - Wiesz co od wczoraj mnie brzuch pobolewa ale nie wiem, raz boli raz nie. Ale nieraz jak mnie złapie to masakra. 
- Może powinnaś iść do lekarza? Wyrostek albo coś... 
- Nie wiem właśnie, może i tak. Jak nam starczy dziś czasu to możemy wskoczyć i się zobaczy. 
- Dobra tylko teraz żebyśmy dojechały w ogóle do galerii. - uśmiechnęła się. 
- No i jak tam z Niallem? -spytałam. 
- A no super, jest nam ze sobą dobrze. Kocham go i strasznie tęsknie choć cały czas do mnie wydzwania. 
- To dobrze, że przynajmniej wam się układa. Kto jak kto ale wy do siebie pasujecie jak yin i yang. 
- Z Zaynem się nie widziałaś od tamtego czasu? -spytała 
- Nie, piszemy co tam u nas i tyle, nic więcej. 
- Nie chcesz nic już? 
- Nie to dla mnie za dużo. Chce czegoś nowego.. 
- Masz racje, masz szansę na kogoś lepszego a z resztą po tym co Ci zrobił to niech się w ogóle cieszy, że gadasz z nim. 
- Hahaha no. A Masz jakiś kontakt z Anką? 
- Tak dzwoni na skype co jakiś czas. Ale to tylko tyle. - powiedziała. - I cały czas mówi, że żałuje tego co się stało. Bo straciła ciebie i chłopaka. 
- Tak..... Ja też to straciłam.. 
Po pół godzinie pojechałyśmy, zaparkowałyśmy samochód przy samym wejściu i poszłyśmy w szał zakupowy. Tak zleciały 3 godziny po czym znowu zaczął boleć mnie brzuch. 
- Boli ... - powiedziałam siedząc na ławce przez sklepem 
- Gdzie? 
- Nie wiem, wszędzie no... 
- Chodź jedziemy. - powiedziała stanowczo.
- Ale gdzie? - spytałam.
- Do szpitala, bez dyskusji. Migiem! 
- Dobra! 
Poszłyśmy do auta. Natalia wsiadła za kierownicę i popędziła w stronę najbliższego szpitala. Po 10 minutach byłyśmy na miejscu a wtedy ból minął jak ręką odjął. 
- No wychodź. - powiedziała dziewczyna otwierając mi drzwi. 
- Ale mnie już nie boli... 
- Trudno Weronika, ale bolało. Idziesz się zbadać kochanie. 
- Uhg.... Dobra idź no. - powiedziałam trzaskając drzwiami samochodu. 
Weszłyśmy do środka i wyjaśniłam pielęgniarce co mi jest. Powiedziała, że zrobimy USG. Poszłyśmy razem z Natką do pokoju, położyłam się na łóżku i zaczęła się ta cała akcja szukania co mi jest. 
- O! Gratuluję. - powiedziała uśmiechnięta pielęgniarka. 
- Słucham? - nie wiedziałam o co jej chodzi.. Gratuluję mi, że wie co mi jest? 
- Jest pani w ciąży. To już 6 tydzień. 
- C....co....O Boże ... - nie wiedziałam co mam zrobić i tylko się rozpłakałam 
- Jak to w ciąży?! - zdziwiła się Natalia. 
- No normalnie. Tu jest widzi Pani? - mówiła pokazując małą kuleczkę na monitorze. 
- Jacie pierdziele... - powiedziała z niedowierzaniem dziewczyna. - Ej nie płacz słyszysz? Kochanie, nie płacz. - mówiła ocierając mi łzy z policzków. 
- To może ja zostawię Panie same i wrócę za chwilkę. - dodała pielęgniarka i wyszła z pomieszczenia. 
- Weronika, a wiesz przynajmniej czyje to dziecko? - spytała Natka. 
- Oczywiście, że wiem! Co to za głupie pytanie? - oburzyłam się. 
- No przecież teraz spotykałaś się z Harrym ... 
- Ale ja z nim nie spałam. To tylko przyjaciel rozumiesz? Ostatni raz spałam z Zaynem przed tym jak się dowiedziałam o zdradzie... 
- O kurwa.. To dziecko Malika ... - powiedziała przyjaciółka. 

środa, 22 sierpnia 2012

Rozdział 18

.. Harry. Wszedł, dał mi buziaka w policzek i stanął jak wryty kiedy zobaczył siedzącego Zayna u mnie w domu.
- Widzę, że masz gościa, - mówił patrząc na Malika.
- Ja już wychodziłem. - powiedział Zayn idąc w stronę drzwi. - To narazie i dzięki za chwilę czasu. - uśmiechnął się.
- Tak, nie ma za co.. Cześć. - odpowiedziałam.
- Nara .. - dodał Harry kiedy chłopak już wyszedł. - Co ty było? - pokazał ręką na drzwi przez które wychodził przed chwilą Mulat.
- Spotkałam go przy sklepie i mnie przepraszał, chciał żebym dała mu szanse i czy możemy porozmawiać na osobności i w ogóle a nie na parkingu. Więc przyjechaliśmy do mnie...
- Wybaczyłaś mu?
- Nie, to znaczy .. Normalnie z nim gadałam, ale nie chce z nim być i dałam mu to wyraźnie do zrozumienia.  A o tym co się stało nasza czwórka i tak nigdy nie zapomni..
- To też prawda, ale z resztą to i tak tylko i wyłącznie twoja sprawa czy się z nim pogodzisz czy nie.
- Zły jesteś? - spytałam zdziwiona.
- Nie. Raczej zaskoczony ślicznotko. - uśmiechnął się i mnie przytulił.
- Dobra to idziemy? - spytałam odrywając się od niego.
- Tak.
Wzięłam tylko torebkę i wyszliśmy. Zamknęłam drzwi i poszliśmy do samochodu. Przez drogę w stronę wesołego miasteczka śpiewaliśmy jakieś piosenki, raczej darliśmy się z otwartymi szybami bo śpiewam tego nazwać nie można było. Nawet Harry czyli wielce utalentowany piosenkarz z niesamowitym głosem wydawał z siebie tak dziwne dźwięki, że ja to sikałam ze śmiechu. Wychodząc z samochodu po dotarciu na miejsce wypadła mi paczka papierosów z torebki a Harry to zobaczył i je podniósł.
- Palisz? - spytał
- Nie. Zaynowi zapomniałam oddać jakiś czas temu po prostu i tak sobie leżą w torbie.
- To dobrze. Nie pal, za ładna na to jesteś. - puścił mi oczko.
Weszliśmy do wesołego i stanęliśmy tak, że widzieliśmy prawie wszystkie rzeczy jakie tam były. Kiedy zobaczyłam te wszystkie kolejki górskie i inne bajery aż mi serce zaczęło szybciej pić.
- To na co idziemy? - zapytał zadowolony chłopak.
- Nie wiem ja tam się wszystkiego boje.
- No coś ty! Będzie fajnie, chodź. - pociągnął mnie za rękę w stronę ogromnej kolejki górskiej.
- Oooooo nie Harry... Chcesz mnie zabić?
- Oczywiście, że nie. No nie bój się, będziesz ze mną. Jak coś to razem wypadniemy. - zaśmiał się.
- Bardzo śmieszne. Zwymiotuje tam normalnie.
- Dasz radę. No proszę nie zostawiaj mnie teraz samego.
- Dobra .... Trudno raz się żyje. Chuj jak się zabije będzie twoja wina. - uśmiechnęłam się.
Poszliśmy po bilety i znowu stanęliśmy twarzą w twarz ze śmiercią. Wsiedliśmy w wagonik a serce waliło mi jak oszalałe. Byłam tak zestresowana, że wtuliłam się w Harrego i trzymałam się tak mocno , że aż ręce mnie bolały choć nawet jeszcze nie ruszyliśmy.
- Obiecuje, że jeśli przeżyję to jak zsiądę z tego potwora zabije cie. - mówiłam sarkastycznie.
- Dobra. A ja obiecuje, że jak się nie zrzygam to chyba normalnie cie pocałuje. - zaśmiał się.
- Boże Harry trzymaj mnie proszę. - powiedziałam przerażona.
- Hahaha, okej trzymam, i nie puszczę. - znowu się uśmiechnął i dał mi buziaka w policzek.
Ruszyliśmy.. Serce mi stanęło, widziałam czaszki przed oczami ale mimo to chciałam zobaczyć jak to będzie.  Tak się darłam i bluźniłam, że było to słychać pewnie na dole. Loczek się śmiał ale jak były zjazdy krzyczał jak mały chłopiec. Kiedy zeszliśmy usiedliśmy na ławce.
- O boże ... Myślałam, że mi wnętrzności wyjdą. - zaczęłam się śmiać.
- Odlot normalnie... A i coś mi obiecałaś... - uśmiechnął się podnosząc jedną brew.
- Wiem, ale nie było aż tak źle powtarzam AŻ tak, więc może oszczędzę takiej ładnej buźki. - wytknęłam język.
- Ja też Ci coś obiecałem. A, że tego nie zrobiłem to dotrzymam obietnicy. - i w tym momencie przysunął się do mnie i pocałował.
Kiedy to zrobił byłam zdziwiona bo myślałam, że mówił do na żarty a on na prawdę to zrobił. Ale to jak ... Co jak co ale świetnie całował. Po tej śmiertelnej przejażdżce i małym bonusie na koniec pojechaliśmy na diabelski młyn. Wsiedliśmy i patrzyliśmy na cały, pięknie oświetlony Londyn w nocy. Było mi zimno a ani ja ani Harry nie wzięliśmy bluz on mnie przytulił. Siedzieliśmy wtuleni w siebie i obserwowaliśmy. Po tym Styles odwiózł mnie do domu. Pożegnałam się z nim i udałam się do siebie. Kolejne dni i kolejne rozrywki. Tak minął kolejny miesiąc.


