poniedziałek, 22 października 2012

Rozdział 38

Depresja..Tak, tak to można nazwać. Minęły 2 dni, a ja czuję jakby to były 2 lata. Nie chciałam nikogo widzieć, z nikim rozmawiać oprócz niego. Harry był przy mnie cały czas. Nie odzywaliśmy się do siebie tylko siedzieliśmy wtuleni i płakałam. Styles już powstrzymywał łzy, ale było mu trudno.. Wszystkie koncerty do końca 2012 roku zostały odwołane. Directioners wpierają nas całym sercem. Piszą i składają kondolencie, dla Harrego też to wiele znaczy, ale nie zaprząta sobie teraz tym głowy. Wyłączyłam swój telefon tak samo jak mój chłopak, jesteśmy odseparowani i jest nam z tym dobrze. Ani moja rodzina ani Harrego tak samo jak nasi przyjaciele nie byli u nas, chcą dać nam czas za co oboje jesteśmy im wdzięczni. Trzeci dzień.. od 3 dni nie spałam, nie umiałam.. Była 5 nad ranem, wstałam z łóżka a Harry dzięki Bogu na chwile przynajmniej dał radę zasnąć. Wciąż zapłakana ruszyłam w stronę kuchni, z szuflady wyjęłam nuż. Nie miałam żyletek, więc musiałam sobie inaczej poradzić..Dlaczego to robię? Bo nie wiem jak sobie z tym poradzić, ze śmiercią mojego maluszka.. Zawsze uważałam, że kaleczenie się to nie jest sposób na problemy tak samo jak alkohol, ale jak te problemy na prawdę cię dotkną nic innego Ci nie pozostaje. Ostatni raz chciałam ze sobą skończyć po zdradzie Zayna, ale tego nie zrobiłam i wcale nie żałuję, ale teraz.. Moje życie się skończyło.. Ustałam nad zlewem i przyłożyłam nóż do ręki. Nagle do kuchni wszedł Harry.
- Co ty tu robisz? - spytał przecierając oczy. - Kurwa! Weronika odłóż to! - krzyknął.
- Nie!
- Oddaj mi ten nóż! - podszedł i wyciągnął rękę.
- Nie chce..
- Ja też nie chce żeby moja dziewczyna się cięła!
- Harry.. Ja już tak nie mogę no.. - popatrzyłam mu prosto w oczy a nóż spadł na podłogę.
- Nie rób tego nigdy więcej, nie próbuj nawet. To nie pomoże Weronika.. - pogłaskał mój policzek kciukiem.
- Wiem o tym, ale jest mi ciężko..
- A myślisz, że mi nie? Wszystko się zawaliło i wiem o tym, ale nie możemy się poddać kochanie, nie możemy..
- Boże za jakie grzechy... - przytuliłam się do niego.
- Damy radę.. Musimy zacząć normalnie żyć, nie mamy innego wyboru słyszysz? - spojrzał na mnie.
- Tak.. - pocałowałam go.
Jest już 9.45 a my siedzimy w salonie i oglądamy telewizję. Wzięłam telefon do ręki i go włączyłam, potrzebowałam obecności mojej rodziny. Stęskniłam się za nimi.. Pierwsze co to zadzwoniłam do mamy.
- Cześć kochanie. - zaczęłam mama.
- Cześć.. Macie dziś czas? - spytałam a Harry patrzył na mnie zdziwiony.
- Tak, oczywiście.. A jak się czujecie? - mówiła smutna i zaraz usłyszałam, że zaczęła płakać, ja też nie wytrzymałam.
- Nie rozmawiajmy o tym przez telefon. Zadzwoń do Pauli gdybyś mogła i powiedz żeby też przyjechała jeśli ma czas.
- Dobrze, będziemy o 15. Do zobaczenia.
- Pa..
Odetchnęłam z ulgą, że tą rozmowę mam za sobą. Zadzwoniłam jeszcze po przyjaciółki a Harry do chłopaków. Chcieliśmy się spotkać ze wszystkimi i zacząć żyć jak dawniej. Wiem, że to już nie wróci, ale staraliśmy się.. Oboje poszliśmy się ogarnąć, szczególnie ja żebym wyglądała przynajmniej trochę jak człowiek. O 15 wszyscy już byli. Przywitaliśmy się i usiedliśmy w salonie. Szczerze poprawił mi się humor kiedy ich zobaczyłam. Nawet Zayn.. Tak to, że on był..Cieszyłam się. Na początku było sztywno i smutno, ale za jakiś czas każdy cię rozkręcił nawet Ja i Harry.W pewnym momencie bardziej przyjrzałam się Natce. Zachowywała się nieswojo, miałam wrażenie, że próbuje ukryć brzuch.. Był maleńki, ale chyba nie chciała żeby mi się przykro zrobiło?
- Nie zakrywaj tego brzuszka. - spojrzałam na nią lekko uśmiechnięta.
- Nie.. Ja nie.. Dobra.. - zacinała się i spuściła ręce.
- Natalia, ciesz się. - uśmiechnęłam się szczerze. - Chcesz to ukryć teraz przez to co się wydarzyło prawda? Nie chcesz żeby mi się przykro zrobiło?
- Tak.. Bo wiem, że jest wam ciężko.
- Tak, jest nam ciężko ale to nie znaczy, że ty masz nie być teraz szczęśliwa. Pokazuj to co masz każdy wie, że się cieszycie razem z Niallem i pokazujcie to.
Za jakiś czas moi rodzice pojechali razem z moją siostrą jej mężem i Leną. Zostaliśmy tylko my i nasza paczka. Z Anką siedziałyśmy koło siebie, ale nie miałyśmy okazji porozmawiać.
Za dwa dni miał się odbyć pogrzeb Olivera, ale nikt nawet nie zaczynał tego tematu i cieszyłam się. W pewnym momencie Lou zaczął temat.
- Zayn może cię pochwalisz swoją zdobyczą? - powiedział Louis.
- Nie ma o czym gadać. - odparł Malik.
- O co chodzi? - spytałam.
- Nasz Zaynuś ma dziewczynę. - odpowiedział uśmiechnięty Niall.
Zayn ma dziewczynę.. Ma dziewczynę.. A co ze mną? Już mnie nie kocha? Ej Weronika co z tobą?! Przecież ty masz chłopaka którego kochasz! Tak, to prawda kocham go, ale w życiu bym nie pomyślała, że będę tak zazdrosna o swojego byłego.
- Ej Vero dobrze cię czujesz? - spytał Liam.
- Tak, zamyśliłam się. - i w tym momencie popatrzyłam w oczy Zaynowi.
- My już się będziemy się zbierać. - powiedziała Natka.
Za chwilę wszyscy poszli, pożegnaliśmy się i każdy kazał nam się trzymać i w razie czego mamy do nich dzwonić. Miło, że tak się nami troszczyli.
Za 2 dni odbył się pogrzeb. Ubrana na czarno ruszyłam ze wszystkimi na ceremonię. Stojąc nad grobem płakałam, tak jak każdy. Tak, jak każdy było tu przynajmniej 1000 osób. Od rodziny aż po fanki. Kiedy już wszyscy się rozeszli zostałam z Harrym przy grobie naszego maluszka. Uklęknęłam przy nim i zaczęłam mówić. Harry zrobił to samo. Ze łzami w oczach mówiliśmy do niego. Zaczęliśmy mu opowiadać o tym co zamierzamy, jak się czujemy. Miałam nadzieję, że nasz syn jest tam szczęśliwy, choć było nam cholernie ciężko..
Tak minął kolejny miesiąc. Przez ten czas zaczęliśmy chodzić razem ze Stylesem do psychologa. Stwierdziliśmy, że to nam dobrze zrobi. Byliśmy u niego codziennie na 18.30. Mimo wszystko dostrzegłam zmianę. Mimo, że minął dopiero miesiąc zaczynaliśmy małymi kroczkami iść w dobrą stronę. Zaczynaliśmy żyć jak normalni ludzie, którzy ponownie zaczynają cieszyć się z życia ale 3 razy bardziej doceniają to co mają.



