niedziela, 14 października 2012

Rozdział 37

Położyłam Olivera to łóżeczka bo już dawno smacznie spał i zeszłam jeszcze na dół do Harrego który grzebał w lodówce. 
- Czego tak szukasz? - spytałam stając na nim i obejmując. 
- Mam na coś ochotę... - skrzywił się. 
- Ale na co? 
- Na ciebie. - odwrócił się ze swoim łobuzerskim uśmiechem. 
- Puknij się w głowę. - zaśmiałam się. - Nie wiem jak ty, ale ja idę spać. - chciałam odejść ale loczek mnie trzymał. 
- Nie idziesz, no to posiedź przynajmniej ze mną, bo chce mi się jeść. 
Zostałam, a mój chłopak przyrządził sobie tosty. Usiedliśmy na kanapie i włączyliśmy telewizor. Latałam po kanałach i trafiłam na MTV gdzie leciała piosenka Maca Millera. Zostawiłam, ponieważ po tym miały być kulisy. A, że mam taką propozycję chciałabym zobaczyć jak to wszystko wygląda mimo tego, że widzę jak idzie robota na planie chłopaków. Harry patrząc co włączyłam tylko przewrócił oczami. 
- Za bardzo przeżywasz wiesz? - zaczęłam. 
- Ja nie przeżywam kochanie, tylko się martwię. - mówił z pełną buzią. 
- Przełkniesz najpierw? - zaczęłam się śmiać. 
- Dobra już, no więc martwię się żeby przez tą całą sławę która może cię dopaść nie uderzyła Ci woda sodowa do głowy. - uśmiechnął się. 
- Nie martw się nie uderzy, teraz opiekuję się tobą, aaa z resztą... Może odmówię. - popatrzyłam na niego. 
- Dlaczego? 
- Ja już jestem matką a nie dziewczynką która będzie się gibała przy jakimś raperze. Nie wiadomo co by jeszcze wymyślili, może jakieś pocałunki, macanki i tym podobne. A oczywiście na coś takiego się nie piszę. 
- Boże jak ja cię kocham, że ty taka rozsądna jesteś. - pocałował mnie. 
Jakiś czas jeszcze posiedzieliśmy i poszliśmy się położyć. Coś mnie tknęło i zajrzałam do łóżeczka małego. Nachyliłam się i w ogóle nie czułam, że oddycha. Dotknęłam jego klatki piersiowej która się nie unosiła. Przeraziłam się i nie wiedziałam co zrobić. Mój maluszek nie oddycha... 
- Harry, kurwa dzwoń po pogotowie! - zaczęłam krzyczeć przerażona. 
- Co się stało? - podbiegł do mnie. 
- Olivera nie oddycha. No dzwoń! - krzyknęłam. 
Zrobił jak kazałam. Zadzwonił po karetkę która była w przeciągu kilku minut. Razem z Harrym wsiedliśmy do karetki która zabierała nasze dziecko. Nie wiedziałam co mu jest, tak nagle przestał oddychać. Strasznie płakałam, a Styles próbował mnie uspokajać, choć on też miał łzy w oczach. Kiedy dojechaliśmy do szpitala od razu wzięli go na badania mając nadzieje, że coś się okaże. Siedzieliśmy z niecierpliwością na wyniki. Niestety... Lekarz wyszedł z gabinetu a my siedzieliśmy na poczekalni przez salą. 
- Co się dzieje? Co z nim? - wstałam i podeszłam do lekarza. 
- Przykro mi.. - zaczął patrząc na podłogę. - Państwa syn miał wadę serca, która wcześniej nie była leczona. Przestał oddychać a serce maluszka stanęło. Nie dało się nic zrobić. - spojrzał w moje zapłakane oczy. 
- Nie... Niee, to nie możliwe.. To nie może być prawda! On musi żyć.... Musi... - krzyczałam płacząc bez opamiętania. 
- Ja pierdole... - Harry płakał trzymając się za głowę. 
Podszedł mnie przytulić, a ja nie wytrzymałam. Płakałam jak jeszcze nigdy w życiu. Mój mały skarb umarł. Moje maleństwo które należało do mnie i urodziło się we mnie. 
- Chce go zobaczyć. - powiedziałam w stronę doktora. 
- Tak oczywiście, proszę tędy. - odparł. 
- Weszliśmy powoli do pomieszczenia, gdzie leżał nasz syn. To był najgorszy widok mojego życia. Chciałam go wziąć na ręce, mocno przytulić i wycałować za wszystkie czasy lecz nie mogłam... Mój synek nie żył.. Jego małe jeszcze ciepłe ciałko bezradnie leżało, a ja nie mogłam nic z tym zrobić.. To moja wina. - obwiniałam się w myślach. Słyszałam ciche szlochanie zza moich pleców. Stałam jak wryta i nie wiedziałam co zrobić, czy wziąć coś ostrego i wbić sobie w samo serce czy lepiej żeby ktoś to zrobił. Harry długo nie stał za mną, w pewnej chwili podszedł do małego i złapał go za tą małą rączkę. Zrobiłam to samo. Wciąż miałam nadzieję, że otworzy swoje piękne oczka i zacznie się wyginać, bo coś mu nie będzie pasowało. Ale niestety... Nie doczekałam się tego.. Po chwili, nie mogłam już na to patrzeć, a przed oczami miałam tylko czarne wizję.. Kiedyś usłyszałam takie słowa "Dzieci nigdy nie powinny umierać przed rodzicami, zawsze powinno być na odwrót". Dopiero w tej sytuacji mi się przypomniało i było to najprawdziwsze zdanie na świecie.. Już nie wytrzymałam, bez słowa wybiegłam z sali i przepychałam się żeby wyjść z tego cholernego szpitala. Kiedy już wszyłam klęknęłam na środku chodnika i płakałam, płakałam i płakałam, wręcz krzyczałam z tego wszystkiego. Dlaczego ja? Co ja takiego zrobiłam? Chciałam mieć tylko szczęśliwą rodzinę a to wszystko się rozjebało... Boże jak mogłeś...? Była noc, a ja wyjąc klęczałam pod drzwiami szpitala jak jakaś wariatka. 
- Weronika. - usłyszałam głoś Harrego, który zaczął mnie podnosić. 
- Powiedz, że to nie prawda. Proszę... powiedz.. - przytuliłam się do niego jak najmocniej umiałam. 
- To prawda kochanie... Przykro mi, ja też nie mogę w to uwierzyć... Czuję się jakby zabrali mi cząstkę mnie... 
- Moje maleństwo, nigdy już go nie przytulę...Moje życie nie ma sensu, zabije się..
- Nie mów tak, proszę... - pogłaskał mnie po głowie. - Damy radę, musimy.. Dla Olivera.. - dodał. 
Ponownie wróciliśmy do szpitala i podpisaliśmy jakieś dokumenty dotyczące ciała.. Podpisując to łzy ściekały mi na kartkę, nie mogłam sobie poradzić z tym co się dzieje. Ostatni raz spojrzeliśmy na Olivera i z niechęcią opuściliśmy szpital. Niestety dopadli nas paparazzi. Chowałam się, nie chciała by ktokolwiek widział mnie w takim stanie a co ważniejsze to nie była odpowiednia sytuacja. Weszliśmy do domu i oboje zostaliśmy zasypani telefonami i sms'ami od rodziny i znajomych. Rzuciłam telefonem który wylądował pod kanapą i tak miałam to w dupie. Poszłam na górę i patrzyłam na nasz pokój w którym były rzeczy naszego synka. Podeszłam i wzięłam do ręki jego misia z którym spał każdego dnia i każdej nocy. Nie mogłam opanować płaczu.. Harry podszedł i przytulił mnie od tyły całując w policzek. Odwróciłam się i zobaczyłam, że on również płacze. To takie trudne... 
- Damy radę słyszysz? Razem... - podniósł moją brodę. 
- Ja nie dam bez niego rady... To już 2 i pół miesiąc wiesz? Dziś skończył tyle.. 
- Wiem słońce, liczyłem każdy dzień.. Najbardziej żałuję, że nie było mnie przy tobie kiedy byłaś w ciąży, byłem tchórzem.. 
- Nie mówmy teraz o tym... Chciałabym zasnąć i się nigdy nie obudzić, żeby wszystkie problemy odeszły słyszysz? Ja już nie chce żyć Harry.. Nie w taki sposób.. 
- Przestań! Nie mów tak nawet. Też mi jest cholernie ciężko bo dotyczy to nas obojga, ale bez ciebie moje życie też nie ma sensu.. Nie możemy się poddać.. Pamiętasz ten tekst którego mnie uczyłaś po Polsku? "wczorajsze marzenia to dzisiejsze plany. I ziomuś damy radę? Wiesz, że damy..". Wiem głupie, ale sama to mówiłaś. Nie wiem jakie były marzenia Olivera, ale za to spełniajmy swoje, dla niego.. 
Staliśmy tak wtuleni w siebie w blasku księżyca które przebijało się przez okno. Za nim dostrzegliśmy paparazzi którzy krzyczeli i wymachiwali tymi aparatami. Wyszłam na taras, było już chłodno lecz nawet to mi nie przeszkadzało. Harry mimo emocji które go rozrywały od środka starał się opanować. Odebrał telefony od najbliższych i wszystko im wytłumaczył. Każdy wiedział, że chcemy być teraz sami i to uszanowali.. 