Rozdział 17

Od czasu tej niesmacznej sytuacji z Anką i Zaynem, Harry unika Malika. Anka wyjechała z tego co słyszałam, wróciła do Polski. Któregoś dnia umówiłam się z loczkiem, że pójdziemy do wesołego miasteczka. Tego dnia wstałam po 10 a na wesołe i tak mieliśmy iść dopiero wieczorem, więc nie musiałam sie nigdzie śpieszyć. Przez ten czas ogarnęłam siebie, dom i stwierdziłam, że muszę jechać na jakieś zakupy bo znowu nie mam nic w lodówce. Jak postanowiłam tak zrobiłam, zle żałowałam tego.... Kiedu już dojechałam do sklepu na parkingu zobaczyłam Zayna. Był sam, ale co z tego..
- Weronika poczekaj! - krzyknął biegnąc do mnie.
- Nie! Nie mam na co .. - szłam w stronę wejścia.
- Proszę cię stój! - podbiegł do mnie i złapał za rękę. - Wybacz mi błagam. Kocham cie... Kocham słyszysz? - podniósł mi brodę.
- Nie Zayn ... To koniec, już nic nie ma sensu.
- Proszę cię .... Daj mi szanse, było nam razem dobrze...
- No właśnie, było. Ty to zepsułeś! I wiesz co? Nie chce mi się nawet na ciebie patrzeć! Jeszcze gdybyś od razu się przyznał.. Ale ty nie chciałeś żebym się o tym dowiedziała i wkręcałeś mi, że mnie ko..
- Nie to nie tak! - przerwał mi
- Teraz ja mówię! Mówiłeś mi, że mnie kochasz i co z tego wyszło? Hmmm... Że przespałeś się z moją przyjaciółką? Haaa jasne, a później jeszcze ze mną. Czy ja Ci kurwa nie wystarczałam?! Było coś ze mną nie tak? Jeśli miałeś mi coś do zarzucenia trzeba było powiedzieć a nie od razu iść z kimś do łóżka! Koniec tego! My już nie mamy o czym rozmawiać..
- Weronika .... - powiedział cicho.
- Co Weronika? Zayn rozumiesz, że ja już tak bym nie mogła? Żyć ze świadomością, że spałeś z moją najlepszą przyjaciółką i przez chwile udawałeś jakby nigdy nic się nie stało.... Kochałam cie.. Ale to już był szczyt możliwości.
- Wiem! Wiem co zrobiłem i żałuję, nie wiem dlaczego tak postąpiłem to był błąd okej?! Kocham cię i nie przestanę a do Anki nic nie czułem, bynajmniej tak mi się wydawało...
- To czujesz coś w końcu do niej czy  nie?! Co to ma być i myślisz, że kim ja jestem co? Caritas Polska kurwa?! Raz gadasz, że mnie kochasz a zaraz, że do Anki coś czujesz? Chłopie ogarnij się! - łzy zaczęły napływać mi do oczu.
- Wiem jak to wygląda, ale ja już sam nie wiem co czuje do niej bynajmniej bo ciebie na pewno kocham .. Ej nie płacz. - zbliżył się żeby mnie przytulić
- Nie dotykaj mnie...
- Przepraszam..
- Co mi po twoim przepraszam co? Rozpieprzyłeś mi życie, wiesz co ja przeszłam? Płakałam wciąż bo straciłam 2 osoby na których mi zależało najbardziej na świcie. I mam tego po dziurki w nosie... Przecierpiałam, popłakałam i może to była kara za moje grzechy trudno trzeba żyć jakoś dalej, i ja się nie poddam ..
- Tak masz racje, nie będę się narzucał. Ale czy możemy się normalnie spotkać? Porozmawiać na osobności i w jakimś dyskretniejszym miejscu niż parking przy sklepie? Proszę ..
- Dobra, ale muszę zrobić zakupy a na wieczór jestem umówiona.
- Okej dziękuję. To mam iść z tobą? - spytał
- Jak chcesz.
Zgodziłam się... Co ja robię do cholery? Weronika powaliło cie? Tak.. chyba tak. Nie wybaczyłam mu, po prostu chciałam zobaczyć czy to, że będziemy znowu sami może coś zmienić. Chciałam tylko tego doświadczyć i się dowiedzieć, ale nie chciałam już do tego wracać. Nie chciałam jego.. Chłopaka którego rzekomo kochałam. Nie wiem co jest ze mną. Trudno, takie jest życie. Poszliśmy razem do sklepu. Malik wziął wózek i dumnie przy mnie szedł a paparazzi i tak nie dawali nam spokoju, cykali zdjęcia na każdym kroku. Miałam tylko nadzieję, że nikt nie usłyszał naszej rozmowy bo wtedy jeszcze nie dostrzegłam żadnych  fotoreporterów w pobliżu. Po skończeniu zakupów Zayn pomógł spakować mi torby do bagażnika i oboje wsiedliśmy w swoje samochody i pojechaliśmy do mojego domu. Po drodze cały czas zastanawiałam się nad tym co zrobiłam, ale teraz już nie ma odwrotu. Chce się dobrze bawić, zacząć wszystko od początku, ale nie z Zaynem, bynajmniej tak mi się wydaje. Pod domem znowu Malik pomógł mi z siatkami i położył je ostrożnie w kuchni. Usiedliśmy na kanapie w salonie.
- Chcesz coś do picia? - spytałam
- Nie dzięki. No i co tam ogólnie u ciebie?
- Dobrze, jakoś leci. Mam się z Natką spotkać bo wraca jutro z wakacji.
- Tak słyszałem, Niall strasznie za nią tęskni. Codziennie do niej wydzwania a później mu przyjdzie niezły rachunek za telefon. - uśmiechnął się.
- Kocha ją ...
- Tak to prawda.
- A co tam u reszty? - spytałam zmieniając temat
- Hmm... U Liama po staremu ,Louis kupił nowy samochód i nowe szelki, Niall tak jak już mówiłem wisi przy telefonie a Harry .... - zawiesił się. - A z Harrym nie rozmawiam. - dodał po chwili.
- A Anka? Co u niej?
- Wyjechała do Polski bo powiedziała, że to dla niej za dużo ..
- Haaa dla niej za dużo tak? Jasne .... - uśmiechnęłam się sarkastycznie do siebie. - Dobra może zmieńmy temat, nie chce mi się już do tego wracać.
Gadaliśmy jeszcze jakiś czas nie wracając do tamtego tematu i nie zwracając uwagi na czas. W pewnej chwili usłyszałam dźwięk dzwonka. Zerwałam się z kanapy i poszłam otworzyć, za nimi stał...