niedziela, 14 października 2012

Rozdział 37

Położyłam Olivera to łóżeczka bo już dawno smacznie spał i zeszłam jeszcze na dół do Harrego który grzebał w lodówce. 
- Czego tak szukasz? - spytałam stając na nim i obejmując. 
- Mam na coś ochotę... - skrzywił się. 
- Ale na co? 
- Na ciebie. - odwrócił się ze swoim łobuzerskim uśmiechem. 
- Puknij się w głowę. - zaśmiałam się. - Nie wiem jak ty, ale ja idę spać. - chciałam odejść ale loczek mnie trzymał. 
- Nie idziesz, no to posiedź przynajmniej ze mną, bo chce mi się jeść. 
Zostałam, a mój chłopak przyrządził sobie tosty. Usiedliśmy na kanapie i włączyliśmy telewizor. Latałam po kanałach i trafiłam na MTV gdzie leciała piosenka Maca Millera. Zostawiłam, ponieważ po tym miały być kulisy. A, że mam taką propozycję chciałabym zobaczyć jak to wszystko wygląda mimo tego, że widzę jak idzie robota na planie chłopaków. Harry patrząc co włączyłam tylko przewrócił oczami. 
- Za bardzo przeżywasz wiesz? - zaczęłam. 
- Ja nie przeżywam kochanie, tylko się martwię. - mówił z pełną buzią. 
- Przełkniesz najpierw? - zaczęłam się śmiać. 
- Dobra już, no więc martwię się żeby przez tą całą sławę która może cię dopaść nie uderzyła Ci woda sodowa do głowy. - uśmiechnął się. 
- Nie martw się nie uderzy, teraz opiekuję się tobą, aaa z resztą... Może odmówię. - popatrzyłam na niego. 
- Dlaczego? 
- Ja już jestem matką a nie dziewczynką która będzie się gibała przy jakimś raperze. Nie wiadomo co by jeszcze wymyślili, może jakieś pocałunki, macanki i tym podobne. A oczywiście na coś takiego się nie piszę. 
- Boże jak ja cię kocham, że ty taka rozsądna jesteś. - pocałował mnie. 
Jakiś czas jeszcze posiedzieliśmy i poszliśmy się położyć. Coś mnie tknęło i zajrzałam do łóżeczka małego. Nachyliłam się i w ogóle nie czułam, że oddycha. Dotknęłam jego klatki piersiowej która się nie unosiła. Przeraziłam się i nie wiedziałam co zrobić. Mój maluszek nie oddycha... 
- Harry, kurwa dzwoń po pogotowie! - zaczęłam krzyczeć przerażona. 
- Co się stało? - podbiegł do mnie. 
- Olivera nie oddycha. No dzwoń! - krzyknęłam. 
Zrobił jak kazałam. Zadzwonił po karetkę która była w przeciągu kilku minut. Razem z Harrym wsiedliśmy do karetki która zabierała nasze dziecko. Nie wiedziałam co mu jest, tak nagle przestał oddychać. Strasznie płakałam, a Styles próbował mnie uspokajać, choć on też miał łzy w oczach. Kiedy dojechaliśmy do szpitala od razu wzięli go na badania mając nadzieje, że coś się okaże. Siedzieliśmy z niecierpliwością na wyniki. Niestety... Lekarz wyszedł z gabinetu a my siedzieliśmy na poczekalni przez salą. 
- Co się dzieje? Co z nim? - wstałam i podeszłam do lekarza. 
- Przykro mi.. - zaczął patrząc na podłogę. - Państwa syn miał wadę serca, która wcześniej nie była leczona. Przestał oddychać a serce maluszka stanęło. Nie dało się nic zrobić. - spojrzał w moje zapłakane oczy. 
- Nie... Niee, to nie możliwe.. To nie może być prawda! On musi żyć.... Musi... - krzyczałam płacząc bez opamiętania. 
- Ja pierdole... - Harry płakał trzymając się za głowę. 
Podszedł mnie przytulić, a ja nie wytrzymałam. Płakałam jak jeszcze nigdy w życiu. Mój mały skarb umarł. Moje maleństwo które należało do mnie i urodziło się we mnie. 
- Chce go zobaczyć. - powiedziałam w stronę doktora. 
- Tak oczywiście, proszę tędy. - odparł. 