12 komentarzy:

  1. Boże ja się po prostu popłakałam :< Tak mi szkoda Olivera:<

    OdpowiedzUsuń
  2. Boże rycze jak debil jakiś i przeczytałam kochanie ty moje <3 Królowa

    OdpowiedzUsuń
  3. Dlaczego to maleństwo zmarło ? :((

    OdpowiedzUsuń
  4. Fajowe *_* Zapraszam do mnie w wolnym czasie 4friendsw-wa.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  5. nieeeee ! czemu dziecko uśmierciłaś ty demonie jeden . XDDD
    świeetny rozdział . xx
    mam nadzieję , że się wszystko ułoży . ♥
    asiaa1Dkiss

    OdpowiedzUsuń
  6. Po prostu się popłakałam <3 K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Karolinko kochanie ja też się wzruszyłam <3 Królowa

      Usuń
  7. ryczę ... jak to ? ? ;c
    bęa mieć drugie? taak mi szkoda olusia ;cc

    OdpowiedzUsuń
  8. Pojawił się rozdział nowy u mnie na blogu :)
    http://timeforustobecomeone.blogspot.com/2012/10/o9-when-you-leave-u-walk-like-thieve-by.html

    (przepraszam za spam)

    OdpowiedzUsuń
  9. Jezu...
    Musiałaś go uśmiercać ??
    Tak czekałam na ten 37 rozdział, myślałam, że będzie coś z Zaynem.O.o
    A ty biednego Olusia uśmierciłaś.:C

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahaha przepraszam. no niestety wszystko się pomieszało. Szczerze mówiąc sama nie wiem jak to dalej będzie :)

      Usuń
  10. szkoda Olivera, ale zawalisty<3 dawaj szybko NEXT

    OdpowiedzUsuń