___________________________________________________
CZEŚĆ! WRÓCIŁAM I STRASZNIE SIĘ Z TEGO CIESZĘ. DAJE KOLEJNY ROZDZIAŁ I ZARAZ PISZĘ NASTĘPNY. MAM DZIŚ WENĘ, WIĘC KORZYSTAM :D POZDRAWIAM I DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM KTÓRZY CZYTAJĄ I KOMENTUJĄ! JESTEM OGROMNIE WDZIĘCZNA I KC <3 

wtorek, 14 sierpnia 2012

Rozdział 16

- No to dojechaliśmy ślicznotko. - odezwał się po wykańczającym tańcu.
- To chodź. - odparłam otwierając drzwi
- Nie może ja zaczekam a ty pójdziesz po psa. - uśmiechnął się
- Nie Harry! Idziesz ze mną no proszeee.... - błagałam go
- Dobraaa. - dodał po chwili wychodząc z auta.
Zamknął samochód i oboje ruszyliśmy w stronę domu Pauli. Zapukałam i za chwilę wyłoniła się z za nich moja siostra.
- No wreszcie do nas dotarłaś. Hej. - zaśmiała się dając mi buziaka w policzek. - Oo.. i gościa mamy.
- Tak, to jest Ha..- przerwał mi chłopak
- Harry. - rzucił uśmiech w stronę Pauli i podał jej rękę.
- Dobra wchodźcie. - dodała
Kiedy przekroczyliśmy próg domu przywitał nas Parys. Zaczął skakać szczekać a ja tylko się z nim witałam. Był tak szczęśliwy, że miał uśmiech na mordce. Usiedliśmy przy stole w salonie i wychodząca ze swojego pokoju moja siostrzenica podbiegła do mnie i się przywitała. Nie widziałam jej tyle czasu i już widzę zmiany. Wzięłam ją na kolana a ona cały czas zerkała na Stylesa i uśmiechała się, ale kiedy on się spojrzał patrzyła już w inną stronę.
- I co Dawid znowu w pracy? - spytałam
- Tak, ale jutro ma wolne na szczęście i mamy jechać do rodziców na obiad a ty się wybierasz?
- No jeśli jest to przyjadę, i dziś też mam zamiar do nich jechać bo przecież nawet się nie odezwałam..
- Wyrodna córko ty. - zaśmiała się Paula a Harry się uśmiechnął
- A gdzie Zayn? - dodała po chwili siostra
- Zayna nie ma ..
- Jak to nie ma? Co jest? - zrzedła jej mina i złapała mnie za rękę na stole.
- Dłuuuuga historia, ale jednym słowem zdradził mnie. - znowu zachciało mi się płakać.
- Słucham?! - oburzyła się. - Ale wiesz przynajmniej z kim?
- Z Anką... - powiedział momentalnie Harry
- O kurwa ... - odpowiedziała Paula. - Ale to jak wy.... ugh, nie wieżę .. - dodała
- Tak ja też nie mogłam uwierzyć, i to jeszcze z moją przyjaciółką rozumiesz? Harry już o tym wiedział jak ja byłam jeszcze w Polsce, ja się wczoraj dowiedziała i to tylko i wyłącznie przez przypadek, bo Anka była u mnie a Zayn nocował po moim powrocie. Gadali na tarasie a ja to usłyszałam... - rozpłakałam się
- Nie płacz siostrzyczko... - powiedziała po czym podeszła i mnie przytuliła. - Nie poddawaj się, jesteś młoda, śliczna, mądra przecież on nie jest jedyny na świcie, znajdziesz jeszcze.
- Mama ja ce situ (mama ja chcę siku). - powiedziała Lenka która siedziała mi na kolanach.
- To chodź, pójdziesz ze mną? - spytał się Harry małej, ona tylko pokiwała głową, że tak.
Chłopak wziął Lenę i poszedł z nią do toalety. My zostałyśmy same. Dałam radę! Tak powstrzymałam płacz... - mówiłam w myślach. Po godzinie gadania stwierdziliśmy, że się zbieramy. Pożegnałam się z siostrzenicą i siostrą i spuchnięta poszłam z psem w stronę samochodu. Harry otworzył mi drzwi a Parysa włożył na tylne siedzenie. Wsiadłam i bacznie obserwowałam każdy ruch loczka który siedział koło mnie.
- Głodna? - spytał
- Jak cholera ..
- No to jedziemy. - uśmiechnął się.
- Dobra ale może najpierw odstawimy Parysa do domu, bo raczej nie będzie z nami jeździł co? - lekko się uśmiechnęłam
- Okejos. Jak Pani sobie życzy. - również się uśmiechnął
Pojechaliśmy do mnie a ja tylko zaprowadziłam psa do domu. Sprawdziłam jeszcze tylko czy ma wodę i karmę i wróciłam do Harrego. Pojechaliśmy do jakiejś restauracji. Kiedy dojechaliśmy był już czas na obiad, ponieważ była 14. Wysiedliśmy z auta i ruszyliśmy w jej stronę. Styles jako dżentelmen otworzył mi drzwi i zajęliśmy stolik. Kelner podał nam menu i zaczęliśmy wybierać dania.
- No to co byś chciała? - zapytał chłopak
- Mielony - odpowiedziałam
- Hahaha, bardzo wyszukane danie. - zaśmiał się loczek.
Podszedł do nas ponownie kelner i złożyliśmy zamówienie, ja wzięłam tego nieszczęsnego mielonego a Harry jakiegoś kurczaka słodko-kwaśnego. Danie przyszło w miarę szybko i zajadaliśmy się. Po skończonym posiłku poszliśmy się przejść po parku który był na przeciwko restauracji. Udaliśmy się tam i usiedliśmy na pierwszej lepszej ławce. Podbiegły do nas 2 dziewczyny i poprosiły o zdjęcie i autograf. Tak .. nawet mnie. Spełniliśmy ich prośbę i ponownie zostaliśmy sami.
- I co dalej? - spytałam patrząc na chłopaka
- A nie wiem, teraz możemy jechać do twoich rodziców tak jak chciałaś.
- Ale nie o to mi chodzi. Co dalej z tym wszystkim?
- Aaa... A to nie wiem. Trzeba dalej żyć no nie.
- No tak, ale co z tobą z zespołem? Przecież nie odejdziesz chyba od 1D?
- Nieee, oczywiście, że nie. 1D to całe moje życie, ale po prostu nie będę zwracał uwagi na Zayna. To był cios w serce z jego strony i również Anki ale ja się nie poddam, nie dam im tej satysfakcji, że to mnie pokonało i dalej nie mogę tak żyć. Właśnie mogę i im to pokaże. - wczuł się w to co mówi i mówił to z prosto z serca. Posiedzieliśmy tak gadając jeszcze ze 20 minut po czym pojechaliśmy do moich rodziców. Przywitaliśmy się i przedstawiłam im Harrego. Niestety musiałam im powiedzieć jaka jest sytuacja, ponieważ pytali się o Zayna a nie chciałam ich okłamywać. Poprosiłam tylko żeby nikomu nic nie mówili. Zaprosili nas na obiad. Nas .. czyli mnie i Harrego. Nie wiem czy oni myślą, że ja z nim świruje czy coś. Przecież to tylko przyjaciel. Bynajmniej tak mi się wydaje... Siedzieliśmy z półtorej godziny i już ruszyliśmy do domu. Przyjechaliśmy do mnie bo Styles nie miał ochoty patrzeć na Zayna. Przed położeniem się na kanapę wyszliśmy jeszcze na chwilę z psem. Po 10 minutach wróciliśmy i uwaliliśmy się na sofie. Włączyłam na chwilę komputer żeby zobaczyć jakieś nowości i zobaczyłam ... "Co się dzieję z Zaynem i Weroniką?" "Czy Harry Styles zajął miejsce swojego przyjaciela?" i miliony zdjęć moich i loczka. Super, po prostu zajebiscie.- pomyślałam. No cóż.. Pokazałam to Harremu a on zaczął się śmiać z głupoty ludzi i z tego co potrafią wymyślić i pisać. Włączyliśmy jakiś film i zalegliśmy, po jakiejś pół godzinie Harremu zadzwonił telefon. Był to Paul, powiedział, że loczek musi przyjechać bo ma z nimi trasę do obgadania. Styles zerwał się, dał buziaka w policzek i pojechał. Zostałam sama... Nie miałam do kogo zadzwonić. Natka poleciała na Cypr z rodzicami i już nikt mi nie został. W trakcie filmu zasnęłam. Następnego dnia pojechaliśmy na obiad do rodziców, oczywiście z Harrym tak jak mówili. Spędzaliśmy z chłopakiem dużo czasu razem ale nic odstającego od przyjaźni się nie wydarzyło. Tak mijały kolejne dni.