- Weszliśmy powoli do pomieszczenia, gdzie leżał nasz syn. To był najgorszy widok mojego życia. Chciałam go wziąć na ręce, mocno przytulić i wycałować za wszystkie czasy lecz nie mogłam... Mój synek nie żył.. Jego małe jeszcze ciepłe ciałko bezradnie leżało, a ja nie mogłam nic z tym zrobić.. To moja wina. - obwiniałam się w myślach. Słyszałam ciche szlochanie zza moich pleców. Stałam jak wryta i nie wiedziałam co zrobić, czy wziąć coś ostrego i wbić sobie w samo serce czy lepiej żeby ktoś to zrobił. Harry długo nie stał za mną, w pewnej chwili podszedł do małego i złapał go za tą małą rączkę. Zrobiłam to samo. Wciąż miałam nadzieję, że otworzy swoje piękne oczka i zacznie się wyginać, bo coś mu nie będzie pasowało. Ale niestety... Nie doczekałam się tego.. Po chwili, nie mogłam już na to patrzeć, a przed oczami miałam tylko czarne wizję.. Kiedyś usłyszałam takie słowa "Dzieci nigdy nie powinny umierać przed rodzicami, zawsze powinno być na odwrót". Dopiero w tej sytuacji mi się przypomniało i było to najprawdziwsze zdanie na świecie.. Już nie wytrzymałam, bez słowa wybiegłam z sali i przepychałam się żeby wyjść z tego cholernego szpitala. Kiedy już wszyłam klęknęłam na środku chodnika i płakałam, płakałam i płakałam, wręcz krzyczałam z tego wszystkiego. Dlaczego ja? Co ja takiego zrobiłam? Chciałam mieć tylko szczęśliwą rodzinę a to wszystko się rozjebało... Boże jak mogłeś...? Była noc, a ja wyjąc klęczałam pod drzwiami szpitala jak jakaś wariatka. 
- Weronika. - usłyszałam głoś Harrego, który zaczął mnie podnosić. 
- Powiedz, że to nie prawda. Proszę... powiedz.. - przytuliłam się do niego jak najmocniej umiałam. 
- To prawda kochanie... Przykro mi, ja też nie mogę w to uwierzyć... Czuję się jakby zabrali mi cząstkę mnie... 
- Moje maleństwo, nigdy już go nie przytulę...Moje życie nie ma sensu, zabije się..
- Nie mów tak, proszę... - pogłaskał mnie po głowie. - Damy radę, musimy.. Dla Olivera.. - dodał. 
Ponownie wróciliśmy do szpitala i podpisaliśmy jakieś dokumenty dotyczące ciała.. Podpisując to łzy ściekały mi na kartkę, nie mogłam sobie poradzić z tym co się dzieje. Ostatni raz spojrzeliśmy na Olivera i z niechęcią opuściliśmy szpital. Niestety dopadli nas paparazzi. Chowałam się, nie chciała by ktokolwiek widział mnie w takim stanie a co ważniejsze to nie była odpowiednia sytuacja. Weszliśmy do domu i oboje zostaliśmy zasypani telefonami i sms'ami od rodziny i znajomych. Rzuciłam telefonem który wylądował pod kanapą i tak miałam to w dupie. Poszłam na górę i patrzyłam na nasz pokój w którym były rzeczy naszego synka. Podeszłam i wzięłam do ręki jego misia z którym spał każdego dnia i każdej nocy. Nie mogłam opanować płaczu.. Harry podszedł i przytulił mnie od tyły całując w policzek. Odwróciłam się i zobaczyłam, że on również płacze. To takie trudne... 
- Damy radę słyszysz? Razem... - podniósł moją brodę. 
- Ja nie dam bez niego rady... To już 2 i pół miesiąc wiesz? Dziś skończył tyle.. 
- Wiem słońce, liczyłem każdy dzień.. Najbardziej żałuję, że nie było mnie przy tobie kiedy byłaś w ciąży, byłem tchórzem.. 
- Nie mówmy teraz o tym... Chciałabym zasnąć i się nigdy nie obudzić, żeby wszystkie problemy odeszły słyszysz? Ja już nie chce żyć Harry.. Nie w taki sposób.. 
- Przestań! Nie mów tak nawet. Też mi jest cholernie ciężko bo dotyczy to nas obojga, ale bez ciebie moje życie też nie ma sensu.. Nie możemy się poddać.. Pamiętasz ten tekst którego mnie uczyłaś po Polsku? "wczorajsze marzenia to dzisiejsze plany. I ziomuś damy radę? Wiesz, że damy..". Wiem głupie, ale sama to mówiłaś. Nie wiem jakie były marzenia Olivera, ale za to spełniajmy swoje, dla niego.. 
Staliśmy tak wtuleni w siebie w blasku księżyca które przebijało się przez okno. Za nim dostrzegliśmy paparazzi którzy krzyczeli i wymachiwali tymi aparatami. Wyszłam na taras, było już chłodno lecz nawet to mi nie przeszkadzało. Harry mimo emocji które go rozrywały od środka starał się opanować. Odebrał telefony od najbliższych i wszystko im wytłumaczył. Każdy wiedział, że chcemy być teraz sami i to uszanowali.. 