____________________________________
Daje kolejny dziś rozdział, podobno na kwaterze ma być internet ale nie wiem czy będzie mi się chciało pisać więc wrzucam do puki mi jakoś idzie :) No i dzięki za miłe komentarze które dają mi chęć do pisania :* 

Rozdział 15

- No kurwa słucham! - krzyknęłam.
- Weronika poczekaj ... - powiedziała cicho Anka
- Nie! Nie będę na nic czekała! Co jest grane? Mam się nie dowiedzieć ale o czym? Całowaliście się czy coś? - zasypałam ich pytaniami.
- We.. - Zayn kręcił przecząco głową ale ja mu przerwałam.
- Przespaliście się ze sobą tak? - i wtedy zły zaczęły ściekać mi po policzkach.
Zayn chciał do mnie podejść ale mu ta to nie pozwoliłam. Pobiegłam do domu a oni za mną. Usiadłam na oparciu od kanapy i nie mogłam w to uwierzyć. Nie powiedzieli mi tego wprost ale również nie zaprzeczyli.
- Nie... To jest po prostu niemożliwe, jakiś pierdolony żart ... - mówiłam sama do siebie trzymając się za głowę.
- Vero... Proszę cię. - mówiła Anka.
- Zamknij się! - krzyknęłam momentalnie. - I ja myślałam, że jesteś moją przyjaciółką a pod moją nieobecność sypiasz z moi chłopakiem tak? Haaa.... No kto by pomyślał, nawet najbliższym nie można ufać. - uśmiechałam się do siebie, sama nie wiem dlaczego chyba z bezradności.
- Weronika... - powiedział prawie szeptem.
- A ty co? Taki kurwa kochaś jesteś.. Stęskniłeś się ta? Za czym co?! Miałam zastępce.. - mówiłam patrząc mu prosto w oczy a z moich leciały łzy.
- Przestań, nie mów tak... - odparł chłopak
- Jak mam nie mówić?! Ruchasz się z moją przyjaciółką a później wkręcasz mi kity, że kochasz , tęskniłeś i nie wiadomo co jeszcze! Jak tak kurwa można ... Jesteś gówniarzem, chujem i nie wiem jak cie już nazwać.- mówiłam płacząc. I zobaczyłam, że Anka zaczęła również płakać.
- A ty czego kurwa płaczesz co? W te wasze upojne noce było wspaniale a ty teraz płaczesz? Jesteście gówno warci! Nienawidzę was! Wynoście się stąd! - krzyknęłam. Oni wciąż stali jak wryci i nic nie mówili.
- Wynocha! - znowu podniosłam głos.
Zayn wziął tylko telefon z wyspy w kuchni a Anka torebkę i wyszli ... Ja wybuchłam nieopanowanym płaczem. Położyłam się na kanapie i płakałam, płakałam i jeszcze raz płakałam. Nie mogłam się powstrzymać to tak bolało. Jak oni mogli? Jeszcze oni.. Mój kochany chłopak i najlepsza przyjaciółka ... Leżałam zapłakana do 1 w nocy a oni wciąż molestowali mnie telefonami i sms'ami. W pewnej chwili na moment przestałam płakać i podniosłam się z sofy, poszłam do kuchni gdzie leżał telefon i wzięłamgo do ręki i nie zwracając uwagi na próbę kontaktu ze strony Zayna i Anki wykręciłam numer do Harrego.
- Helo? - usłyszałam znajomy głos w słuchawce. - Wera, halo! - dodał po chwili, ponieważ się nie odezwałam.
- Harry ... - powiedziałam znowu płacząc.
- Ej co się stało? - spytał
- Harry czy możesz przyjechać? - kolejny raz wybuchłam płaczem.
- Tak mogę, będę za chwile .. - powiedział te słowa i rozłączył się.
Rzuciłam telefon na podłogę i zsunęłam się po ścianie w kuchni. Włożyłam głowę między kolana i rozpaczałam. Wciąż to samo, płakałam i nic poza tym. Już sama miałam tego dosyć ale po prostu nie mogłam przestać nie umiałam .... Po jakiś 10 minutach usłyszałam dzwonek do drzwi. Zerwałam się i poszłam otworzyć. Za nimi stał oczywiście Harry, pierwsze co zrobił to tylko mnie przytulił. Tak ... Wystarczyło tylko tyle ... Bez słowa udaliśmy się do salony i usiedliśmy na kanapie. Usiadłam koło Stylesa a on bacznie mi się wpatrywał, wręcz patrzył prosto w oczy.
- Dowiedziałaś się? - powiedział niepewnie.
- Ty o tym już wiedziałeś? - w tym momencie podniosłam wzrok na chłopaka a on wciąż się na mnie patrzył.
- Ta, wiedziałem ...
- Ale jak kto? I nic mi nie powiedziałeś? - powiedziałam poddenerwowana.
- Weronika! Popatrz na mnie.- Ja w tym momencie popatrzyłam Harremu prosto w oczy. - Nie powiedziałem, ponieważ nie powinnaś dowiedzieć się tego ode mnie. To ich wina już nie wnikam kto chciał bardziej a kto nie, ale to oni wszystko spieprzyli a było dobrze. Każdy był szczęśliwy ale nie... Jak zwykle coś musiało się rozjebać..
- Ten sms ... To był wtedy do Anki prawda? - spytałam cicho
- Tak ... Wtedy się dowiedziałem ... Ona napisała mi to sms'em i byłem bezradny, nie wiedziałem co mam zrobić, po prostu nic. Ej i nie płacz już. Jakoś się ułoży obiecuje. - powiedział ciepłym głosem ocierając mi łzy.
Nie odpowiedziałam mu tylko po prostu się do niego przytuliłam bez słowa. On nie zaprzeczał, wręcz jeszcze bardziej mnie do siebie przyciągnął. Czułam jego bicie serca ... i Oddech na plecach i wtedy wszystko powróciło.. To przemyślenia z ostatnich czasów i to co czułam przy pierwszym spotkaniu. Kiedy się od siebie oderwaliśmy Harry zaczął.
- Pamiętasz nasze pierwsze spotkanie? - zaśmiał się lekko
- Pewnie, ze pamiętam... - uśmiechnęłam się.
- Byłaś wtedy taka wystraszona i bezradna.. - mówił nie patrząc na mnie tylko na podłogę.
- A ty mi pomogłeś ..
- I to było chyba najlepsze co w życiu zrobiłem, dzięki temu poznałem ciebie.
- No ja poznałam ciebie dzięki temu, że Pa... Kurwa Parys! Zapomniałam o nim!
- To oni nie jest u twojej siostry?
- No właśnie jest. Przez to całe zamieszanie zupełnie o nim zapomniałam miałam go odebrać, a nawet nie odezwałam się do Pauli ani do nikogo nawet do rodziców.... - powiedziałam zmartwiona
- Ej.. Spokojnie, jutro to załatwimy okej? Pojadę z tobą po Parysa i odwiedzisz rodziców zgoda? - spytał z uśmiechem na twarzy,
- Dobrze, dzięki ..
- Nie ma za co. Dobra chyba się zbieram bo już po 2. - powiedział wstając z kanapy
- No trochę późno. - dodałam odprowadzając go do drzwi.
- Masz zakaz płakania rozumiesz? - zaśmiał się
- Okej okej .. - uśmiechnęłam się lekko.
- Nie okej okej, tylko "oczywiście kochany Harry" - mówił podnosząc moją brodę. - Rozchmurz się, to jeszcze nie koniec świata. Jesteśmy w tej samej sytuacji i w to samo zamieszani, musimy się trzymać razem. Ale jeśli będziesz wyła to twój osobisty lekarz doktor Styles przybędzie na ratunek. - pokazał szereg zębów.
- Oczywiście doktorze. - i poszłam w jego ślady również szeroko się uśmiechając.
- No i tak ma być.
- Dziękuje Harry.. Za to, że w ogóle o tej godzinie przyjechałeś i mnie pocieszasz choć jesteś takiej samej sytu..- przerwał mi dając buziaka w policzek.
- Jadę. Jutro jak tylko wstaniesz to dzwoń i przyjadę po ciebie, a teraz dobranoc. - ponownie się uśmiechnął kierując się w stronę auta.
- No dobranoc. - dodając lekki uśmiech.
Zamknęłam drzwi i poszłam na górę do sypialni. Rozebrałam się i założyłam piżamę, nawet już nie chciało mi się myć, rano to zrobię. Kładąc się do łóżka dostrzegłam białką koszulkę Zayna na krześle. Tylko nie płacz, nie wolno płakać. Weronika kurwa nie płacz. - mówiłam sama do siebie. Ale nie wytrzymałam, kolejne krople łez spływały mi po policzku. Trudno, widocznie tak musiało być - pomyślałam. Do 4 nie spałam ale chwilę po i nie dałam już razy i zmęczenie zwyciężyło. Kiedy się obudziłam była 11. Pierwsze co to tak jak obiecywałam zadzwoniłam do Harrego i oznajmiłam, że już wstałam a on powiedział, że będzie za godzinę i żebym nic nie jadła, ponieważ on mnie gdzieś zabierze. Tak jak powiedział tak zrobiłam. Wzięłam tylko prysznic i się ubrałam. Po godzinie usłyszałam jak ktoś zawzięcie trąbi, więc szybkim krokiem wyszłam z domu biorąc torebkę i zamykając drzwi. Wsiadłam do samochodu loczka a on na przywitanie dał mi buziaka w policzek a ja to odwzajemniłam. Pokierowałam go gdzie ma jechać do mojej siostry i ruszyliśmy. Droga trwała zaledwie 15 minut ale było zabawnie. Styles włączył głośno muzykę w radiu i zaczął tańczyć wyglądało to tak (Klik). Z tą jego minął ja zwijałam się ze śmiechu.