piątek, 12 października 2012

Rozdział 36

Harry wciąż leżał na łóżku czekając na mnie, a ja karmiłam Olivera.
- Na prawdę tego chcesz? - spytał.
- Ale czego? - odparłam.
- Wystąpić w tym teledysku...
- Harry, nie wiem. Nigdy o tym nie myślałam, ale chyba fajnie byłoby zrobić coś nowego.
- Taa..
- Co jest? - położyłam śpiącego Oliego do łóżeczka i podeszłam do loczka.
- Nie nic. - uśmiechnął się na siłę.
- Harry.. - spojrzałam na niego stanowczo.
- Dobra no, cieszę się, że coś Ci się może udać i cię w tym wspieram, ale uważam, że..- przerwałam mu.
- Jesteś zazdrosny? - zaśmiałam się.
- Może.. No kurwa widziałaś jak on na ciebie patrzył?
- A no widziałam. - uśmiechnęłam się i usiadłam na nim okrakiem.
- Właśnie i te słodkie słówka..
- Ale ty głupi jesteś wiesz.
- Dziękuję? - zaśmiał się.
- Myślisz, że zostawiłabym ciebie i Olivera żeby zostać jakąś laską na miesiąc kolejnego gwiazdora?
- No nie.
- Więc właśnie, opanuj szok i daj buziaka.
Zrobił to o co poprosiłam i tak kolejny raz wylądowaliśmy w łóżku. Tym razem nie przeszkodził nam nasz syn za co chyba oboje byliśmy mu wdzięczni. Nie wiem co wstąpiło w Stylesa, bo zachowywał się tak jak nigdy wcześniej. Był delikatny, słodki a zarazem seksowny i pociągający. Leżeliśmy pod kołdrą, a ja drapałam loczka po plecach bo to uwielbiał.
- Jutro mamy podpisywanie autografów. - zaczął.
- O której?
- O 11 albo 12 musimy już wyjechać z hotelu.
Chwilę jeszcze poleżeliśmy i była już 22, więc stwierdziliśmy, że pójdziemy się wykąpać. Harry wszedł do wanny z Oliverem, a ja usiadłam koło nich na pufie. Po ich kąpieli Styles wziął małego żebym mogła się umyć. Weszłam pod prysznic oblewając się chłodną wodą. Odprężyłam się i wróciłam do moich mężczyzn. Oliver zaczął trochę marudzić, więc położyliśmy go między siebie na łóżku.
- Boję się... - zaczął Harry.
- Czego? - spojrzałam na niego.
- Że któregoś dnia Zayn sobie o nim przypomni i będzie chciał mi was odebrać.
- Już to przerabialiśmy.. Dobra rozumiem, ale... To ty jesteś jego ojcem, więc on nic nie może.
- Alee.. Weronika kochasz go?
- Oczywiście, że nie, Harry ja nie wiem czy kiedykolwiek go kochałam. Wydaję mi się raczej, że to było zauroczenie i nic poza tym.
- A jeśli to powróci? - drążył ten temat.
- Nie ufasz mi?
- Ufam, ale po prostu się boję. Nie tylko o Zayna tylko o wszystkich chłopaków którzy się koło ciebie kręcą.
- Mi to mówisz? - zaśmiałam się. - To koło ciebie kręcą się miliony napalonych fanek.
- No ale.. podniósł się trochę i oparł o oparcie łóżka.
- Nie ma żadnego "ale". To jest ta sama sytuacja kochanie.
Po tych słowach pocałował mnie i próbowałam zasnąć. Nagle ktoś lekko zapukał do drzwi. Dostrzegłam, że Harry już śpi. Wstałam i otworzyłam.

- Oczami Zayna -

Było już późno, ale trudno. Nie chciałem z tym czekać. Wiem, że się powtarzam, ale kocham Weroniką. Postanowiłem iść do niej i wyrzucić to wszystko z siebie. Zapukałem lekko, bo spodziewałem się, że Oli już śpi. Nie musiałem długo czekać, ponieważ za chwilę w drzwiach pojawiła się Wera.
- Cześć. - zaczęła. - Ty to masz jednak pory do odwiedzin. - zaśmiała się.
- Siema, wiem sorry. Musiałem...- spojrzałem jej prosto w oczy.
- Co jest?
- No więc tak.. - wziąłem głęboki wdech.
- Kochasz mnie.. - dodała.
- No tak i już każdy o tym wie, ale przyszedłem ty po to żeby Ci powiedzieć iż.. zaciąłem się. - Nie chce niszczyć twojej rodziny, bo twoje szczęście jest teraz najważniejsze. W dalszym ciągu trudno mi z tym, że nie jesteś moja. ale ja będę na ciebie czekał. - uśmiechnąłem się szczerze.
- To mił.. - nie dokończyła.
- Teraz ja czekam na nią w łóżku. - przerwał jej Harry który stał w drzwiach.
- Historia kołem się toczy.. - powiedziała Vero i oparła się o ścianę.
w pewnej chwili usłyszeliśmy płacz Olivera, więc Wera od razu ruszyła do pokoju, a ja zostałem z Harrym w holu.
- Przestaniesz? - powiedział Styles.
- A słyszałeś przynajmniej co mówię, czy trafiłeś tylko na końcówkę?
- A co mówiłeś wcześniej? - spytał.
- Że nie rozwalę waszej rodziny, bo wiem, że ona jest szczęśliwa. Zrozum Harry jest mi ciężko, kiedyś to mnie potrzebowała i ja to zjebałem, okej moja wina, ale.. Dobra nie ważne.
- Rozejm? Taki już prawdziwy. - zaczął.
- Tak i powodzenia. - uśmiechnąłem się i przytuliłem go klepiąc po plecach.
- Czekałam na to tyle czasu. - powiedziała uśmiechnięta Vero.

- Oczami Vero -

Tak minęło kilka dni, bez większych problemów. Było fantastycznie. Jeździłam z chłopakami gdzie tylko się dało. Spędzałam dużo czasu z Harrym i świetnie się bawiliśmy. Czas szybko minął, ostatniego dnia zespół miał ostatni koncert. Z Oliverem obserwowaliśmy ich z backstage'u. W pewnym momencie kamera była skierowana na Harrego który śmiał się i nie mógł śpiewać. Zaciekawiło mnie co go tak rozbawiło. Po ostatniej piosence chłopcy wrócili zadowoleni z siebie.
- Z czego ty się tak śmiałeś? - spytałam.
- Jakaś dziewczyna mi cycki pokazałam. - zaczął się znowu śmiać.
- I co ładne? - podniosłam jedną brew i każdy się zaczął śmiać.
- Nie tak piękne jak twoje skarbie. - pocałował mnie z uśmiechem.
Wróciliśmy do hotelu i za jakiś czas ruszyliśmy na lotnisko. Już chciałam wrócić do domu, stęskniłam się za rodziną i przyjaciółkami. Mimo tego, że dzwoniła do dziewczyn codziennie. Tak samo jak Niall do Natki. Katował ją telefonami 438217312 razy dziennie. Oczywiście na lotnisko, czekała dzicz. Tłumy ludzi, raczej dziewczyn chcących przynajmniej dotknąć któregoś z One Direction. No cóż kiedyś sama miałam takie marzenie, ale byłam raczej tą fanką która spokojnie oglądała ich zdjęcia, słuchała piosenek i cieszyła się razem z nimi. Mieszkałam w tym samym mieście, gdzie spędzali najwięcej czasu, ale nigdy wcześniej ich nie widziała ani za nimi nie latałam. Szkoda było czasu. Co mi to tym, że miałabym z nimi zdjęcie? I tak by za minutę nie pamiętali, że istnieje. Ale jednak wszystko potoczyło się inaczej. I doceniam to co mam. Lot ponownie był bardzo długi no ale cóż... Jakoś damy radę. - pomyślałam. Lądując już w Londynie gdzie była noc i wszystko było pięknie oświetlone, sama do siebie się uśmiechnęłam. Było na prawdę pięknie, ale teraz najbardziej marzyłam o łóżku i spokoju na jakiś czas.

sobota, 6 października 2012

Rozdział 35

Rano wstaliśmy, ogarnęliśmy się i poszliśmy na śniadanie. Chłopcy mieli dziś cały dzień wolny, więc mogliśmy spędzić trochę czasu ze sobą. Postanowiliśmy, że pójdziemy się przejść po sklepach i ogólnie po okolicy. Włożyłam Olivera to wózka i ruszyliśmy w drogę. Chcieliśmy wejść do drugiego sklepu ale tłum fanek nam w tym przeszkodził. Chłopcy oczywiście nie mogli ani nie umieli im odmówić, więc zaczęli robić sobie z nimi zdjęcia i dawać autografy. Po chwili czekaliśmy tylko na Harrego który wziąć fotografował się z młodymi dziewczynami. Stałam koło chłopaków poprawiając sobie sznurówkę w bucie a oni trzymali wózek. Jak się podniosłam zobaczyłam, że jakaś laska drzyma Harrego za tyłek.
- Trzymaj mnie bo wypierdole... - wściekłam się.
- Nie przejmuj się Vero, niech się nacieszy. Nigdy więcej już jej nie dotknie. - zaśmiał się Niall.
- Nie możesz przejmować się takimi rzeczami. Wiem, że to denerwuje bo ja też nie lubię jak ktoś dotyka Danielle. - przerwał Liam na chwilę, chyba powiedział coś czego nie chciał.
- Danielle? O proszę.. To już wiem jak ma na imię. - uśmiechnęłam się.
- Tak, Dan.. - zawstydził się lekko chłopak.
- To ta co była w clubie prawda? Jest śliczna. - poklepałam go po ramieniu.
- Nasz Liaś i Lou się zakochali. - dodał Zayn.
- Louis ty też? - zdziwiłam się.
- Może... - ruszył śmiesznie brwiami. - No dobra, ma na imię Eleanor i strasznie mnie kręci.
- Czyli wychodzi na to, że tylko ja i Niall jesteśmy do wzięcia. Piąteczka stary. - krzyknął Malik przybijając piątkę z Horanem.
Po kolejnych 5 minutach Styles raczył do nas wrócić a fanki się rozeszły.
- Ty kurwa, robię sobie zdjęcie z jakąś a ona mnie zaraz łapie za dupe. - zaczął Hazza śmiejąc się.
- Tak widziałam. - spojrzałam na niego.
- Aż miałem dreszcze. - powiedział żartobliwie i klepnął mnie w tyłek.
- Roczki cię świerzbią kochanie? - zaśmiałam się.
- Troszkę, chyba musisz coś z tym zrobić. - zrobił taką minę
Pośmieliśmy się jeszcze chwilę i pokierowaliśmy się do sklepu muzycznego. Stojąc między półkami ktoś niechcący na mnie wpadł. Odwróciłam się i okazało się, że to Mac Miller.
- O przepraszam. - odwrócił się i zaniemówił.
- Nic nie szkodzi. - również się odwróciłam i uśmiechnęłam.
- Kogo ja tu widzę dziewczynę Harrego Stylesa we własnej sobie. - uśmiechnął się. - Jest Mac. - podał mi rękę.
- Weronika. - ponownie się uśmiechnęłaś.
- Kurwa jaka ty jesteś śliczna. Nie no serio dużo ładniejsza na żywo niż na zdjęciach.
- Dzięki. - przegarnęłam włosy z czoła.
- O proszę, dobry wybór. - zaśmiał się chłopak bo w ręce trzymałam jego płytę.
- Warto brać? - spojrzałam zadziornie. - Nie no świruje, uwielbiam cię.
- Miło mi. - pokazał szereg zębów. - Słuchaj.. - zaczął Miller ale akurat podszedł Harry.
- Ja pierdole, Mac siema stary. - podbił do niego Styles i się przywitał.
- Siema, zdążyłem już poznać twoją piękność. - pokazał na mnie wzrokiem.
- Chyba chciałeś coś powiedzieć. - wtrąciłam patrząc na Maca.
- A tak właśnie, potrzebuję dziewczyny do teledysku. A ty jesteś po prostu idealna, więc gdybyś była zainteresowana to Harry ma mój numer to dzwoń.
- Serio mówisz? - zadziwiłam się.
- Tak, serio serio.
- Jej, dzięki. Przemyślę to. - uśmiech nie schodził mi z twarzy tak samo jak jemu.
- Dobra teraz muszę już spadać, bo dziś wieczorem mam koncert. To fajnie było cię poznać. - pocałował cię w rękę. - I fajnie, że my się znowu spotkaliśmy, tylko szkoda, że w takich okolicznościach. - poklepał Stylesa po ramieniu.
- No nam też bardzo miło. Jak już wrócimy do Londynu to wpadnij do nas. - mówił Harry.
- Dzięki wielkie. To narazie. Weronika zastanów się i gratuluję ślicznego synka. - pomachał nam.
Byłam zaskoczona. Sam Mac Miller zaproponował mi żebym wystąpiła w jego teledysku, a co mnie jeszcze zdziwiło to to, że Harry się z nim zna, nigdy wcześniej o nim nie wspominał.
- Skąd się znacie? - spytałam.
- Któregoś razu byliśmy razem w pewnym programie i on występował przed nami, i tak jakoś się poznaliśmy. - objął mnie.
- Myślisz, że mówił prawdę? - spojrzałam na swojego chłopaka.
- Oczywiście, a co chciałabyś?
- Nigdy o tym nie myślałam, ale...Sama nie wiem.
- Dobra pogadamy o tym w domu. - pocałował mnie w czoło i poszliśmy do reszty którzy stali przy instrumentach.