____________________________________
Siemanko! dodaje tak z dnia na dzień bo jutro rano wyjeżdżam na tydzień i nic nie napisze. Mam nadzieję, że się podoba no i zapraszam do czytania i komentowania <3

Rozdział 14

- Przepraszam. - szepnął mi do ucha.
- Nie gadajmy już o tym. - uśmiechnęłam się lekko
- A co nawet buzi nie dostane? - podniósł jedną brew
- No dostaniesz dostaniesz przystojniaczku. - powiedziałam po czym pocałowałam go namiętnie, i wtedy dotarło do mnie jak się za nim stęskniłam i jak przez te parę dni mi go brakowało.
- No i to rozumiem. - odparł
- Ej ej ej, a co ty tu masz? To malinka? - wskazałam na jakąś czerwoną plamkę na jego obojczyku.
- Niee no coś ty, obtarłem sobie jak na próbie byliśmy.
- Jasnee .. Dobra jedzmy już. - powiedziałam
Wsiedliśmy do auta i pojechaliśmy do mnie. Kiedy patrzyłam jak Zayn się słodko skupia gdy prowadzi aż mnie to bawiło. Przez całą drogę z lotniska dokuczałam mu a on na światłach kiedy staliśmy odpłacał mi się tym samym. Uwielbiałam te jego odpały ale lubię też kiedy jest taki szarmancki i ułożony choć rzadko to się zdarza. Stęskniłam się za nim. Tak , mimo tych wszystkich nie porozumień które w tym czasie były. Jak tylko mnie przytulił poczułam, że jestem u siebie na swoim miejscu tak jak powinno być.. I przy nim, przynajmniej mam nadzieję. Kiedy już dojechaliśmy do domu Zayn wziął moja walizkę i ruszył w stronę drzwi które właśnie otwierałam. On w momencie postawił bagaż i przysunął się do mnie opierając się o drzwi.
- Mamy cały dzień dla siebie? - spytał z tym swoim seksownym uśmieszkiem
- Jeśli Pan tylko chce to oczywiście. - odparłam śmiejąc się
- Pan? No okej... A noc ma Pani wolną w takim razie?
- Hmm.... Wie Pan co? Może się znajdzie chwila ..
- O kuszące ... To ja bym prosił gdzieś mnie tam wcisnąć w swoim kalendarzyku bo strasznie się za Panią stęskniłem i chcę się nacieszyć.
- Hahaha, nienormalny jesteś. Dobra chodź. - powiedziałam otwierając drzwi
Po wejściu do domu Zayn postawił walizkę na przedpokoju i położył się na kanapie, ja poszłam w jego ślady i położyłam się na nim. Włączyliśmy telewizje i akurat leciał film "Kwiat Pustyni". Pod koniec tak się spłakałam, ze aż Mulat mnie uspokajał bo dostałam prawie spazmów. To co jest pokazywane w tym filmie jest niedopuszczalne normalnie. Ale nawet nasz bad-boy się tym przejął i miał oczy jak pięć złotych przy tej strasznej scenie. Film się skończył a Malik stwierdził, że jest głodny a ja w lodówce nie miałam praktycznie nic więc zamówiliśmy pizze. Po jakiś 40 minutach przyjechała i się zajadaliśmy w salonie. Jeszcze tak posiedzieliśmy, pogadaliśmy i pośmialiśmy się gdy nastał wieczór. Jak wcześniej mój kochany chłopak prosił znalazłam dla niego czas i on napisał tylko do Liama, że zostaje u mnie na noc. Poszliśmy do sypialni a tam się wydarzyło to co każdy myśli, zwykła ludzka rzecz ludzie kochający się uprawiają sex. Kochający? Hmmm... No tak też może być. Jak zwykle było wspaniale, spontanicznie, romantycznie i zabawnie zarazem. Zayn jest nienormalny i chyba każdy o tym wie. Po całym zajściu zasnęliśmy. Rano obudziłam się około 10 lecz Mulata nie było koło mnie, ale usłyszałam lecącą wodę w łazience. I w tej chwili wyszedł Zayn z ręczniku.
- A no dzień dobry. - słodko się uśmiechnął
- Dzień dobrzy, dzień dobry. - również się uśmiechnęłam. - Kurwa!!!!! Pająk, weź go! - krzyknęłam z przerażenia.
- Hahaha, gdzie? - spytał Malik wręcz sikający z mojej reakcji.
- Na szafce i nie śmiej się głupcze. Weź go no! - wciąż krzyczałam ale w pewnym momencie wyobraziłam sobie moją minę i sama zaczęłam się śmiać.
- Okej biorę ale nie krzycz już.
- Dobra sorry... - mówiłam przez lekki śmiech.
Zayn wziął tego nieszczęsnego pająka i wywalił go za okno. Po tej całej wielkiej akcji zeszliśmy na dól coś zjeść. Otwierając lodówkę przypomniałam sobie, że nic w niej nie mam i w tym czasie zadzwonił mój telefon na górze. Pobiegłam szybko do sypialni i odebrałam.
- Haaaaaalo?
- Heloł moto! - mówiła przez słuchawkę roześmiana Anka.
- Hahaha, no cześć cześć! Co tam?
- A dobrze wszystko. Wybieram się do ciebie kochana. Mam nadzieję, że jesteś w domu?
- Jestem jestem kotuś. Ej! gdybyś mogła to weź kup jakieś pieczywo i jajka.
- Spoko, będę za pół godzinki to narazie!
- No narka.
Po rozmowie zeszłam na dół do Zayna który standardowo leżał rozwalony na kanapie przed telewizorem. Podeszłam do niego od tyłu i zaczęłam lekko masować po barkach. On tylko odwrócił głowę i w tym momencie zaczęło lecieć "one thing" a Malik zaczął śpiewać. Wstał do mnie a ja roześmiana z jego wręcz powagi stałam jak wryta. Podszedł do mnie i śpiewał mi prosto wo oczy po czym wziął mnie na ręce i położył na kanapie a następnie zaczął mnie gilgotać. Wtedy zaczęłam się śmiać i prosiłam żeby przestał.
Po jakimś czasie i po wielkiej bitwie którą ja i tak wygrałam bo zwaliłam go z kanapy i usiadłam na niego przestał. Zayn chciał mnie z siebie zwalić ale nie udawało mu się to zbytnio więc swoją jedną ręką objął moje dwie i przyciągnął głowę do mojej i pocałował. Ja wtedy wymiękłam... Co jak co ale całować to umiał doskonale. W jednej chwili zadzwonił dzwonek do drzwi. Szybko wstałam z leżącego Malika i poszłam otworzyć. To była oczywiście moja ukochana przyjaciółka Anka.
- Czeeeeeeeeeeeść! Ale się stęskniłam! - krzyknęłam wręcz przytulając ją.
- Sieeeeema! No ja też ślicznotko!
- Dobra wchodź. - powiedziałam a ona zrobiła krok i ją zamurowało.
- Oooo nie wiedziałam, że Zayn będzie... - powiedziała nie patrząc nawet w jego stronę.
- Tak ciebie też miło widzieć Aneczko. - odparł uśmiechnięty wstając z podłogi.
- Hahaha no ciebie też. - wytknęła mu język.
- Dobra to daj zakupy i zrobię coś do jedzenia. - powiedziałam biorąc reklamówkę.
- My idziemy na taras! - krzyknął Malik kierując cię w tamtą stronę.
- Okej! - odparłam i zaczęłam pichcić.
Po chwili zachciało mi się strasznie siku więc poszłam w stronę łazienki który była tuż przy tarasie. Usłyszałam tylko cichą rozmowę pomiędzy Anką a Zaynem więc strasznie mnie to zaciekawiło. Usłyszałam tylko słowa " Ona nie może się o tym dowiedzieć" wychodzące z ust przyjaciółki i dostrzegłam, że trzymają się za rękę siedząc koło siebie.
- Czego mam nie wiedzieć? - powiedziałam ze smutną miną
- Weronika... - zaczął mówić Zayn. - Nie nic. - uśmiechnął się lekko i niepewnie.
- Pff... Jasne. Co tu jest do cholery grane? - odparłam a do oczu momentalnie napłynęły mi łzy


poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Rozdział 13

Tego samego dnia planowałam jechać do mojej rodziny żeby ją odwiedzić. Bardzo stęskniłam się za babcią i dziadkiem którzy byli po prostu wspaniali. Zachowywali się pies i kot ale kochali się nad życie. Po zjedzeniu śniadania poszłam się ogarnąć a o 16 byłam już gotowa. Nie chciałam budzić Igora który wielce chorował po urodzinach więc poszłam na autobus. Wychodząc z domu krzyknęłam tylko głośno "wychodzę" i poszłam. Pomyliłam kierunki poruszania się i poszłam na drugą stronę ulicy gdzie autobus jechał w zupełnie inną stronę. Dobrze, że na czas się zorientowałam. Kiedy zdążyłam przejść na właściwą stronę ulicy mój bus podjechał. Po 15 minutach byłam już pod domem dziadków. Wybiegłam z pojazdu i podbiegłam pod drzwi domu mocno pukając.
- Już już idę. Spokojnie. - powiedziała babcia donośnym głosem.  - O mój boże córeńko! - dodałam otwierając drzwi ze łzami w oczach.
- Cześć babciu! - krzyknęłam rzucając jej się na szyję.
- Sabina co tam się dzieje? - zauważyłam dziadka wynurzającego się zza rogu. - Matko Święta, Weronisia!- Dziadek podszedł i również mnie uściskał.
- No wchodź, nie będziemy stali w drzwiach. - powiedziała babcia z ogromnym uśmiechem na ustach.
Usiedliśmy na kanapie w salonie popijając herbatę a dziadkowie nie mogli w to uwierzyć , już ponad rok mnie nie widzieli i nie spodziewali się mnie tutaj. Bardzo się cieszyli a ja razem z nimi, że zrobiłam im niespodziankę. Siedzieliśmy tak przez 2 godziny. Opowiadałam im o wszystkim i o wszystkich. W pewnej chwili zadzwonił mi telefon. Szybko wyciągnęłam telefon z torby i wstałam z sofy.
- Hej słońce.- usłyszałam ciepły głos Zayna w słuchawce.
- Cześć kochanie, ej słuchaj nie mogę teraz rozmawiać jestem u dziadków. Zadzwoń później.
- Tak jak zwykle nie masz na mnie czasu... - odparł cichszym głosem
- Zayn proszę cię, pogadamy później. A z resztą i tak jutro wracam i się nie obrażaj. - dodałam stanowczo
- Dobra jak chcesz, siema. - powiedział obrażony chłopak
- Tak ... Narazie - odpowiedziałam
Wróciłam do rodziny i jeszcze pogawędziliśmy ze 40 minut. Musiałam się już zbierać bo za chwile miałam ostatni autobus tego dnia. Pożegnałam się z dziadkiem a babcia poszła mnie odprowadzić na przystanek.
- I jak Ci się układa powiedz z tym twoim chłopakiem? - zapytała babcia
- Dobrze. - uśmiechnęłam się
- Kłamiesz... Widzę po oczach, że coś jest nie tak.
- Nie babciu na prawdę wszystko w porządku, tylko obraził się bo mówi, że nie mam dla niego czasu.
- Kochanie, nie możesz tak tego zostawiać, to on teraz jest najbliższą Ci osobą i którą teraz najbardziej kochasz. - uśmiechnęła się lekko
- Tak ... Tylko ja już sama nie wiem czy go kocham .... - spuściłam głowę
- To musisz pomyśleć to tak na prawdę was łączy i co do niego czujesz.
- Wiem, ja na początku myślałam, że to miłość od pierwszego wejrzenia, ale to z czasem zaczęło mijać. Nie wiem co mi jest, może to tylko chwilowe, zobaczymy ..
- Dąż do szczęścia kochanie. - powiedziała babcia i uściskała mnie bo akurat podjechał mój autobus.
Wsiadłam i pojechałam. Po kolejnych 15 minutach dojechałam do domu. Weszłam a na kanapie leżał rozwalony Igor.
- Siema pijaku. - rzuciłam żartobliwie
- Błagam nie przypominaj mi nawet - zaśmiał się
- Już Ci lepiej? - dodałam siadając koło niego i dotykając go po czole, ponieważ dostrzegłam, że ma pąsy na policzkach.
- Jak przyszłaś to tak. - powiedział po czym niespodziewanie się do mnie przysunął i pocałował.
- Igor ..... - odparłam lekko odsuwając się od niego. - Proszę cie, wiesz, że nic z tego nie będzie i ja mam chłopaka .
- Tak wiem , przepraszam .... Po prostu brak mi dziewczyny a, że ty jesteś padło na ciebie. - uśmiechnął się zawstydzony
- Dobra lecę się ogarnąć , spakować i spać, bo jutro rano lecę.
- Właśnie wiem, będę stęsknił . A odwieźć cię na lotnisko? - spytał
- Ja też będę . - powiedziałam przytulając go po koleżeńsku. - Gdybyś mógł to chętnie. - uśmiechnęłam się.