- Oczami Harrego -

Fajnie było go spotkać, ale średnio mi się spodobało to jak patrzył na Werę. Wiem, że jest pożądana przez mężczyzn i cieszyłem się, a najbardziej z tego, że jest moja. I jeszcze ta propozycja. Owszem ucieszyłem się, że jej też się może coś udać i byłem z niej dumny. Chciałem ją wspierać ale nie byłem pewien czy to na pewno dobry pomysł.
- Ej nie zgadniecie z kim właśnie gadaliśmy. - mówiłem do chłopaków.
- Kogo? - podekscytował się Liam.
- Maca Millera.
- To nieźle, nie widziałem go. - powiedział Niall. - A ty Wercia co się nie odzywasz? - dodał.
- A nie wiem. - uśmiechnęła się słodko co w niej uwielbiałem.
Pochodziliśmy jeszcze chwilę i wróciliśmy do hotelu. Była dopiero 15, więc myśleliśmy żeby gdzieś wyskoczyć wieczorem, ale Weronika nie za bardzo się to spodobało.

- Oczami Vero -

Po pierwsze nie chciałam znowu zostawiać Olivera a co dopiero z kimś obcym, a po drugie ostatnie nasze wyjście na imprezę źle się skończyło, bo się oczywiście pokłóciliśmy. Siedziałam na fotelu kołysząc wózek w którym zasypiał Oli, a Harry leżał na łóżku.
- Nie skusisz się? - spytał.
- Nie. Wiesz, że nie chce go ciągle zostawiać.
- Okej rozumiem. - poddał się. - Usnął już? - zapytał po chwili.
- Tak. - odparłam.
- To chodź tu koło mnie.
Jak poprosił tak zrobiłam. Położyłam się koło niego i tak leżeliśmy.
- Ej Harry myślisz, że z nami jest coś nie tak?
- Hahaha, dlaczego tak myślisz?
- No bo my nie mamy czegoś takiego, że co chwilę się całujemy, mówimy "kocham cię" i tego typu rzeczy.
- A kto tak niby robi? - zdziwił się.
- Na przykład Natka i Niall.
- Wiesz co słońce myślę, że my jesteśmy normalni a z nim jest coś nie tak. - zaśmiał się. - Nie no kochają się i nikt w to nie wątpi, ale trzeba mieć też jakiś dystans. Nie zawsze wypada iść w ślinę przy wszystkich ale te słodkie słówka aż do porzygu. No sama pomyśl.
- No masz rację. - leżałam jeszcze chwilę. - Ej Harold! - podniosłam się . - Kocham cię. - dodałam po chwili.
Harry zrobił to samo co ja i zaczął. - Ej Weronika! Ja ciebie też. - i rzucił się na mnie.
Przygniótł mnie swoim ciałem i zaczął namiętnie całować. Jego pocałunki były cudowne i je uwielbiałam. Schodził niżej i zaczął całować mnie po szyi. Jego ręce były już pod moją bluzką, a moje na jego plecach. A tym momencie obudził się Oliver.
- No nie.. Tylko nie w takim momencie. - powiedział Harry.
- Przykro mi kochanie. - jeszcze raz namiętnie go pocałowałam i wstałam do Oliego.

czwartek, 4 października 2012

środa, 3 października 2012

Rozdział 34

Do Australii zostało jeszcze 6 godzin lotu myślałam, że oszaleję.. Już nie wiedziałam jak mam się ułożyć na tym fotelu, więc zaczęłam zakładać nogi na Harrego.
- A tobie to się nudzi? - zaśmiał się.
- Niee, już mnie dupa boli od tego siedzenia.
- To Ci mogę wymasować. - uśmiechnął się szyderczo.
- Okej, ale później. - pokazałam mu język. - A teraz możesz mnie podrapać po plecach.
- To chodź.
Położyłam głowę na jego kolanach a on drapał mnie po plecach. No wspaniale.. Było mi jak w raju. Tak namiętnie mnie drapał, że aż usnęłam. Spałam i nikt ani nic mi nie przeszkadzało do czasu aż Harry zaczął się kręcić i co chwila wstawał a mi spadała głowa.
- Czy ty kur..- obiecałam sobie, że nie będę bluźniła. -.. cze nie możesz spokojnie siedzieć?
- Zdrętwiała mi już noga. - powiedział biedny.
- Dobra ja idę do łazienki.
- Powtórka z rozrywki? - puścił mi oczko.
- Nie kochanie, idę siku. - uśmiechnęłam się. - Ej Harry a gdzie Oliver?
- Cały czas siedzi z Niallem. - pokazał palcem za siebie.
Na chwilę do nich podeszłam, dałam buziaka małego, pogadałam z Horanem i poszłam do toalety. Tam oczywiście kogo zastałam? Zayna.. A kogóż by innego. Właśnie wychodził z jednej z kabin.
- A co ty masz w ręce? - spytałam unosząc mu ją do góry.
- Nic. - zaśmiał się.
Wyrwałam my to z dłoni i zobaczyłam, że to elektryczny papieros.
- Nigdy się nie oduczysz? - zaczęłam.
- Chyba nie. - uśmiechnął się. - A ty nie chcesz?
- Przecież wiesz, że nie palę.
- Kiedy popalałaś razem ze mną. - podniósł jedną brew.
- Dlatego teraz wolę nie zaczynać, a z resztą to było z twojej winy. - pokazałam na niego palcem.
- Z mojej? A to dlaczego?
- Bo szkoda mi cię było jak sam na dworze stałeś to Ci towarzyszyłam. I to wszystko przez ciebie się zaczęło. - zaśmiałam się.
- Ej a pamiętasz jak któregoś dnia przyniosłem trawkę i Parys miał fazę od tych oparów?
- Pamiętam, on nie mógł się podnieść. - oboje zaczęliśmy się śmiać.
- A właśnie co z nim zrobiłaś tak na szybko? - spytał.
- Paula albo moja mama mają go wziąć, nie miałam nawet czasu im go zawieść, więc zostawiłam go w domu a one mają klucz do domu w razie właśnie takich sytuacji.
- Wiem Wera, nie musisz tłumaczyć mi jak debilowi znam wszystkie twoje zakamarki, sposoby, pomysły i inne. - uśmiechnął się.
- Wieeeeem, odzwyczaiłam się i tyle. - odwzajemniłam uśmiech. - Ej dobra bo przyszłam się wysikać tak ogólnie.
- Dobra już cię nie zatrzymuję.
Zayn poszedł na miejsce a ja załatwiłam swoją potrzebę i również się tam udałam. Usiadłam na fotelu i zaczęło mi odwalać. Tak już miałam jak mi się nudziło i nie wiedziałam co ze sobą zrobić. Zaczęłam się tak śmiać, że nie mogłam się opanować i przez to zaraziłam wszystkich śmiechem. Nawet nie wiedziałam z czego się śmieję no ale cóż.. tak już mam.
- Kuźwa z kim ja żyję. ADHD to mało powiedziane. - śmiał się Styles.
- Coś ty Harruś. - machnęłam ręką wciąż się śmiejąc. - Ej dobra spokój, bo już mnie boli brzuch. - złapałam mocny wdech. - Ja już jestem normalna. - usiadłam poważnie na miejscu.
- Ty poważna?! - powiedział Liam. - Myślałem, że Louisa nikt nie przebije a jednak!
- No i teraz widzicie co ja mam. - dodał loczek.
- Ty wcale nie odstajesz, za to zboczony jesteś. - odparł Niall.
- Ja zboczony? Jeszcze Wery nie widziałeś w akcji. - zaśmiał się.
- Bezczelny no! - klasnęłam w ręce.
- Daj buzi. - dodał po chwili Styles.
- Teraz to pocałuj mnie w dupę. - odwróciłam się ze śmiechem.
- Jeśli tylko tego chcesz... - podniósł brew i potarł brodę.
- No i widzicie?! - powiedziałam do wszystkich pokazując na Harrego.
- Sama mnie prowokujesz. - zaśmiał się.
- Dobra koniec tematu. - dałam mu soczystego buziaka w usta. - A teraz... Kto jest głodny? - dodałam.
- Ja! - krzyknął Niall z Oliverem na rękach.
- Czas coś zjeść. - potarłam ręce z uśmiechem.
- Vero my powinniśmy wziąć ślub. - zaśmiał się Horan.
- Ej ej ej zwolnij gościu. - spojrzał na niego piorunującym wzrokiem ale żartobliwie.
- Hahaha, masz rację. Po roku mieszkania razem byśmy się toczyli do sklepu po kolejną porcję żarcia. - zaczęłam się znowu śmiać a Niall razem ze mną.
Jak postanowiliśmy tak zrobiliśmy. Zamówiliśmy jedzenie dla siebie i nakarmiłam Oliego. Przez ten czas jak jedliśmy ja z Niallem ciągnęliśmy smugę o małżeństwie, oczywiście na żarty, ale Harry się chyba wkręcił.
- Kochanie nie spinaj się tak. - położyłam mu rękę na policzku i potarłam kciukiem.
- Odwdzięczę Ci się tym samym. - uśmiechnął się wrednie.
- Tylko spróbujesz coś odwalić to się policzymy. - zagroziłam mu palcem.
- Walczy kocica. - zaśmiał się Zayn który dopiero teraz się odezwał.
- To źle? - spytałam i podniosłam brew.
- Niee, bardzo dobrze! - mówiąc to patrzył na Harrego.
- Jak ona ona mi robi na złość to jest dobrze, a jak ja chce to już jej bronicie! Co za niesprawiedliwość na tym świecie! - włożył twarz w dłonie.
Reszta lotu zleciała w miarę szybko. Byłoby wspaniale gdyby nie cyrk na końcu zrobiony przez naszego syna. Już nie było tak różowo jak przy starcie niestety. Ale jakoś oboje z Harrym daliśmy radę go opanować. Po wyjściu z samolotu przeciągnęłam się i poszliśmy po bagaże. Po jakiś 30 minutach byliśmy już w hotelu. Nie obyło się oczywiście bez zdjęć, autografów i pisków które wydawały z siebie fanki. Właśnie w takich momentach rozumiem jakie mam zajebiste szczęście, że jestem z jednym z chłopaków którzy są prawie najbardziej pożądani na świecie.A to mnie, zwykłą dziewczynę spotykało takie.. hmm.. jakby to nazwać.. wyróżnienie. Tak myślę, że to dobre słowo. Po wejściu do pokoju od razu położyłam się na łóżku a koło siebie Olivera. Nie miałam ochoty się nigdzie ruszać, ten lot mnie tak wymęczył. Harry jeszcze poszedł na dół po coś a ja przez ten czas przewinęłam Oliego i gadałam do niego.
- To co jutro mój mały szkrabie robimy? - pocałowałam go w nosek.
- Mamy dzień wolny. - usłyszałam Stylesa stojącego w drzwiach.
- Tak ty też jesteś moim małym szkrabem. - ustał za mną i objął mnie w tali a ja pocałowałam go w policzek.
Resztę dnia spędziliśmy w hotelowym pokoju odpoczywając. Powściekaliśmy się z Harrym jak mały poszedł spać i zaczęliśmy oglądać jakiś smutny film który leciał w telewizji przez który wyłam aż się zanosiłam jak małe dziecko. Oczywiście mojego serdecznego chłopaka bardzo to bawiło i zamiast mnie uspokajać to się ze mnie śmiał. Ale właśnie to w nim kochałam.