- Pewnie, że bym mógł, dla ciebie zawsze brzydalu. - zaśmiał się
- Taaa! Dzięki. ssij. - pokazałam mu Fuck you. - Dobra ide się spakować.
- Okok. - powiedział rozbawiony.
Poszłam na górę do swojego pokoju i spakowałam rzeczy i wyjęłam tylko te na jutrzejszą podróż. Poszłam do łazienki pod prysznic i położyłam się. Samolot miałam na szczęście o 10 więc nie musiałam wstawać tak wcześniej jak poprzednim razem. Kiedy położyłam się wzięłam jeszcze telefon i zaczęłam dzwonić do Zayna, ale on nie odbierał. Jak nie to nie trudno ..- pomyślałam. Położyłam telefon na szafce i odwróciłam się na bok. Po 2 minutach dostrzegłam, że mój telefon wibruje. Miałam nadzieję, że to Malik i szybko wzięłam go do ręki, ale ... pomyliłam się to nie był on ale jeszcze bardziej się zdziwiłam, że był to sms od Harrego.
- " Jak mogłaś mi to zrobić?!".
- " Ale co?" - odpisałam zdezorientowana.
- " Oj sorry nie do ciebie, przepraszam"
- " Ej Harry co się dzieję, do kogo takie sms'y jeśli mogę wiedzieć? "
- "A nie, tylko do mamy"
- " Haa ta jasne! To co takiego zrobiła Haroldzie? ;>"
- " A no wiesz, wywaliłam mi moje stare przebranie brokuły :( "
- " No naprawdę straszne :( " - Tak na prawdę wiedziałam, że to wcale nie o to chodzi... ale nie chciałam na niego naciskać.
- " Hehe, Ej dobra ty jutro wracasz tak? :D" - napisał zmieniając temat
- " Tak, ale chyba będę zdana na siebie, bo nie wydaję mi się, że Zayn będzie miał chęć po mnie przyjechać... "
- " Jak to? Co jest? "
- " Mówi , że nie mam na niego czasu ani nic ... Z resztą już sama nie wiem, pojebane już to jest.. Ach, z resztą nie ważne :P "
- "Ważne.. Jak nie on To ja po ciebie przyjadę! :)) "
- " Hahaha okej :D Jakby co to o jakoś o 13 ląduję, ale jednak mam nadzieję, że mój kochany chłopak raczy się do mnie odezwać albo przynajmniej odebrać telefon..."
- " Ach ten Zayn, bad boy z niego nie wychodzi :P"
- " Jasne jasne, dobra kładę się spać. Dobranoc x" - Sama nie wiem dlaczego napisałam mu " Kiss" ale nawet nad tym tak nie myślałam.
- " No, słodkich snów :)x "
Zadowolona odłożyłam telefon na półeczkę wcześniej ustawiając budzik na 7.40.

 ~ Rano ~
Wstałam nawet wyspana i szybko zaczęłam się zbierać. wszystko zajęło mi 20 minut razem z poranną toaletą. Nawet nie zjadłam śniadania ani nie zajrzałam do Igora zobaczyć czy wstał, ale kiedy o 8 zeszłam na dół z walizką on już stał przy drzwiach. Uśmiechnęłam się tylko a on wziął mój bagaż i wyszliśmy z domu. Droga ponownie nam zajęła godzinę więc do odlotu miałam również godzinę. Nie marnowałam czasu. Mocno uściskałam i pożegnałam się z przyjacielem po czym weszłam na lotnisko. Odprawa zajęła parę minut więc poszłam do kawiarni na śniadanie. Kupiłam jakąś kanapkę i kawę. Po zjedzeniu zostało 10 minut. Szybko się zebrałam i poszłam do wejścia C. Szybko poszło i zajęłam wyznaczone miejsce. Na moje nieszczęście usiadła koło mnie jakaś wariatka. Po starcie cały czas się na mnie patrzyła, po chwili powiedziała.
- O mój bosz! To ty jesteś dziewczyną Zayna Malika! - krzyknęła
- Taa .. - odparłam na odczepkę
Dziewczyna miała pewnie z 15 lat ale zachowywała się na 9. Cały lot mnie męczyła i zarzucała pytaniami na które ja i tak jej nie odpowiadałam. Na szczęście lot minął błyskawicznie. Wysiadłam z samolotu i poszłam bo walizkę. Moja była prawie ostatnia więc dobre 10 minut jeszcze postałam czekając na nią. Kiedy już ją dorwałam poszłam w stronę wyjścia, a tam na przeciwko niego stało czerwone ferrari którym przyjechał Zayn. Wyciągnęłam telefon z kieszeni bo wibrował mi. Zobaczyłam sms'a od Harrego:
- " Wiem, że on po ciebie pojechał więc ja się już nie fatygowałem i nie będę wam przeszkadzał :)"
Nie odpisałam mu bo nawet nie wiedziałam co. Szybko podeszłam do Zayna a on mocno mnie przytulił.

_______________________________________
JEŻELI TO CZYTACIE TO KOMENTUJCIE! PROSZĘ WAS LUDZIE. JAKIEŚ ZNAKI ŻYCIA :D NO I MAM NADZIEJĘ, ŻE SIĘ PODOBAŁO I POSTARAM SIĘ CZĘŚCIEJ DODAWAĆ MORDECZKI <3