poniedziałek, 1 października 2012

Rozdział 33

Droga na lotnisko nie zajęła długo, gorzej z odprawą. Trochę musieliśmy poczekać, ale jak już się odprawiliśmy mieliśmy dużo czasu, więc wybraliśmy się do kawiarni która była na lotnisku. Usiedliśmy wygodnie a Zayn zaczął zajmować się małym. Wziął go na ręce i chodzi dookoła. Jak zobaczyłam ich tak blisko uświadomiłam sobie jak Oliver jest do niego podobny. Duże oczy z długimi rzęsami, ciemniejsza karnacja i ta sama mina jak śpią. To było straszne...Człowiek z którym nie jesteś, nie będziesz i który tak cię zranił a ty masz jego małą, kochaną miniaturkę która Ci go cały czas przypomina. Ale nie żałuję mojej decyzji, z Harrym przez ostatni czas było nam ciężko ale mam nadzieję, że damy radę i wszystko wróci do normy. Kocham go naprawdę. Nie wyobrażam sobie teraz żyć bez niego. On już jest zapisany w mojej codzienności, jest cząstką mnie bez której nie mogłabym żyć. Tylko współczuję mu jak się musi czuć. To znaczy, Zayn to jego przyjaciel, ale patrząc na tę sytuację jak Malik zajmuję się Oliverem i Harry tylko siedzi i się temu przygląda, to musi być straszne uczucie. Mam wrażenie, że Harry wciąż się boi, że Zayn może mu nas odebrać. Ale oczywiście ja do tego nie dopuszczę.
Posiedzieliśmy jeszcze jakiś czas i wezwali nas do wejścia 3B, więc tam się udaliśmy. Usiedliśmy wszyscy koło siebie jak się dało, ja z Oliverem oczywiście koło Harrego no a Zayn niestety z mojej drugiej strony.. No cóż, zostawię to bez komentarza. Lot zapowiadał się baaaardzo długi i taki będzie. Ale cieszę się, że lecimy tam wszyscy a nie ta ciągła schiza co on robi, czy wszystko dobrze, czy aby mnie nie zdradza, a może coś mu się stało i tak do usranej śmierci. Mały od razu usnął i dobrze, bo bałam się, że mogą być jakieś cyrki bez zatkane uszy czy coś w tym rodzaju. Ale upiekło nam się. Położyłam głowę na ramieniu Harrego i tak siedzieliśmy. Złapał mnie za rękę i w nią pocałował a ja się tylko uśmiechnęłam.
- Cieszysz się, że lecimy razem? - spytał.
- Tak, bardzo. - pocałowałam go.
W tym momencie Zayn wstał z fotela i poszedł w stronę toalety. Ja po chwili również tak zrobiłam bo musiałam załatwić co swoje. Malik stał przy łazience oparty o drzwi do niej. Po chwili miałam deja vu. Tak... To mi się chyba śniło, to ten sen który mnie męczył dzisiejszej nocy.
- Co tu tak sam stoisz? - spytałam.
- Czekam. - oparł poważnie.
- Na co? - podniosłam jedną brew.
- Na szczęście.- uśmiechnął się.
- To sobie jeszcze poczekasz. - zaśmiałam się.
- Niee... Właśnie stoi przede mną.
I wtedy zapadła cisza. ZNOWU?! Kurde ile można! Już mu to tłumaczyłam 343251 razy, że nic z tego. I wtedy przypomniał mi się ponownie ten sen, skończył się na tym, że pocałowaliśmy się. Ej ej ej! Ale to nie można stać się na prawdę. - pomyślałam.
- Zayn znowu zaczynasz?
- Kurwa nie mogę na to wszystko patrzeć rozumiesz?! Widzę jak się całujecie to boli.
- Mnie też bolało jak mnie zdradziłeś wiesz? - oburzyłam się.
- Przepraszałem już milion razy. Harry to mój przyjaciel ale jak na was patrzę, to ja powinienem być na jego miejscu. Weronika kocham cię no zrozum.
- Ale ja to rozumiem, ale ty zrozum jeszcze coś. Ja mam rodzinę! Miałeś swoją szansę którą zmarnowałeś i rozjebałeś mi życie przy okazji, teraz to wszystko wróciło do normalny i niech tak zostanie proszę cię. Nie psujmy tego jak jest i co jest okej?
- Dobrze.. A mogę mieć jedną jedyną prośbę?
- No jak taka tyci tyci to możesz. - zaśmiałam się.
- Przytulisz mnie? Proszę, potrzebuje tego.. - spojrzał na mnie tym błagającym wzrokiem.
- Ale nic więcej? Jak przyjaciele?
- Jak przyjaciele. - odparł.
Jak poprosił tak zrobiłam, przytuliłam go i poczułam te perfumy które uwielbiałam, aż sama do siebie się uśmiechnęłam. Ale wszystko wróciło, lecz nie miłość ani nic z tych rzeczy tylko wspomnienia. Kupa wspomnień i tych złych i tych dobrych które razem przez ten czas przeżyliśmy. Staliśmy tak jeszcze przez chwilę i nagle wpadł Harry.
- Siku kurwa! - trzymał się za spodnie.
- No przecież są łazienki. - mówiła opierając się o drzwi jednej z kabin. Chciałam się z nim trochę podroczyć.
- Wera, kocham cię ale odejdź.
- A co za to będę miała? - popatrzył specyficznie na swoje paznokcie u rąk.
- Wszystko co będziesz chciała, ale teraz mnie wpuść błagam.
- Wszystko? Hm... Może się skuszę...
- Jak bym się chyba skusił. - zaśmiał się Zayn.
- Hahaha, dobra wchodź, ale dziś nie ma słowa "nie" u ciebie kochanie. - uśmiechnęłam się.
- Jak sobie życzysz, a teraz żegnam. - powiedział i wszedł do kabiny.
Razem z Zaynem wróciliśmy na miejsca a Oliver był na rękach u Nialla. Chłopak strasznie się wczuł i bardzo słodko wyglądał.
- Niedługo też takie będziesz miał. - pogłaskałam go po ramieniu.
- Oby też takie grzeczne.
- Aaaaaa...Tego nie obiecuję, ale dacie radę.
- Wiesz Vero, niby się cieszę a tak w głębi serca boję się jak cholera.
- Ale tak jest, nie masz się czego wstydzić. Myślisz, że ja tak nie miałam? Oczywiście, że miałam. Strasznie się bałam, nie wiedziałam czy dam sobie radę, tym bardziej, że byłam sama bez całą ciążę. A, że Harry przyjechał na czas został tatusiem. - zaczęliśmy się śmiać. - Nie no świruje, ale przyjechał w porę. - spojrzałam na małego.
- Kto w porę? - spytał stojąc za mną i przyciskając do siebie.
- Ty kochanie. - odpowiedziałam.
- Harry zawsze ma dobre momenty. - dodał Niall.
- Słońce ty moje, a może coś ten tego.. - szeptał mi do uch Styles.
- Coś ten tego? - zaśmiałam się cicho.
- Wiesz o co mi chodzi, miałem zrobić wszystko a tego też na pewno chcesz. - uśmiechnął się.
- Skąd ta pewność u ciebie?
- A nie chcesz? - popatrzył na mnie zdziwiony.
- No pewnie, że chce.
Jak ustaliliśmy tak zrobiliśmy. Oli został i Horana a my udaliśmy się do toalety. Nie będę opisywała pikantnych szczegółów bo na co to komu. Po jakimś czasie wyszliśmy zadowoleni i wróciliśmy na swoje miejsca. Tam dostrzegłam śpiącego Nialla a koło niego Olivera. Zrobiłam im obu zdjęcie bo wyglądali komicznie, jeszcze Horan miał otwartą buzie co mnie strasznie rozbawiło. Usiedliśmy wygonie i poszliśmy spać. Niestety obudził nas płacz małego, był już czas na jedzenie, więc Harry jako wzorowy tatuś wstał i go nakarmił. Zmienił mu pieluchę przy okazji i wrócił z Olim na rękach.