środa, 1 sierpnia 2012

Rozdział 12

Po około 3 godzinach wylądowaliśmy. Byłam zmęczona tym całym ściskiem w samolocie i ludźmi. Przecisnęłam się między siedzeniami i wyszłam, poszłam po bagaż i dzięki Bogu mój był jako 2 z kolei. Wzięłam go i szybkim krokiem poszłam w stronę wyjścia. Przed lotniskiem zobaczyłam Igora który na mnie czekał i oczywiście nie mogło zabraknąć paparazzi którzy śledzili mnie na każdym kroku. Gdy go zobaczyłam rzuciłam torby na ziemię i skoczyłam mu w ramiona. Byłam tak szczęśliwa, że go zobaczyłam po takim czasie. Ale oczywiście przerwali nam dziennikarze...
- Chodź spadamy stąd. - powiedziałam do chłopaka i wzięłam swoje bagaże. 
- Daj pomogę Ci. - dodał  Igor po czym wziął moją walizkę i włożył ją do bagażnika. - Proszę bardzo ślicznotko. - powiedział otwierając mi drzwi samochodu. 
Wsiadłam i po chwili ruszyliśmy. Przez całą drogę śmieliśmy się i rozmawialiśmy o tym co się u nas zmieniło i wspominaliśmy jak było kiedyś. Droga nam zajęła około godziny ale to był dobrze spędzony czas. Dojechaliśmy, na ten czas co byłam w Polsce miałam mieszkać u Igora. Wysiedliśmy, wzięliśmy bagaże i poszliśmy do domu. Było ślicznie, nowoczesny i fajnie urządzony. Przyjaciel pokazał mi pokój w którym będę spała i tam zanieśliśmy moje rzeczy. Wzięłam szybki prysznic i przebrałam się bo czułam się taka brudna i nie mogłam znieść tego. Po kąpieli zeszłam na dół do salonu gdzie siedział Igor oglądający telewizję. 
- Co oglądasz? - powiedziałam siadając koło niego.
- Jakiś shit na mtv. - odpowiedział z uśmiechem po czym przyciągnął mnie do siebie tak, że leżeliśmy przytuleni do siebie. 
- I co jutro już impreza co. - dodałam patrząc na niego 
- Tak wreszcie. Ale najbardziej się cieszę, że ty przyjechałaś. - powiedział słodkim głosem. 
- Też się cieszę, ale ... Igor, mam nadzieję, że między nami już nic nie ten... no wiesz. - odparłam niepewnie 
- Wiesz ... nie no jeśli nie chce to nie oczywiście, a z resztą wiem, że masz tam tego swojego Zayna który na ciebie czeka. Ten to ma farta. - powiedział ciszej 
- Oj przestań, nie farta tylko po prostu wykorzystał swoją okazję, albo to ja raczej mam zajebistego farta. A ty już swoją okazje miałeś i stało się jak stało. Niestety się nie odstanie słonko. - dodałam sarkastycznie
- Dzięki za pocieszenie. - zaśmiał się 
- O kurwa! Zapomniałam powiedzieć  Zaynowi, że wylądowałam. Poczekaj muszę zadzwonić.  - powiedziałam schodząc z kanapy po czym wyjęłam komórkę z kieszeni wykręcając numer Mulata. 
- Dzwoń, stęsknił się pewnie. 
Dzwoniłam do niego 3 razy a on nie odbierał napisałam 2 smsy na które też nie odpisał, nie wiedziałam co się dzieje. Usiadłam ponownie koło Igora, ale tylko na sekundę bo po chwili usłyszałam dźwięk mojego telefonu który położyłam na stole. Szybko wzięłam go do ręki i odebrałam. 
- Cześć słońce - powiedział radośnie. 
- No cześć, dlaczego nie odbierasz? - spytałam podejrzliwie
- Brałem prysznic i nie słyszałem, a ty co porabiasz? 
- Teraz odpoczywam po podróży no a jutro impreza. 
- Ej tylko grzecznie tam! Ej, a właśnie.... Co to za zdjęcia co się przytulasz z jakimś kto to do cholery jest? - powiedział zbulwersowany
- To jest Igor idioto, przecież Ci go pokazywałam. A co napisali pewnie, że przyleciałam do Polski i zdradzam słynnego Zayna Malika z Igorem Leonikiem wielką gwiazdką YCD taa? Błagam ... - odparłam 
- Hahahaha no dosłownie tak napisali, ale mam nadzieję, że to nie jest prawda? 
- No oczywiście, że nie. Chyba, że mi nie ufasz ... 
- Ufam kochanie ufam. Dobra to nie przeszkadzam, jak tylko zatęsknisz to dzwoń. Kocham cię, narazie - powiedział ciepłym głosem 
- No paaa.. - odparłam 
Kurwa znowu.... Ta cholerna niepewność. Czy ze mną jest coś nie tak? On mówi mi, że mnie kocha a ja tylko potrafię odpowiedzieć paa? To paranoja.... Co do cholery ze mną się dzieje? Może to jakieś przeczucie albo obawa? Sama już nie wiem, zaczyna to się dziać chore. Nadszedł wieczór, zjedliśmy coś i stwierdziłam, że położę się spać bo byłam zmęczona. Przebrałam się w piżamę i poszłam do łóżka, szybko zasnęłam. Następnego dnia obudziłam się o 10, raczej ktoś mnie obudził. 
- Weronika, wstawaj! Obiecałaś, że pomożesz mi w imprezie a mamy w chuj rzeczy do zrobienia. - wykrzyczał chłopak 
- Dobra ale zamknij się i nie krzycz! - powiedziałam wściekła. Nie cierpię jak ktoś mnie budzi.. 
- Okej, ale dawaj szybko, bo do sklepu na zakupy trzeba jechać i ogarnąć dom kochanie ty moje - odparł sarkastycznie
- Weź wyjdź, zejdę za chwile. 
Byłam wściekła i niewyspana. Jak na mnie to za wcześnie, nie odzwyczaję się od takiego długiego spania bo nawet z Zayne lubimy dłużej pospać. Wstałam z łóżka przeciągając się i poszłam do łazienki. Zrobiłam wszystkie potrzebne poranne czynności i zeszłam na dół do chłopaka. On już był gotowy i stał przy drzwiach. Wsiedliśmy do auta i wyruszyliśmy na zakupy. Wróciliśmy po prawie 3 godzinach. Byłam zmęczona jak pies, biegałam za nim bo jemu się jeszcze przypomniało, że musi fajnie wyglądać a nie ma co na siebie dziś założyć, więc łaziliśmy po sklepach z ubraniami. Po powrocie zaczęliśmy przygotowywać dom do urodzin, przekąski i inne gadżety. Na zegarze dostrzegłam, że jest 17.53 więc powiedziałam o tym Igorowi a on powiedział, że on zdąży się uszykować, ale żebym ja poszła się już zacząć ogarniać bo z moim tempem do 20 mogę się nie wyrobić. Szybko się ubrałam, umalowałam i była gotowa. Nadeszła 19 wszyscy goście zaczęli się schodzić. Igor witał ich a ja siedziałam i ładnie się uśmiechałam bo większości z nich nie znałam a oni mnie tylko kojarzyli jako dziewczynę Malika. W pewnej chwili dostałam sms'a od Natki żebyśmy wbili na Skype bo mają niespodziankę dla Leonika. Jak powiedziała tak zrobiliśmy, podłączyliśmy laptopa pod telewizor i zadzwoniliśmy. Wyskoczyła cała 7. Natka, Anka i wszyscy chłopcy. Strasznie się ucieszyłam, że ich zobaczyłam ale widziałam dziwną minę Harrego. Nie brałam tego do siebie bo może po prostu miał zły dzień. Wszyscy zaśpiewali Igorowi Sto lat po polsku mimo tego, że oprócz dziewczyn żaden z chłopaków go nie znał. Po rozmowie zaczęliśmy się ponownie bawić. Impreza trwała do 5 nad ranem, większość była zachlanych w trupa oprócz mnie. Po ostatniej imprezie miałam dosyć, napisałam się ale z umiarem. Jako jedyna prawie trzeźwa zaczęłam wszystkich ogarniać i pozamawiałam taksówki, a później musieli radzić sobie sami. No trudno, takie życie. Solenizanta położyłam do jego łóżka a sama poszłam do siebie. Tego samego dnia rano raczej o 14 dopiero oboje wstaliśmy. Widziałam po Leoniku, że jest strasznie skacowany aż było mi go szkoda, dlatego postanowiłam być miła i przyniosłam mu do łóżka jajecznicę do tego dużo wody i tabletki na kaca. Ze mną było dobrze, lekko bolała mnie głowa ale było spoko.